Chemsex

Chemsex (Wielka Brytania, 2015), reż. W. Fairman, M. Gogarty; premiera na outfilm.pl: maj 2016

 

mat. pras.

 

Gdybym miał przez resztę życia pozostać czysty, to od razu proszę o eutanazję – mówi jeden z bohaterów tego dokumentalnego filmu. Seks na chemii, czyli na narkotykach, to już nie margines londyńskiej klubowej „sceny” gejowskiej, to zjawisko, na które nie sposób się nie natknąć, jeśli na tą scenę wchodzisz. I nie sposób się nie wciągnąć, jak twierdzą niektórzy. Jak jest w Warszawie, Poznaniu czy Krakowie? Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że podobnie – ale kto w Polsce miałby nakręcić podobny dokument? Kto zgodziłby się mówić?

Autorzy zebrali kilkunastu gejów, którzy z szokującą szczerością opowiadają o slammingu – termin gładko się przyjął, bo powiedzenie wprost „walenie w żyłę” byłoby pewnie zbyt przerażające. Trudniej byłoby się oszukiwać. Waleniu w żyłę obowiązkowo towarzyszy seks, często wieloosobowy, często bez zabezpieczenia. Seks bez slammingu jest bez sensu, slamming bez seksu też. Zaczynasz w piątek, kończysz w niedzielę, to są maratony – mówi inny bohater. Są młodsi i są starsi, tacy, co bawią się w klubach i tacy, co zapraszają nieznajomych na domówki (kilka kliknięć i można zebrać grupkę). Film zawiera zresztą sceny prawdziwego seksu. Ci, którzy zgodzili się wystąpić, już wiedzą, że przeholowali i mają problem, choć niekoniecznie chcą, lub wiedzą, jak go rozwiązać. Sytuację komentuje ekspert specjalizujący się w terapii gejów uzależnionych od chemsex. Pionier. Zna sprawę z autopsji.

Zostaje się z pytaniami: skąd się ten fenomen bierze? Dlaczego wydaje się specyficznie gejowski? (Piotr Klimek)

 

Tekst z nr 61 / 5-6 2016.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.