Jedna żółta róża

O związku Eleanor Roosevelt, żony 32. amerykańskiego prezydenta, z reporterką Loreną Hicock pisze Susan Quinn w nowo wydanej w USA książce „Eleanor i Hick. Miłosna historia, która ukształtowała Pierwszą Damę” Napisały do siebie ponad trzy tysiące listów. Ileż bym dała, by cię przytulić naprawdę, a nie na odległość. Nie mogę cię pocałować, więc właśnie pocałowałam twoją fotografię – pisała w jednym z nich

 

fot. mat. pras.

 

Tekst: Mariusz Kurc

Poznały się podczas pierwszej kampanii prezydenckiej Franklina Delano Roosevelta w 1932 r. Lorena była reporterką Associated Press (jedną z niewielu kobiet w tym zawodzie), przydzielono jej temat potencjalnej przyszłej Pierwszej Damy. Ich związek przetrwał całe 30 lat – do końca życia Eleanor. Lorena, która zmarła sześć lat później, w 1968 r., w testamencie zapisała swe papiery bibliotece Rooseveltów z adnotacją, że można je upublicznić 10 lat po śmierci. W ten sposób do archiwum trafi ło ponad 3 tysiące (!) listów między Hick, jak ją nazywano, a Eleanor. Wiele z nich czułych, romantycznych, miłosnych. Pierwsza badaczka, która dotarła do listów w 1980 r., stwierdziła, iż są tak „nieodpowiednie”, że powinny „pozostać zamknięte przez kolejne dekady”. Czekały więc cierpliwie na czasy, gdy atmosfera będzie mniej homofobiczna, a miłość homoseksualna przestanie być postrzegana jako z gruntu skandaliczna. Kolejni biografowie i biografki Eleanor coraz częściej wspominali o tej „niezwykle głębokiej przyjaźni”. W końcu zaczęto mówić śmielej. W 2014 r. na podstawie listów Eleanor i Hick wystawiono sztukę wg Terry Baum i Pat Bond. Panie, obie jawne lesbijki, napisały tekst jeszcze w latach 80. (Bond zmarła w 1990 r.). Terry, która wcieliła się w postać Hick, nadal w sztuce występuje.

A teraz pojawia się w USA pierwsze pełne kompendium wiedzy o związku Eleanor i Hick w formie książki Susan Quinn, która zadziałała trochę jak Krzysztof Tomasik i jego „Homobiografie”. Quinn odważyła się nazwać sprawę po imieniu i słowo „love” wybiła nawet w samym tytule.

Kocham cię, uwielbiam cię

W sierpniu 1932 r. Franklin Delano Roosevelt wyruszył na wiece wyborcze specjalnym pociągiem, którym pokonał w sumie ponad 12 tysięcy kilometrów. Towarzyszyła mu nie tylko żona, ale i cała grupa dziennikarzy, wśród nich jedyna kobieta – Lorena Hickok. Eleanor zwróciła na reporterkę uwagę po tym, jak asystentka opowiedziała jej o trudnym dzieciństwie Hick. Panie zbliżyły się do siebie i już niebawem Lorena była wtajemniczana w sprawy, o których inni dziennikarze mogliby marzyć. Nigdy jednak swej wiedzy nie wykorzystała, pozostała zawsze lojalna wobec Eleanor. Autocenzurowała artykuły o kampanii Roosevelta. Po kilku miesiącach Eleanor tak zaufała Hick, że dała jej nawet do przejrzenia inauguracyjną mowę męża po jego wyborze na prezydenta, zanim ten ją wygłosił. Nie lada gratka dla każdego reportera – ale Hick zachowała tekst dla siebie. Jednak gdy konflikt interesów narastał, przestała pracować dla Associated Press. Zaczęła zresztą być tak stałą gościnią w Białym Domu, że praktycznie w nim zamieszkała. Jej obecność ani częste wyjazdy z Pierwszą Damą nikogo nie dziwiły, bo taki był cały styl prezydenckiego małżeństwa – ciągle w towarzystwie wielu osób.

Listy Eleanor i Hick szybko nabrały miłosnego charakteru: Hick, kochanie! Jak dobrze było usłyszeć twój głos. Jimmy był obok, więc nie mogłam powiedzieć mojego zwyczajowego ‹je t’aime, je t’adore› (Kocham cię, uwielbiam cię), a bardzo chciałam. Zawsze mówię to w myślach, kładę się spać myśląc o tobie – pisała Eleanor 6 marca 1933 r., dwa dni po zaprzysiężeniu Roosevelta na prezydenta.

