Transrodziny

Z Saadatem Munirem, reżyserem filmu „Siła strachu” o sytuacji osób transpłciowych w Pakistanie rozmawia Marta Konarzewska

 

Kadr z filmu „Siła strachu”. mat.pras.

 

Pochodzisz z Pakistanu, ale mieszkasz od dziecka w Kopenhadze. Realizując „Siłę strachu” chciałeś zrozumieć swój kraj na pograniczu gender?

Tak, wszystko zaczęło się w 2012 r., kiedy wyjechałem do Pakistanu. Ten film to część mojej osobistej podroży, w którą ruszyłem, gdy zdałem sobie sprawę z pakistańskich korzeni. Jako gej mieszkający na Zachodzie wiedziałem oczywiście, że Pakistan to bardzo konserwatywny kraj, że nie się toleruje się tam osób z „odmienną” orientacją. Ale chciałem to poczuć, eksplorować… Jak wyglądałoby moje niehetero życie w Pakistanie? Skontaktowałem się z organizacją, która zajmuje się tam prawami osób trans. Dzięki temu poznałem Kamiego, Jenny i inne bohaterki i bohaterów filmu.

Kami i Jenny to dwie przeciwstawne postaci. Kami: piękny gej – drag królewna. Radosny, spełniony, całżycie przed nim. Zakochałam się w niej (i w nim). Jenny odwrotnie: zrozpaczona, czuje, że wszystko już było, że popełniła największy błąd w życiu korygując płeć, że nic nie jest dobrze. Eros i Tanatos tego filmu. Pokazują, że pakistańska „trans-storia” nie jest jednolita.

I jak jest trudna. Najpierw w projekcie było dziewięć osób, ale potem wiele się wysypało. Zdały sobie sprawę, że dokument wiele ujawni, przestraszyły się społecznych reperkusji, tego, że ludzie będą gadać. Na przykład pewien gej – muzułmański duchowny, aktywny w religijnej organizacji, przestraszył się, że dowie się jego rodzina i wycofał.

Wybrałem Kami, bo jest energiczny i odważny, ale też dlatego, że pochodzi z dużego miasta, kosmopolitycznego, otwartego. Kami jest jak rosnąca diva, bardzo szczery, ma w sobie dużo dumy i odwagi, ale też ogromne wsparcie otoczenia i stałego partnera. W tym, co robi, kim jest. Jenny odwrotnie – nie jest częścią transowej rodziny, dystansuje się od społeczności. Pozostawiona sama sobie, samotna.

Bo w Pakistanie społeczność trans żyje w rodzinach, w domach opartych o rodzinne struktury.

Tak, przyjmuje się tam każdą osobę, która się zjawi. Transki dbają o siebie jak bracia i siostry. Jak rodzice. Razem wychodzą się bawić, wspólnie dbają o bezpieczeństwo, nikt nie wychodzi sam po ciemku. Jenny tego nie ma. Zaszła tak daleko, że przeprowadziła korektę płci, cały czas będąc sama. Dlatego jest w depresji i czuje się tak grzeszna.

Krótko mówiąc, Jenny to postać, która żałuje decyzji o tranzycji, słyszałam nawet komentarze: a po co to pokazywać? To niesłuszne. Ale film pokazuje, że to nie takie proste, że nie da się wszystkiego zmierzyć europejską miarką.

Jenny należy do bardzo tradycyjnego nurtu religijnego w Pakistanie, z niezwykle tradycyjną kulturą, dlatego to dla niej tak wielki problem. Żałuje tego, co zrobiła, bo nie mogła liczyć na moralne wsparcie. Ani rodziny, ani otoczenia. Bardzo chciałem zwrócić uwagę na takie osoby jak Jenny – na ludzi osamotnionych, pogubionych. Takich jak ona są w Pakistanie setki.

Film balansuje między radosną lekkością kampu a patosem…

…smutku? Tak. Ten balans miedzy smutkiem a radością jest szalenie ważny! Chciałem pokazać dwie strony medalu. Moi bohaterowie prowadzą nienormatywny styl życia, ale muszą też przecież jakoś funkcjonować w tym społeczeństwie. Śmieją się, kiedy jest dobrze, ale też płaczą, kiedy jest im źle. Muszą znaleźć jakąś swoją drogę pomiędzy, by przetrwać.

Taniec?

Tak, taniec, muzyka. Dałem dużo muzyki w filmie, nie tylko po to, by go „udekorować”. Muzyka jest częścią życia trans-osób w Pakistanie. Jest owym sposobem na przetrwanie. Transki „kojarzą się” z tańcem, jest nawet tradycja zatrudniania ich jako tancerzy, i to nie jest tylko mit. Osoby transgenderowe stanowią w Pakistanie bardzo niską klasę. Nie mają żadnych praw, są niewyedukowane, łapią się jakichkolwiek prac. Jeśli nie tańczą, zwykle muszą żebrać na ulicy. Inna opcja to prostytucja.

