Musi być nas więcej

Z siatkarką KATARZYNĄ SKORUPĄ, byłą zawodniczką reprezentacji Polski w siatkówce, o coming oucie, o homofobii w sporcie i o graniu we Włoszech, rozmawia Julia Zagórska

 

Foto arch. pryw.

 

Twój coming out w mediach pojawił się wskutek opublikowania przez włoską gazetę zdjęcia pocałunku z twoją partnerką, Paolą Egonu (również znakomitą siatkarką – przyp. red). Jak się z tym czujesz?

Pomijając fakt, że wydarzeniem tamtego wieczoru powinien być Superpuchar Włoch a nie pocałunek po meczu, to uważam, że ktoś wykorzystał zwykłą sytuację do zrobienia szumu. Nie ukrywam się, ale cenię sobie prywatność, w tym sfery uczuciowej. Dziś puszczam to w niepamięć – dziennik przeprosił mnie za tę sytuację. Jest mi jednak przykro, że temat czyjejś orientacji i prywatnego życia może być atrakcją wykorzystywaną do zbierania kliknięć, lajków i nowych czytelników. Przeraża mnie to w dzisiejszych czasach, a do tego w polskich mediach denerwuje, że bez naszej zgody używa się naszych twarzy i nazwisk do uprawiania polityki.

Czy homofobia w społeczeństwie przekłada się na tę w sporcie?

Oczywiście, jak na każdą inną dziedzinę. Nie uważam zresztą, by było to problemem jedynie Polski: z dyskryminacją spotkałam się praktycznie w każdym kraju, w którym grałam, tak prywatnie, jak i zawodowo. W Polsce mamy społeczeństwo ksenofobiczne, homofobiczne i zamknięte, a zmiany, które następują, są bardzo powolne. Człowiek może się bać tego, czego nie zna, ale właśnie dlatego tym bardziej trzeba pokazywać, że osoba LGBT+ to człowiek z krwi i kości taki jak każdy inny i należą się nam te same prawa.

Czy myślisz, że sportowcy/czynie są w stanie wpłynąć pozytywnie na społeczeństwo?

W sporcie homofobia jest na tyle silna, że aby wywrzeć jakikolwiek nacisk, poruszyć temat, dać przykład, musi być nas więcej. Ale żeby było więcej, musi się zmienić podejście społeczeństwa, co oznacza długotrwały proces. Zdałam sobie właśnie sprawę, że jestem jedyną polską siatkarką, która wyoutowała się publicznie. I jedną z trzech bądź czterech wyoutowanych atletek na 38 milionów ludzi. Myślę, że to dobitnie pokazuje, że jest nas jeszcze zdecydowanie za mało.

Co za tym stoi?

Dyskryminacja. Przywołam pewną historię, która mi się przydarzyła. W jednej z drużyn, w których grałam, była zasada, że można było wyjechać z kraju tylko za zgodą klubu. Dostałam więc informację, że wypuszczą mnie na dwa dni, o ile powiem kapitanowi, że lecę… do chłopaka. Czyli miałam do wyboru: albo skłamać, chociaż wszyscy doskonale wiedzieli, jaka jest prawda, ale zobaczyć się z dziewczyną, której nie widziałam od czterech miesięcy, albo powiedzieć prawdę.

Co wybrałaś?

Specjalnie pozostawię to bez odpowiedzi: niech każdy i każda sami odpowiedzą sobie na pytanie, co by zrobili w takiej sytuacji.

Wybór między dżumą a cholerą.

Dokładnie. Bardzo patowa sytuacja. Ja zresztą nigdy nie ukrywałam swojej orientacji: wszyscy wiedzą, że jestem lesbijką.

No właśnie, a jak było na początku? Jak wyglądała Twoja droga do coming outu?

