Donald Tusk, czyli homofobia jako ,,pogląd umiarkowany”

Donald Tusk w rozmowie z Akademickim Radiem Centrum w Lublinie kilka dni temu, pytany o postawę Platformy Obywatelskiej wobec ludzi LGBT:

“Czuję się człowiekiem, który całe życie poświęcił temu, żeby polityka w Polsce była nasycona tolerancją, wzajemnym szacunkiem i respektem. Ale nie jestem tęczowym rewolucjonistą. Jestem człowiekiem o poglądach umiarkowanych w tej kwestii”

Tusk – jak pisze gazeta.pl – wskazał również, że chciałby, aby w Polsce odbyła się dyskusja na temat prawa do małżeństw osób tej samej płci, praw kobiet i kwestii aborcji.

Jak to brzmi? Pozornie nie najgorzej, ale tak naprawdę – jak najgorzej.

Bo co to znaczy, że Tusk nie jest „tęczowym rewolucjonistą”? Jest za związkami partnerskimi/równością małżeńską czy nie? Za ustawą o uzgodnieniu płci czy przeciw? Za kodeksową ochroną ludzi LGBT przed dyskryminacją czy przeciw? Za zakazem terapii konwersyjnych czy przeciw zakazowi? Niestety, nie wiadomo, a to znaczy, że czytać należy między wierszami – czyli że jeśli PO dojdzie do władzy, to wprawdzie nie będzie tak otwartej, jawnej homofobii i transfobii jak dziś, ale też PO nie kiwnie palcem w stronę równości. A niekiwnięcie palcem w stronę naszej równości de facto oznacza przyzwolenie na sytuację, w której przez państwo i prawo dyskryminowani. Taką właśnie homofobię i transfobię Tusk nazywa „umiarkowanym poglądem”, a orędowników równości – “rewolucjonistami”.

Tusk jakby nie zauważył, że dyskusja dotycząca równości małżeńskiej czy liberalizacji prawa aborcyjnego (o czym też wspomniał) trwa w Polsce od wielu lat i znaczna część społeczeństwa (w tym, wg wszelkich badań, ogromna większość wyborców PO) oczekuje konkretnych działań w tych kwestiach, a nie niekończących się dyskusji.

Obecnie rządzący są do nas jawnie wrogo nastawieni, ale poprzez właśnie taką postawę konsolidują nas, sprawiają, że zyskujemy polityczne znaczenie niezbędne do zrealizowania naszych postulatów. Tusk i jemu podobni oferują nam okrągłe zdania, z których nic nie wynika. Obyśmy po raz kolejny nie dali się nabrać. Bo nic się nie zmieni, jeśli my, jako społeczność, nie zaczniemy bezkompromisowo i gremialnie popierać wyłącznie tych polityków, którzy bez lawirowania mówią o realizacji naszych postulatów i działają w tych kwestiach.