Pierwszy pocałunek

O sytuacji gejów w Indiach i o pierwszym bollywoodzkim filmie o gejowskiej miłości – „Nie wiem dlaczego”, laureacie tegorocznego LGBT Film Festival, opowiadają jego gwiazdorzy: Yuvraaj Parashar i Kapil Sharma w wywiadzie Marty Konarzewskiej i Karoliny Szpyrko

 

kadr z filmu „Nie wiem dlaczego”: Yuvraaj Parashar (z lewej) i Kapil Sharma,  mat. pras.

 

Jak żyje się gejom w Indiach?

Yuvraaj Parashar: Niełatwo. Nawet przed krewnymi ciężko się wyoutować. A, jak wiadomo, rodzina to w Indiach podstawa. Mamy organizacje LGBT i nawet duży międzynarodowy queerowy festiwal, ale na przełom będziemy musieli poczekać. Ciągle niestety jest normą, że ludzie prowadzą dwa życia, niehetero w ukryciu oraz to jawne, w którym wstępują związki małżeńskie.

A same kontakty homoseksualne wciąż są nielegalne! Sąd Najwyższy orzekł w 2013 r., że dekryminalizacja z 2009 r. była niekonstytucyjna.

Kapil Sharma: To skomplikowane. Chodzi o paragraf 377 Kodeksu karnego, który nigdy naprawdę nie został usunięty, czyli homoseksualizm nigdy nie został zdekryminalizowany. W 2009 r. podjęto tylko kroki prawne, żeby to zmienić. Wszyscy myśleli, że to jedynie formalność, ale okazało się, że nie. To był szok! Jeśli spojrzycie na ludzi, na społeczeństwo, to zobaczycie, że dzisiejsze Indie są bardziej tolerancyjnym, progresywnym i otwartym krajem! Ale prawo jest inne – nadal możesz iść do więzienia za seks z osobą tej samej płci. Choć oczywiście to prawo jest praktycznie martwe. Aresztowania nie zdarzają się. Ale strach jest realny, bo jednak są możliwe.

Silny jest stereotyp o zacofanym, tradycjonalnym Wschodzie, ale to przecież Zachód jest winny.

KS: Tak! Paragraf 377 wprowadzili Brytyjczycy w czasach kolonizacji Indii (w 1860 r. – przyp. red.). To groteskowe – w Wielkiej Brytanii właśnie zalegalizowano małżeństwa homoseksualne, a w byłych koloniach wciąż mamy penalizację nawet samych kontaktów homo. Dużo ludzi myśli, że homoseksualizm jako zjawisko jest wymysłem Zachodu. To bzdura. Cywilizacja indyjska ma 4000 lat i homoseksualizm zawsze był jej częścią! W pismach religijnych, w Kamasutrze, jest o tym mowa. Dopiero za sprawą kolonizacji zrozumienie dla tej kwestii – zrozumienie na sposób wschodni, nie zachodni, gdzieś się zagubiło. Ale teraz to się znowu zmienia, wielu aktywistów walczy o prawa LGBT. I wcześniej czy później zostaną one przyjęte.

Wasz film „Nie wiem dlaczego” („Dunno Y Na Jaane Kyun…”), który wygrał tegoroczny polski LGBT Film Festival, powstawał w gorącym czasie tych przemian.

KS: Tak, wtedy toczyły się te dyskusje wokół paragrafu 377. Mieliśmy protesty przed domem, otrzymywaliśmy listy z pogróżkami. Policja na szczęście stanęła po naszej stronie, dostaliśmy wsparcie. Ale cała akcja była głośna w mediach, to wystraszyło dystrybutorów. Skończyło się tak, że w niektórych miejscach nie pokazano filmu. Taką mamy właśnie w Indiach sytuację. Mamy gejowskie kluby, imprezy, choć wszystko się dzieje dyskretnie.

W domach?

YP: Także w klubach, ale nieoficjalnie.

Skoro homoseksualizm jest nielegalny, to czy legalne jest robienie o nim filmu?