Zaczęłam odkrywać swoją orientację w bardzo młodym wieku, ale jako dziecko nie potrafi łam zdefiniować tego, co się dzieje. Wiemy, jak dziś temat seksualności i orientacji jest traktowany. Wtedy – a było to już trochę lat temu! – uchodził za jeszcze większe tabu. Wcześniej było jeszcze gorzej. Tak naprawdę dopiero teraz się o tym mówi, stara się edukować. Ja musiałam sama do wszystkiego dojść. Siostra wiedziała w sumie od zawsze, jest też moim największym wsparciem wraz z przyjaciółmi, dla których moja orientacja nie ma najmniejszego znaczenia. Po niej dowiedziała się mama, na końcu tata. Nie było to dla nich miłe, potrzebowali czasu, by przyswoić sobie tę informację. Dziś wspierają mnie tak, jak umieją, chociaż nie jest to dla nich łatwe, ponieważ otrzymują dużą dawkę niezrozumienia w swoim środowisku. Bardzo żałuję, że nie ma kto ich w tym wesprzeć… albo po prostu nie mają możliwości, żeby dać się wesprzeć? Gdyby za czasów ich młodości była jakakolwiek edukacja, byłoby im łatwiej. Ludzie postrzegają homoseksualizm jako coś obcego, ale tak naprawdę to jest tylko orientacja, każdy jakąś ma. To nie definiuje nas jako ludzi.

Zaczyna definiować tylko dlatego, że ktoś uważa to za coś negatywnego?

No tak, a wszystko zaczyna się właśnie od dziecka. Dzieci przecież nie wymyślają sobie same uprzedzeń, tylko najczęściej wynoszą je z domu. Jeżeli ich rodzicami są osoby homofobiczne – a często tak jest, ponieważ sami nie mieli szansy na edukację – to z takim przekonaniem idą do przedszkola, szkoły. Tam mają styczność z innymi dziećmi, wpływają na nie. Dzieciaki chłoną to, co usłyszą i powtarzają. Dlatego edukacja na temat seksualności powinna być wprowadzona od początku. Dlaczego nie mielibyśmy bowiem o tym rozmawiać? Dlaczego dzieci mają się dowiadywać o świecie, o sobie z internetowych portali albo dziwnych opowieści? Dlaczego nie mają się dowiedzieć od rodziców, w szkole? To normalne sprawy! Żałuję, że sama nie miałam takich zajęć, gdy byłam mała.

Dzięki pracy organizacji LGBT+ w Warszawie została podpisana Karta LGBT.

Mówi się o niej, że ma prowadzić do „seksualizacji dzieci”, ale ludzie, którzy tak mówią, nawet jej nie czytali. A przecież mowa nie o „seksualizacji”, a o edukacji. To dwie różne rzeczy i różnica powinna być oczywista. Oburza mnie to i przeraża: ludzie mówią o czymś, o czym nie mają zielonego pojęcia. Boli mnie, że postrzegają innych poprzez pryzmat orientacji, a nie tego, jacy ci ludzie są i jakie wartości prezentują. To tutaj sport powinien dawać przykład. Wypadałoby podkreślić jego ideę, też tę olimpijską: łączenie a nie dzielenie. Nie powinien mieć znaczenia kolor skóry, orientacja czy pochodzenie, wyznanie… To wszystko drugorzędne sprawy. Celem jest rozwój człowieka poprzez sport i promowanie pokojowego społeczeństwa oraz zachowania ludzkiej godności.

Jak to się ma do rzeczywistości, niestety wiemy. W jednym z wywiadów wspominałaś o agencie, który miał robić listę osób homoseksualnych w siatkówce?

Sprawa jest oburzająca. W naszym świecie takie rzeczy rozchodzą się jak świeże bułeczki, więc na razie skończyło się na niczym. Ale nie wiem, czy dlatego, iż zdał sobie sprawę, że mogłyby się posypać pozwy czy dlatego, że na przykład we własnej agencji ma osoby homoseksualne – a wiem, że je ma – i zarabia na nich pieniądze. Ale dochodzą mnie też inne słuchy: młodym dziewczynom, które dopiero zaczynają poważniejszą karierę siatkarską, mówi się, że muszą sobie zdawać sprawę, że orientacja inna niż pożądana (czytaj: hetero) może mieć wpływ na ich karierę. I na przykład mogą nie być pierwszym wyborem selekcji, nawet jeśli poziom sportowy by na to wskazywał.