7 marca: Hick, kochanie, tak bardzo chcę cię objąć. Pierścionek od ciebie jest jakimś pocieszeniem w czasie twej nieobecności. Patrzę na niego i myślę ‹tak, ona mnie kocha›, bo przecież inaczej nie miałabym go na palcu.

9 marca: Och, ileż bym dała, by cię przytulić naprawdę, a nie na odległość. Nie mogę cię pocałować, więc właśnie pocałowałam twoją fotografię. Dobranoc i zarazem dzień dobry już na jutro.

Tęsknię za tobą tak, że odczuwam wręcz fizyczny ból – odpowiadała Hick. Obowiązki obu kobiet nie pozwalały na dużo wspólnego czasu, ale często udało im się wyrwać choćby na dwudniowe wypady (Eleanor miała prawo jazdy, co też nie było częste w tamtych czasach wśród kobiet; Hick zrobiła je niedługo później).

Eleanor zapoznała też Hick z kręgiem swych przyjaciółek, wśród których prym wiodły lesbijki, m.in. dwie pary: Nancy Cook i Marion Dickerman oraz Esther Lape i Elizabeth Read. Z pierwszą z nich Eleanor założyła nawet niewielką… firmę meblarską.

Hick

Lorena Hickock urodziła się w 1893 r. Gdy miała 10 lat, przeprowadziła się wraz z rodziną do miasteczka Bowdie w Południowej Dakocie. Trzy lata później jej mama zmarła. Gdy ojciec, nadużywający alkoholu tyran, znalazł nową żonę, Lorena musiała radzić sobie sama, została praktycznie przez tatę wyrzucona. Najpierw pracowała po domach jako pomoc do wszystkiego. Potem przygarnęła ją ciotka. Lorena skończyła liceum i zaczęła zdradzać talent dziennikarski. Zaczepiała się w kolejnych lokalnych gazetach (dla „Milwaukee Sentinel” przeprowadziła m.in. wywiad z Ignacym Paderewskim!). W Minneapolis, dokąd się przeprowadziła, znalazła swą pierwszą wielką miłość – dziennikarkę Ellę Morse. Były razem 8 lat. Ella rzuciła Lorenę i wróciła do swego byłego chłopaka, którego szybko poślubiła. Zdruzgotana Hick postanowiła wyprowadzić się. Trafi ła do Nowego Jorku. Pracę w Associated Press zdobyła w 1928 r. Gdy poznała Eleanor, dobiegała czterdziestki.

Eleanor

Eleanor była prawie 9 lat starsza. W przeciwieństwie do Hick, urodziła się w zamożnej i wpływowej rodzinie. Gdy miała 17 lat, jej wujek Theodore został prezydentem USA. Ale, podobnie jak Hick, dzieciństwo miała naznaczone tragediami. Była ośmiolatką, gdy na dyfterię zmarła jej mama, dziesięciolatką – gdy tata alkoholik w napadzie delirium rzucił się z okna. Po śmierci rodziców Eleanor wychowywała surowa babcia, która zapewniła wnuczce dobrą edukację. Przyszła Pierwsza Dama zawsze wspominała wspaniałą nauczycielkę Marie Souvestre, zakochaną w sztuce feministkę i lesbijkę.

Za swego dalekiego kuzyna Franklina wyszła, gdy skończyła 21 lat i przez następną dekadę praktycznie nie wychodziłam z domu. Była albo w ciąży, albo świeżo po połogu. Urodziła szóstkę dzieci, czterech chłopców i dwie dziewczynki. Gdy Stany Zjednoczone zaangażowały się w I wojnę światową, Eleanor zgłosiła się do pomocy jako wolontariuszka. Działalność poza domem otworzyła ją mentalnie na świat. Rok później Eleanor przeżyła wielki życiowy zawód: dowiedziała się o romansie męża z sekretarką, prawdopodobnie zresztą nie pierwszym (i zupełnie, jak pokaże przyszłość, nieostatnim). Załamał jej się grunt pod nogami, ale pozostała przy mężu, którego atak polio trzy lata później przykuł na zawsze do wózka inwalidzkiego.