KS: Nie jest nielegalne. Państwo nie ma zbytniego wpływu na to, co jest w filmach, bo Bollywood jest prywatnym przemysłem, państwo nie dofinansowuje sztuki, tak jak jest to przyjęte w krajach zachodnich, dlatego też ma tu mało do powiedzenia. Jeśli ludzie chcą oglądać film o gejowskiej miłości, będą go oglądać.

Nie wiem dlaczego” to pierwszy bollywoodzki film o męsko–męskiej miłości.

KS: Prawda. Mieliśmy już w Indiach filmy, w których występują postaci gejów, ale nigdy jako pełnoprawni bohaterowie. Zawsze przedstawiano ich stereotypowo jako sztuczne komiczne postaci. Było jasne: gej – można się śmiać. Tacy bohaterowie nigdy nie mają ludzkiej twarzy. Chcieliśmy to zmienić.

Na tegorocznym queerowym festiwalu BFI Flare w Londynie stworzono sekcję filmów bollywoodzkich o tematyce queerowej (Queer Bollywood). Jak odnieślibyście klasyki. takie jak „Mughal–e–Azam” (1960, reż. K. Asif) czy „Pakeezah” (1972, reż. Kamal Amrohi) do Waszego przedstawienia homoseksualizmu w nowoczesnych Indiach?

YP: E tam! To nie są gejowskie filmy.

KS: To klasyczne bollywoodzkie filmy, jeśli znajdziesz tu „queerowość”, to będzie to wynik interpretacji, wyobraźni albo zachodniego spojrzenia, ale ich twórcy ani pierwsza publiczność nie zakładali żadnej nienormatywności.

YP: „Mughal–e–Azam” to historia pięknej miłości, ale heteroseksualnej. O księciu, który zakochuje się w nadwornej tancerce, czym ściąga na siebie gniew ojca-króla.

KS: I owszem, występują tu transwestyci, ale to tylko zgodność historyczna. W XV w. byli oni na dworze, mieli chronić królową.

YP: To wzorowy film, jako aktor mogę oglądać go w nieskończoność, wciąż znajdując i ucząc się czegoś nowego.

KS: Pierwszy gejowski film, który widziałem to „Tajemnica Brokeback Mountain”, byłem pod wrażeniem. Jako scenarzysta pomyślałem wtedy: czemu nie nakręcić podobnej historii, która zadzieje się w Indiach? Ludzie mówili: „Oszalałeś?! Może za 10 lat, ale nie teraz. Bollywood to nie Hollywood”. Ale pomyślałem, że artysta nie powinien bać się przekraczać granic, zacząłem pisać scenariusz. Postanowiłem też, że zagram jedną z głównych postaci.

Znaliście się już?

YP: Nie. Kolega w klubie tanecznym powiedział mi, że Kapil robi film gejowski. Zaintrygowało mnie to. Przeczytałem scenariusz i poszedłem na przesłuchanie. Zaprzyjaźniliśmy się i postanowiliśmy dalej razem tworzyć ten film – jak przyjaciele, którzy są również partnerami w biznesie.

Jesteście też tancerzami, ale w tym filmie mało tańczycie. W ogóle mało tu tego bollywoodzkiego tańca, kampu, koloru.

KS: (śmiech) W Bollywood jest masa gatunków filmowych, myślicie, że to tylko taniec i musicale, bo tak Bollywood reklamuje się na Zachodzie. Ale to nieprawda. Nasz film jest dość nietypowy, ale z innych powodów. Np. postać matki głównego bohatera. Zwykle w filmie bollywoodzkim portrety matek są silnie stereotypowe, tymczasem u nas mama pracuje zawodowo, rozstała się z mężem i ma dwóch kochanków. To dziwniejsze niż brak tańca, wierz mi (śmiech). Bollywood pokazuje często baśniowy wyidealizowany świat, a my chcieliśmy pokazać coś prawdziwego. Szczęśliwego, ale zachowując realia.

Smutny. Bez happy endu.

KS: W Indiach jest cała masa gejowskich par, które nigdy nie będą mogły ze sobą zamieszkać. Osoby homoseksualne nie mogą żyć razem, nie mogą założyć rodzin. Czuliśmy odpowiedzialność. Wiedzieliśmy, że jak wyślemy ten film za granicę, ludzie będą na jego przykładzie tworzyli opinie o życiu gejów w Indiach. Chcieliśmy powiedzieć, jak to naprawdę wygląda. Nie chcieliśmy zafałszowanej wizji z happy endem.