Powinno się to spotkać z reakcją Polskiego Związku Siatkarskiego. Czy myślisz, że ktoś w Polsce powiedziałby o tym głośno?

Nazwa brzmi: Polski Związek Piłki Siatkowej. Nie ma mnie w Polsce już od kilku lat, więc opieram się na tym, co usłyszę, ale osoby homoseksualne nigdy nie były specjalnie pożądane – to mogę spokojnie powiedzieć. Zresztą przekonałam się o tym na własnej skórze. Czuję, że nie drgnęliśmy z miejsca, jeśli chodzi o siatkówkę, a ludzie w Polsce notorycznie mają styczność z takimi sytuacjami. Obawiam się jednak, że mało która zawodniczka powiedziałaby o tym pod własnym imieniem i nazwiskiem. Nikt nie będzie ryzykował swojej pracy by powiedzieć o tym głośno i doskonale to rozumiem: są to wybory, przed którymi ja też stawałam i inne dziewczyny stają na bieżąco.

Jak sobie z tym radziłaś?

Zdaję sobie sprawę, że takie sytuacje są i będą się zdarzać. Nie oznacza to, że się z nimi godzę. Nie mam w sobie przyzwolenia na to, by mnie dyskryminowano i za każdym razem się buntuję, bo jestem takim samym człowiekiem jak inni i powinnam mieć takie same prawa. Ale są sytuacje, w których wybór jest – można powiedzieć – tragiczny i nie ma jednej prostej odpowiedzi, jak się zachować.

To sytuacja, w której trudno kogoś oceniać.

Właśnie tak. Ja też w żadnym wypadku nikogo nie oceniam, bo to indywidualna sprawa każdego, czy chce o sobie powiedzieć czy nie. Bardzo często jest tak, że środowisko doskonale wie o czyjejś orientacji, ale głośno się o tym nie mówi. Bo jeśli coś nie zostanie powiedziane głośno, można udawać, że tego nie ma.

A homofobia ze strony innych zawodniczek?

Same dziewczyny nie mają jakiegoś większego problemu. Oczywiście zdarzają się homofobiczne przypadki, ale nie tak dużo. Problemem są przede wszystkim naciski z góry: kto co powie oraz obawa przed wycofaniem się sponsora. O jasne powiązanie łatwiej w sportach indywidualnych, kiedy jeden sportowiec ma sponsora, ale w przypadku klubów też tak jest. Załóżmy, że mamy klub, którego sponsorem jest jakaś firma z homofobicznym szefem/szefową. Taka firma nie będzie sobie życzyła, by zawodniczka żyła otwarcie. Słyszałam o sytuacjach, że klub nie wziął zawodniczki tylko dlatego, że jest lesbijką. Argumentacja: „Fajnie gra, ale jest lesbijką, więc nie pasuje do drużyny i wizji klubu lub sponsora”. Albo jednego i drugiego albo pojedynczo któregoś z nich, ponieważ kluby są uzależnione od finansowania z zewnątrz. Przy czym chcę zaznaczyć, że nie jest to problem jedynie Polski, dzieje się tak na całym świecie. Oczywiście w jednym kraju mniej, w innym więcej, ale wciąż – i zazwyczaj od góry. Ja grając w Italii nigdy się na przykład nie spotkałam z homofobią ze strony samych zawodniczek.

Wyjechałaś z Polski osiem lat temu, mieszkasz we Włoszech, tutaj grasz, zmieniasz właśnie klub. Skąd taka decyzja?