Mówi się o kastratach-żebrakach. Kastratach- prostytutkach. W filmie też je widać. Niektórzy boją się takiego życia. Jenny mówi, że najważniejsza dla niej jest edukacja, że właśnie dlatego odcięła się od społeczności. Żeby się uczyć.

Edukacja w Pakistanie jest uklasowiona. Masz tu całą masę klas. Klasy religijne, kasty, ale też klasowość związaną z poziomem edukacji. Osoby trans jako najniższa warstwa społeczna nie mają dostępu do edukacji. Zwyczajnie nie dopuszcza się ich. Dlatego Jenny, chcąc studiować, schowała swoją trans-tożsamość, udając mężczyznę. Poszła na uniwersytet, ale żeby to zrobić, przebrała się…

…za „zwykłego” mężczyznę, czyli cismężczyznę.

To ją odseparowało od reszty społeczności trans. Dlatego wciąż tak podkreśla, że jest inna. Że chce wieść inne, lepsze życie. I faktycznie, wyedukowane osoby trans zaczynają dziś wieść „inne życie” – podobne do życia osób trans na Zachodzie. Nie w kolektywie, tylko na własną rękę. Ale to dla nich wyzwanie. Stoją u progu jeszcze większej dyskryminacji. Mają dostęp do wyższej klasy, ale to jest klasa, gdzie w ogóle nie toleruje się osób trans.

Transgender w południowej Azji jest w ogóle interesującym fenomenem – społeczności żyjące w transowych grupach rodzinnych nie mają praw ani dostępu do edukacji, ale za to mają swoje domy i wsparcie rodzinne. Są zupełnie wykluczone i stygmatyzowane, ale są widoczne.

Za to te, którym udało się przekroczyć swoją klasę, zostają samotne i zupełnie niewidzialne. Podczas festiwalu mówiłeś, że społeczność trans jest największą społecznością nieheteronormatywną w Pakistanie. To dlatego, że lesbijki i geje także są niewidzialni?

Nawet nie ma tam słowa „gej”. Nie ma „LGBT”. To muzułmański kraj – możemy mówić o literce „T”, bo to kwestia tożsamości nie seksualnej, tylko płciowej. „T” ma swoją długą historię, dłuższą niż sam kraj. Wielu gejów się w nią wpisuje. To są geje z niższej klasy średniej. Kiedy przestaje im się dobrze wieść, przystają do tych rodzin, żeby im pomagać i czerpać od nich pomoc i wsparcie. Czasem też zaczynają cross-dressing – to ich sposób przetrwania.

Geje z wyższych klas średnich – przeciwnie, nigdy nie dołączają do takich grup. Zwykle żyją podwójnie. Udają hetero i tylko po cichu wiodą gejowskie życie.

A lesbijki?

Od początku są na straconej pozycji, nie tylko nie mają normatywnej seksualności, ale mają też „gorszą” płeć. Od kobiety w Pakistanie oczekuje się, by siedziała w domu jako własność mężczyzny. Kiedy wychodzisz za mąż, jesteś dodana do jego własności.

Ale lesbijki oczywiście istnieją. Niektóre są na tyle odważne, by tworzyć podziemne lokalne grupy, jednak wyjście z podziemia i mówienie otwarcie o sobie byłoby zbyt niebezpieczne.

Mówiąc o transkach i transrodzinach mówiliśmy o osobach m/k. Co z k/m w Pakistanie?

To zupełnie inna opowieść. O łasce od Boga. Komuś urodziła się córka, ale przez noc przemieniła się w mężczyznę.

Cud?

Cud. Błogosławieństwo od Boga. W takim kontekście się o tym mówi. Syn to dodatkowa męska osoba w rodzinie, która może zarobić pieniądze. Ciekawe, że nawet w profesjonalnych stacjach TV nie ma dobrej terminologii, by mówić o k/m. Media czasem mówią o hermafrodycie, który wybrał jedną ze swoich płci.

Przygotowujesz już nowy projekt pakistański. Też trans?

Tak. Wspólnymi silami z grupami trans udało nam się stworzyć w Pakistanie filmowy festiwal queerowy i platformę edukacyjną. Czterodniowa impreza. Wyświetlimy kilka dokumentów na temat trans, ale też krótko- i długometrażowe fabuły. Chcemy przyciągnąć rożne nienormatywne grupy z Pakistanu, rożne transowe rodziny i zawiązać miedzy nimi dialog. Będą też warsztaty o tym, jak będąc trans, znaleźć pracę. Ten festiwal to nasze wspólne marzenie, które spełni się już w grudniu.

 ***

Film „Siła strachu” („Chuppan Chupai”, 2013) był pokazywany podczas kwietniowego LGBT Film Festival w siedmiu polskich miastach (lgbtfestival.pl). Prócz historii wspominanych w wywiadzie znajdziemy w nim m.in. opowieść Neely Rany, pakistańskiej działaczki na rzecz osób trans i jej transowej rodziny.

 

Tekst z nr 49/5-6 2014.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.