Q-riozalna

O łzach na pierwszej Paradzie Równości, o związkach partnerskich i o byciu chłopcem z Ewą Siedlecką, dziennikarką „Gazety Wyborczej”, laureatką Nagrody Tolerancji 2013, rozmawia Mariusz Kurc

 

foto: Agata Kubis

 

Pracujesz w „Gazecie Wyborczej” od 1989 r. Jak się pisało o sprawach LGBT, gdy zaczynałaś?

To był temat nieistniejący. Słyszało się, że jest gdzieś z pięć osób, którym odbiło i rozkręcają jakiś ruch gejowski, lesbijski. Ale było to tak egzotyczne, że nikt się tym nie zajmował. Ja pracę w „Gazecie” zaczęłam w dziale „Listy”. I do tego działu na moje nazwisko zaczął przychodzić miesięcznik „Inaczej” (wychodził w latach 1990-2002 – przyp. red.), który łapczywie czytałam. Zawsze byłam po stronie wykluczonych. Stwierdziłam, że rodzącemu się ruchowi LGBT pomogłoby zaangażowanie ludzi z zewnątrz, takich, jak ja. Zgłosiłam się do Marka Szymczyka z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. On, kilka lat później, podsunął pomysł, by w spisie powszechnym w 2002 roku można było w ankiecie zaznaczyć, że jest się w gospodarstwie domowym z osobą tej samej płci. Korzystając z opracowanej przez niego argumentacji prawnej telefonami do rzecznika prasowego GUS-u i tekstami w „Gazecie” wywalczyłam, że rachmistrze spisowi uwzględniali deklaracje także konkubinatów homo.

Teraz dostałaś od Kampanii Przeciw Homofobii i Lambdy Nagrodę Tolerancji m.in. za rzeczowe opisywanie sytuacji osób LGBT i za to, że w swych tekstach oddajesz głos działaczom i działaczkom LGBT.

Jak zaczynałam, to często tego głosu nawet nie było komu oddać. Byli Yga Kostrzewa i Robert Biedroń i długo nikogo więcej, kto chciałby się wypowiedzieć pod nazwiskiem. Dzisiaj ludzie ujawniają twarze, opowiadają o swoim życiu.

Zmiana jest nieprawdopodobna. W 1998 r. poszłam na pierwszą w Polsce manifestację „Gay Pride”, dumy gejowskiej, potem nazwaną Paradą Równości. To było pod Kolumną Zygmunta w Warszawie. Zobaczyłam dosłownie kilka osób, mieli twarze zasłonięte bandankami. Duma? Wyglądali tak smutno, że się popłakałam. Tylko dwie grupy były wtedy napiętnowane tak, że odmawiano im nawet wynajęcia sal na spotkania: tak zwane sekty i LGBT.

A teraz tysiące ludzi idą jawnie w Paradach. To olbrzymia praca organizacji LGBT – Lambdy, KPH i innych oraz ich przyjaciół. Przełomem w mediach był projekt ustawy o związkach partnerskich prof. Marii Szyszkowskiej. Niedługo później – zakazywanie Parad. To wtedy do świadomości wielu – także dziennikarzy – przebiło się, że przecież każdy ma prawo pokojowo demonstrować! Zakaz Parad wyzwolił solidarność ze społecznością LGBT.

Mówisz o latach 2004, 2005 – nie tak dawno temu.

Tak, to jest krótka historia. Teraz mamy kolejny przełom – rodziny. Genialna była akcja KPH „Rodzice, odważcie się mówić”. W ostatniej „Replice” czytam wywiad z Anią, Martą, Leszkiem, którzy mają synka. Oni świetnie pokazują, że tęczowa rodzina to nie jest izolowany twór – tam są przecież babcie, dziadkowie, ciocie – normalne otoczenie społeczne dziecka, w którym może się rozwijać i obserwować wszystkie role. Zwróciłam też uwagę na to, co mówi Leszek: jak w pracy powiedział, że jest gejem, a później, że również tatą, to go potraktowali jak swojaka. Dotarło do nich, że orientacja seksualna nie konstruuje całego człowieka. Wydaje mi się, że dobrze by było, gdyby tym tropem poszły organizacje LGBT i włączały się w akcje nie tylko dotyczące LGBT, ale też np. w prawa zwierząt czy ochronę prywatności. To by pomogło zasypywać podziały.