UWAGA! SPOJLER! Wiele osób nie zrozumiało puenty. Przez cały film bohaterowie się ukrywają, niszczy im to życie, a na końcu, po śmierci jednego, rodzice przyjmują drugiego jako syna.

KS: W Indiach tak jest, że kiedy ktoś umrze, to wszystkie spory przestają mieć znaczenie. Przyszła śmierć, nie ma już o co walczyć. Ale, ale! Ponieważ sytuacja się zmienia i jest w życiu coraz więcej happy endów, nasz kolejny film „Dunno Y2 – life is a moment” będzie bardziej pozytywny.

Możemy zdradzić, że będzie o Hindusie, który spotyka pewną Norweżkę i zakochuje się w jej bracie.

KS: Chcemy pokazać, jak szczęśliwie ludzie mogą żyć, jeśli da się im możliwość wybrania drogi, którą chcą iść. A ponieważ akcja się dzieje w Norwegii, w której mieliśmy zdjęcia do filmu, to nie wygląda to tak nierealistyczne, jak by wyglądało, gdybyśmy osadzili ją w Indiach. Ważne też, że to film, który nawiązuje rozmowę pomiędzy trzema kulturami: hinduską, pakistańską i norweską.

Może przyjedziecie z tym filmem do Polski w przyszłym roku?

KS: Byłoby super! Uwielbiamy polską publiczność, jest nieco podobna do indyjskiej, trochę nieśmiała w reakcjach.

Myślicie, że wasze kino może zmienić rzeczywistość?

YP: Chcemy zmienić nastawienie ludzi do homoseksualności. Każdy ma prawo żyć, jak chce. Kochając kogoś, nie możesz robić nic złego. Po „Nie wiem, dlaczego” dostałem list na Facebooku od pewnego geja. Rodzice go nie akceptowali, ale po obejrzeniu filmu zmienili zdanie. Zrozumieli i przyjęli go z powrotem do rodziny. Dla mnie taka wiadomość jest jak najlepsza nagroda. Ktoś odzyskał szacunek swoich rodziców i teraz jest szczęśliwy! Chcemy, żeby ludzie zrozumieli, że to, co opowiadamy to nie zwykła fikcja, to ludzkie historie, które dzieją się naprawdę, obok nas.

 Wasz film jest w Indiach znany jako pierwszy, który pokazuje pocałunek. W dodatku gejowski. Całowaliście się naprawdę, nie?

YP: (śmiech) Tak, pocałunek był prawdziwy. Najpierw próbowaliśmy trochę okłamać kamerę.

KS: ….bo byliśmy okropnie świadomi jej obecności…

YP: …chcieliśmy oszukać, pozując z rożnych kątów, ale reżyser z operatorem powiedzieli: „świetnie pracujecie, ale w tej scenie musicie być bardziej prawdziwi. Żeby oddać prawdę tej sceny, musicie dać swoje 100 procent!”. My na to: „OK, ale nakręćcie to w jednym ujęciu”. Operator: „ok” – i robi ujęcie, które trwa ze trzy minuty. Mamy zamknięte oczy, całujemy się, a w głowie tylko: „Powiedz cięcie, powiedz już cięcie” (śmiech) To był najdłuższy pocałunek w moim życiu.

 

Tekst z nr 51/9-10 2014.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Transrodziny

Z Saadatem Munirem, reżyserem filmu „Siła strachu” o sytuacji osób transpłciowych w Pakistanie rozmawia Marta Konarzewska

 

Kadr z filmu „Siła strachu”. mat.pras.

 

Pochodzisz z Pakistanu, ale mieszkasz od dziecka w Kopenhadze. Realizując „Siłę strachu” chciałeś zrozumieć swój kraj na pograniczu gender?