Przede wszystkim chciałam spełniać swoje marzenia: rozwijać się sportowo jako siatkarka. W Polsce wygrałam wszystko, co mogłam wygrać i czułam, że już nic więcej na mnie nie czekało. Pojawiła się możliwość wyjazdu i z tego skorzystałam, grałam w różnych krajach, co doprowadziło mnie tu, gdzie jestem. Liga włoska jest najlepszą ligą świata, więc pozwala mi na realizację siebie.

A twoja gra w kadrze Polski? Byłaś w reprezentacji na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie w 2008 r. Wiem, że parę lat temu proponowano ci miejsce w kadrze, ale odmówiłaś, uznając, że „temat jest zamknięty”. Z jakiego powodu?

Z prostych względów: długo grałam w kadrze Polski. Siatkówka to moja praca, kadra: rzeczą ekstra. Nie ukrywajmy, sportowo jestem już w zaawansowanym wieku (34 lata – przyp. red.) i mimo że czuję się świetnie i czasem brakuje mi grania w reprezentacji, to uważam, że taka jest kolej rzeczy i musi następować zmiana pokoleniowa, by było miejsce dla wschodzących zawodniczek.

A ty jak zaczęłaś? Wiem, że twoi rodzice grali w ekstraklasie, więc sportu miałaśżyciu dużo.

To prawda. Od najmłodszych lat z Gosią, moją bliźniaczką, towarzyszyłyśmy rodzicom w ich trasach. Jeździłyśmy na wszystkie wyjazdy, mecze, chodziłyśmy raz z jednym, raz z drugim z nich na treningi i wydaje mi się, że dzięki temu sprawa była przesądzona. Zewsząd otaczał mnie sport: koszykówka, piłka nożna, no i siatkówka. Czerpałam ze wszystkiego i wszystkich. Każdy w jakiś sposób mógł być dla mnie inspiracją, podpowiedzią jak dojść do celu. Rodzice nigdy nas do niczego nie zmuszali ani nie namawiali, zawsze sprawiało nam to dużo przyjemności i tak po prostu zostało.

Miałaś jakieś autorytety?

Nie nazwałabym ich autorytetami. Lubię inspirować się ludźmi i zależy to od sytuacji: może to być osoba zmagająca się na co dzień z różnymi problemami. Może to być Oprah Winfrey, Tina Turner albo ktoś przypadkowo spotkany. Każdy, kto napotkał na jakieś trudności w życiu i z tego wyszedł jest przeze mnie podziwiany. Bez względu na status, pochodzenie.

Cenisz sobie prywatność – jak się więc czujesz z tym, że po coming oucie możesz być właśnie swego rodzaju autorytetem bądź inspiracją dla osób LGBT+?

Nie czuję się żadnym autorytetem ani bohaterką. Jeżeli jednak mój coming out pomógłby w jakikolwiek sposób choć jednej osobie, będę szczęśliwa i usatysfakcjonowana.

W maju rozdawałaś nagrody podczas siatkarskiej imprezy LGBT Volup Summer Camp w Warszawie. Jak wrażenia?

To był mój pierwszy raz i było świetnie! Super klimat, ludzie! Chętnie będę brała udział w akcjach LGBT, jeżeli tylko będę miała taką możliwość… i jeżeli ktoś mnie poprosi (uśmiech).

Jakie masz marzenia, plany na najbliższy czas?

Na najbliższy czas moim marzeniem jest po prostu zagrać dobry sezon w moim klubie.

To tego ci życzymy! Jakieś ostatnie słowo?

Osobiście bardzo lubię hasło brytyjskiego pisarza Chrisa Bradforda, który napisał w książce „Młody samuraj. Droga wojownika”: Odwaga to nie brak strachu, lecz raczej stwierdzenie, że coś innego jest ważniejsze niż strach. I w tym miejscu chciałabym życzyć wszystkim odwagi i przekazuję wyrazy wsparcia dla wszystkich, którzy tego potrzebują.

Tekst z nr 81 / 9-10 2019.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.