To skomplikowane

O ile seksualność Hick jest dość prosta do „rozszyfrowania” – była po prostu lesbijką, o tyle z Eleanor sprawa jest bardziej skomplikowana. O stosunku seksualnym Pierwsza Dama wyraziła się, że to coś, co trzeba jakoś przetrzymać. Ile było fizyczności między nią a Hick – nie wiadomo, na ten temat panie w listach albo milczały, albo, co prawdopodobne, najbardziej namiętne listy Hick spaliła (bo jakieś spaliła na pewno). Wprawdzie przyjaźnie z lesbijkami i miłość do Hick wskazywałyby na homoseksualność, ale Eleanor, będąc już w średnim wieku, przeżyła również co najmniej dwie miłości do mężczyzn. Obaj byli znacznie młodsi. Jeszcze przed poznaniem Hick zakochała się w o 12 lat młodszym Earlu Millerze, swym ochroniarzu. Natomiast niedługo po II wojnie światowej (i po śmierci męża) – w swym lekarzu Davidzie Gurewitschu. Miała 63 lata, David – 45. Czy ich związek miał aspekt seksualny, czy był „tylko” głęboką przyjaźnią lub miłością platoniczną – znów nie wiadomo. Wiadomo jednak, że gdy kilka lat później David poznał kobietę, która została jego żoną, Eleanor była bardzo zazdrosna, zanim zaakceptowała stan rzeczy. Kilka lat później Gurewitschowie i Roosevelt kupili razem kamienicę, do której się wprowadzili. Eleanor była do końca życia sąsiadką Davida, została przyjaciółką jego żony. Regularnie widywała też Hick.

Pierwsza Dama Świata

Eleanor Roosevelt zrewolucjonizowała „urząd” Pierwszej Damy. Nie była żoną stojącą u boku lub w cieniu męża. Przez cały, 12 letni okres prezydentury Roosevelta (wygrał wybory czterokrotnie i dopiero po nim ustanowiono pułap maksymalnie dwóch kadencji), Eleanor miała napięty do granic grafik. Była pierwszą Pierwszą Damą, która zwoływała konferencje prasowe, pierwszą Pierwszą Damą, która występowała na konwencjach partyjnych (Partii Demokratycznej). Przemierzyła Stany wzdłuż i wszerz, spotykając się z mieszkańcami kraju pogrążonego w Wielkim Kryzysie. Była tez stale obecna w prasie – przez 6 dni w tygodniu (!) publikując felietony pod nazwą „My Day” („Mój dzień”).

Wspierała projekty mające na celu likwidację segregacji ze względu na kolor skóry i poprawę sytuacji najbiedniejszych (szczególnie na terenach górniczych dotkniętych największą ekonomiczną zapaścią). Podczas wojny wielokrotnie przypominała, że nie powinniśmy mówić, iż walczymy przeciwko faszyzmowi i komunizmowi, ale raczej, iż walczymy o demokrację i prawa człowieka.

W 1945 r., już po śmierci Roosevelta, jego następca Harry Truman zaproponował Eleanor stanowisko delegatki USA do Zgromadzenia Narodowego właśnie utworzonej wielkiej międzynarodowej organizacji, czyli Organizacji Narodów Zjednoczonych. W kwietniu 1946 r. Eleanor Roosevelt została pierwszą przewodniczącą Komisji Praw Człowieka ONZ. Odegrała kluczową rolę w przygotowaniu i zatwierdzeniu Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka (PDPR została przyjęta w 1948 r. przy ośmiu głosach wstrzymujących się, m.in. Polski). To właśnie dzięki pracy w ONZ Eleanor Roosevelt zyskała nowy przydomek: Pierwszej Damy Świata. Działała w dziesiątkach spraw/komitetów/organizacji do śmierci w 1962 r., w wieku 78 lat.

***

Jej związek z Hick miał w czasie tych 30 lat różną intensywność, ale panie pozostały sobie bliskie, wymiana listów była nieprzerwana. Wnuki Eleanor wspominają, że Hick miała dość groźną aparycję – nosiła workowate spodnie, męskie koszule, była wysoka, miała nadwagę, włosy na brodzie i zwykle rozczochraną fryzurę. Ale jeśli ktoś przebił się przez tę fasadę, odkrywał ciepłą, empatyczną osobę, w swych późnych latach – autorkę książek dla dzieci.

Hick przeżyła Eleanor, jak wspomniałem, o sześć lat. Co roku, w rocznicę śmierci ukochanej, przyjeżdżała na jej grób i kładła na nim zawsze jedną żółtą różę, symbol ich miłości.

 

***

Artykuł w ramach projektu realizowanego przy wsparciu Ambasady U.S.A. w Polsce.

This article was funded in part by a grant from the United States Department of State. The opinions, fi ndings and conclusions stated herein are those of the author and do not necessarily refl ect those of the United States Department of State.

 

Tekst z nr 64/11-12 2016.

Digitalizacja archiwum „Repliki” dzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.