Tak, wszystko zaczęło się w 2012 r., kiedy wyjechałem do Pakistanu. Ten film to część mojej osobistej podroży, w którą ruszyłem, gdy zdałem sobie sprawę z pakistańskich korzeni. Jako gej mieszkający na Zachodzie wiedziałem oczywiście, że Pakistan to bardzo konserwatywny kraj, że nie się toleruje się tam osób z „odmienną” orientacją. Ale chciałem to poczuć, eksplorować… Jak wyglądałoby moje niehetero życie w Pakistanie? Skontaktowałem się z organizacją, która zajmuje się tam prawami osób trans. Dzięki temu poznałem Kamiego, Jenny i inne bohaterki i bohaterów filmu.

Kami i Jenny to dwie przeciwstawne postaci. Kami: piękny gej – drag królewna. Radosny, spełniony, całżycie przed nim. Zakochałam się w niej (i w nim). Jenny odwrotnie: zrozpaczona, czuje, że wszystko już było, że popełniła największy błąd w życiu korygując płeć, że nic nie jest dobrze. Eros i Tanatos tego filmu. Pokazują, że pakistańska „trans-storia” nie jest jednolita.

I jak jest trudna. Najpierw w projekcie było dziewięć osób, ale potem wiele się wysypało. Zdały sobie sprawę, że dokument wiele ujawni, przestraszyły się społecznych reperkusji, tego, że ludzie będą gadać. Na przykład pewien gej – muzułmański duchowny, aktywny w religijnej organizacji, przestraszył się, że dowie się jego rodzina i wycofał.

Wybrałem Kami, bo jest energiczny i odważny, ale też dlatego, że pochodzi z dużego miasta, kosmopolitycznego, otwartego. Kami jest jak rosnąca diva, bardzo szczery, ma w sobie dużo dumy i odwagi, ale też ogromne wsparcie otoczenia i stałego partnera. W tym, co robi, kim jest. Jenny odwrotnie – nie jest częścią transowej rodziny, dystansuje się od społeczności. Pozostawiona sama sobie, samotna.

Bo w Pakistanie społeczność trans żyje w rodzinach, w domach opartych o rodzinne struktury.

Tak, przyjmuje się tam każdą osobę, która się zjawi. Transki dbają o siebie jak bracia i siostry. Jak rodzice. Razem wychodzą się bawić, wspólnie dbają o bezpieczeństwo, nikt nie wychodzi sam po ciemku. Jenny tego nie ma. Zaszła tak daleko, że przeprowadziła korektę płci, cały czas będąc sama. Dlatego jest w depresji i czuje się tak grzeszna.

Krótko mówiąc, Jenny to postać, która żałuje decyzji o tranzycji, słyszałam nawet komentarze: a po co to pokazywać? To niesłuszne. Ale film pokazuje, że to nie takie proste, że nie da się wszystkiego zmierzyć europejską miarką.

Jenny należy do bardzo tradycyjnego nurtu religijnego w Pakistanie, z niezwykle tradycyjną kulturą, dlatego to dla niej tak wielki problem. Żałuje tego, co zrobiła, bo nie mogła liczyć na moralne wsparcie. Ani rodziny, ani otoczenia. Bardzo chciałem zwrócić uwagę na takie osoby jak Jenny – na ludzi osamotnionych, pogubionych. Takich jak ona są w Pakistanie setki.

Film balansuje między radosną lekkością kampu a patosem…

…smutku? Tak. Ten balans miedzy smutkiem a radością jest szalenie ważny! Chciałem pokazać dwie strony medalu. Moi bohaterowie prowadzą nienormatywny styl życia, ale muszą też przecież jakoś funkcjonować w tym społeczeństwie. Śmieją się, kiedy jest dobrze, ale też płaczą, kiedy jest im źle. Muszą znaleźć jakąś swoją drogę pomiędzy, by przetrwać.

Taniec?

Tak, taniec, muzyka. Dałem dużo muzyki w filmie, nie tylko po to, by go „udekorować”. Muzyka jest częścią życia trans-osób w Pakistanie. Jest owym sposobem na przetrwanie. Transki „kojarzą się” z tańcem, jest nawet tradycja zatrudniania ich jako tancerzy, i to nie jest tylko mit. Osoby transgenderowe stanowią w Pakistanie bardzo niską klasę. Nie mają żadnych praw, są niewyedukowane, łapią się jakichkolwiek prac. Jeśli nie tańczą, zwykle muszą żebrać na ulicy. Inna opcja to prostytucja.