Zmienił się też język. 20 lat temu słowo „gej” było śmieszne i obce, o wyrażeniu „związek partnerski” praktycznie nikt nie słyszał. Nazwa „Kampania Przeciw Homofobii” to świetny wynalazek, bo uświadamia istnienie takiego zjawiska.

Jak ważny jest język w kształtowaniu świadomości widać na przykładzie wypowiedzi polityków. Podczas sejmowej debaty o związkach partnerskich premier Tusk mówił o osobach LGBT „ci ludzie” – czyli dzieląc na „my” i „oni”. Niedawno, podczas konferencji Rady Europy o mowie nienawiści minister Boni mówił „nasi bracia geje, siostry lesbijki, siostry i bracia bi- i transseksualni”.

Zauważyłem, że od jakiegoś czasu „Gazeta Wyborcza” używa skrótu LGBT – to też nowość.

Mnie tam jeszcze brakuje „Q”, bo ja się z „Q” najbardziej identyfikuję. Zawsze byłam Q-riozalna.

Dlaczego?

Wszędzie czuję się jak kosmitka, zawsze odstaję. Np. w dzieciństwie posyłano mnie do psychiatry, bo mówiłam, że środowisko naturalne jest zatruwane i trzeba coś z tym zrobić. W latach 60-70-tych w Polsce o tym nie słyszano – sama nie wiem, skąd to wymyśliłam. A w sanatorium dyżurowałam przy oknie, wyganiając muchy, bo inaczej koleżanki je zabijały. Jako dziecko czułam się raczej chłopcem i ciągle słyszałam: „dziewczynka tak nie robi”. Chodziłam po drzewach, biłam się z chłopakami, chciałam zostać detektywem albo kowbojem. Kiedy miałam 10-11 lat doszłam do wniosku, że jestem chłopcem, tylko w ciele dziewczynki. Nawet w pamiętniku pisałam o sobie jako o chłopcu. Wymyśliłam, że najlepszym na to dowodem będzie, jak się zakocham w koleżance. Podrywałam ją, fundując lody, ale nie udało mi się zakochać. Podobali mi się jednak chłopcy. W okresie dojrzewania to się przesiliło – poczułam się w pełni dziewczyną.

W społecznym odbiorze LGBT rzeczywiście jest lepiej, ale w prawie – niezbyt. Jak będzie ze związkami partnerskimi?

Związki partnerskie będą w Polsce na pewno. Politycy o tym wiedzą, nawet ci, którzy są przeciwko. Pytanie tylko, kiedy? W następnej kadencji Sejmu czy dopiero za 10 lat? Platforma Obywatelska pokazała, że nie jest partią, która do tego doprowadzi. A następny skład Sejmu może być jeszcze bardziej konserwatywny.

Małżeństwa homoseksualne?

Myślę, że zostaną wprowadzone w wyniku promieniowania systemów prawnych innych krajów. Polskie prawo zacznie uznawać skutki małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą – i tak małżeństwa wejdą tylnymi drzwiami.

W 2011 r. byłaś w delegacji do marszałka Schetyny z apelem o debatę w Sejmie nad projektem ustawy o związkach partnerskich.

Wtedy się nie udało – projekt został skierowany do pierwszego czytania w komisji i przepadł wraz z końcem kadencji. Do debaty na forum Sejmu doszło w tym roku, ale ceną było odrzucenie projektu. Jeśli walczymy o związki, to uważam, że nie należy akcentować uregulowania ważnych życiowych kwestii, które teraz przysługują tylko parom hetero. To prowadzi do projektu posła Żalka – robienia jakichś protez w prawie cywilnym. Dziś trzeba się odwoływać do wartości fundamentalnych: godności i równego traktowania. Trzeba podkreślać, że związki partnerskie także na gruncie moralności chrześcijańskiej zasługują na poparcie: dwoje ludzi chce być w trwałym związku, wspierać się. I że to korzystne społecznie, gdy partnerzy zobowiązują się do wzajemnej opieki, zdejmują część ciężarów socjalnych z państwa.

Przedstawiciele hierarchii Kościoła katolickiego i tak mają inne zdanie.

Sposób reakcji Kościoła na skandale pedofilskie sprawił, że utracił on moralne prawo do osądzania. Stracił wiarygodność. Nie jestem natomiast za tym, by wyszydzać czy wyśmiewać takie homofobiczne wypowiedzi, jak posła Tomaszewskiego: że nie zniósłby geja w szatni piłkarskiej. To jest lęk przed niechcianym pożądaniem. Kobiety taki lęk rozumieją pewnie lepiej, niż mężczyźni.

Bo mężczyźni hetero nie wahają się tego pożądania demonstrować. Ale Tomaszewski chyba w tej szatni nie natknął się na gejowskie pożądanie.

Ten lęk jest irracjonalny, ale on go realnie czuje. Trzeba ten lęk oswoić, a nie wyszydzać.

W Sejmie jest projekt nowelizacji kodeksu karnego penalizujący mowę nienawiści i przestępstwa z nienawiści motywowane homofobią.

I projekt ustawy o uzgodnieniu płci, z którym nic się nie dzieje, bo ponoć rząd pracuje nad swoim. Nowelizacja też utknęła. Nie jestem za karaniem za słowa, ale teraz mamy sytuację, w której jedne grupy społeczne są chronione przed mową nienawiści, a inne nie. Na przykład niejaki Bas Tajpan z utworem „Chwasty”: Wśród pięknych kwiatów rosną te chwasty/ Popularnie to pedały i lewe niewiasty /Słowa mojej kasty to palić/Strzał słowem/Zwyrodnialców zabić. Gdyby w podobny sposób śpiewano o Żydach albo o katolikach, to wkroczyłby prokurator, bo pochodzenie etniczne czy wyznanie to cechy chronione. A orientacja seksualna – nie.

Pisałaś niedawno o chłopaku pobitym za to, że jest gejem, któremu powiedziano, że jak nie ma śladów widocznych przez 7 dni, to nie ma wszczęcia sprawy z urzędu.

Takie jest prawo. Gdyby go pobito za bycie Romem, to sprawa by była. To jest demoralizująca sytuacja. Za wyróżnianiem przestępstw z nienawiści do określonych grup stoi koncepcja, że przemoc wobec członka danej grupy uderza nie tylko w niego, ale w całą grupę – ma na celu jej zastraszenie. Wypisz, wymaluj pasuje to do mniejszości seksualnych, ale Prokurator Generalny i Minister Sprawiedliwości sprzeciwiają się ochronie tej mniejszości.

Pamiętasz jakieś zdarzenie czy spotkanie, które uwrażliwiło cię na kwestie LGBT? Jakaś ciocia lesbijka…?

Nie, zawsze – jako q-riozalna – rozumiałam inność.

albo pierwszy kumpel gej?

Pierwszego kumpla geja pamiętam – przyjaciel mojego chłopaka z liceum. Ale nie przeżywałam tego. Mówię ci, jestem „Q”. Ale znajomy opowiadał mi, że w latach 60. miał przyjaciela: dyskutowali, czytali te same książki. Aż tamten się przed nim wyoutował. Mój znajomy przeżył taki szok, że już nigdy się z nim nie spotkał. Dziś sam nie rozumie, dlaczego tak zareagował. To, że ktoś jest gejem, było wtedy po prostu niemożliwe do przyjęcia. A dla pokolenia mojego syna geje i lesbijki są oczywistym elementem rzeczywistości.

 

***

Nagroda Tolerancji jest przyznawana w Niemczech, Francji, Polsce i Hiszpanii od 2006 r. Otrzymują ją osoby lub organizacje za działalność przeciw homofobii i przeciw mowie nienawiści w Europie. Polskimi laureat(k)ami NT zostali: Kazimierz Kutz (2006), Piotr Pacewicz (2007), Marzanna Pogorzelska (2008), prof. Zbigniew Hołda (2009), Izabela Jaruga-Nowacka (2010), Adam Bodnar (2011), Katarzyna Bojarska i Poradnia Zdrowia Psychoseksualnego „Bez Tabu” (2012) oraz Ewa Siedlecka (2013). Polska Nagroda Tolerancji przyznawana jest przez Lambdę Warszawa i Kampanię Przeciw Homofobii.

 

Tekst z nr 46/11-12 2013.

Digitalizacja archiwum „Repliki” dzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.