Mówi się o kastratach-żebrakach. Kastratach- prostytutkach. W filmie też je widać. Niektórzy boją się takiego życia. Jenny mówi, że najważniejsza dla niej jest edukacja, że właśnie dlatego odcięła się od społeczności. Żeby się uczyć.

Edukacja w Pakistanie jest uklasowiona. Masz tu całą masę klas. Klasy religijne, kasty, ale też klasowość związaną z poziomem edukacji. Osoby trans jako najniższa warstwa społeczna nie mają dostępu do edukacji. Zwyczajnie nie dopuszcza się ich. Dlatego Jenny, chcąc studiować, schowała swoją trans-tożsamość, udając mężczyznę. Poszła na uniwersytet, ale żeby to zrobić, przebrała się…

…za „zwykłego” mężczyznę, czyli cismężczyznę.

To ją odseparowało od reszty społeczności trans. Dlatego wciąż tak podkreśla, że jest inna. Że chce wieść inne, lepsze życie. I faktycznie, wyedukowane osoby trans zaczynają dziś wieść „inne życie” – podobne do życia osób trans na Zachodzie. Nie w kolektywie, tylko na własną rękę. Ale to dla nich wyzwanie. Stoją u progu jeszcze większej dyskryminacji. Mają dostęp do wyższej klasy, ale to jest klasa, gdzie w ogóle nie toleruje się osób trans.

Transgender w południowej Azji jest w ogóle interesującym fenomenem – społeczności żyjące w transowych grupach rodzinnych nie mają praw ani dostępu do edukacji, ale za to mają swoje domy i wsparcie rodzinne. Są zupełnie wykluczone i stygmatyzowane, ale są widoczne.

Za to te, którym udało się przekroczyć swoją klasę, zostają samotne i zupełnie niewidzialne. Podczas festiwalu mówiłeś, że społeczność trans jest największą społecznością nieheteronormatywną w Pakistanie. To dlatego, że lesbijki i geje także są niewidzialni?

Nawet nie ma tam słowa „gej”. Nie ma „LGBT”. To muzułmański kraj – możemy mówić o literce „T”, bo to kwestia tożsamości nie seksualnej, tylko płciowej. „T” ma swoją długą historię, dłuższą niż sam kraj. Wielu gejów się w nią wpisuje. To są geje z niższej klasy średniej. Kiedy przestaje im się dobrze wieść, przystają do tych rodzin, żeby im pomagać i czerpać od nich pomoc i wsparcie. Czasem też zaczynają cross-dressing – to ich sposób przetrwania.

Geje z wyższych klas średnich – przeciwnie, nigdy nie dołączają do takich grup. Zwykle żyją podwójnie. Udają hetero i tylko po cichu wiodą gejowskie życie.

A lesbijki?

Od początku są na straconej pozycji, nie tylko nie mają normatywnej seksualności, ale mają też „gorszą” płeć. Od kobiety w Pakistanie oczekuje się, by siedziała w domu jako własność mężczyzny. Kiedy wychodzisz za mąż, jesteś dodana do jego własności.

Ale lesbijki oczywiście istnieją. Niektóre są na tyle odważne, by tworzyć podziemne lokalne grupy, jednak wyjście z podziemia i mówienie otwarcie o sobie byłoby zbyt niebezpieczne.

Mówiąc o transkach i transrodzinach mówiliśmy o osobach m/k. Co z k/m w Pakistanie?

To zupełnie inna opowieść. O łasce od Boga. Komuś urodziła się córka, ale przez noc przemieniła się w mężczyznę.

Cud?

Cud. Błogosławieństwo od Boga. W takim kontekście się o tym mówi. Syn to dodatkowa męska osoba w rodzinie, która może zarobić pieniądze. Ciekawe, że nawet w profesjonalnych stacjach TV nie ma dobrej terminologii, by mówić o k/m. Media czasem mówią o hermafrodycie, który wybrał jedną ze swoich płci.

Przygotowujesz już nowy projekt pakistański. Też trans?

Tak. Wspólnymi silami z grupami trans udało nam się stworzyć w Pakistanie filmowy festiwal queerowy i platformę edukacyjną. Czterodniowa impreza. Wyświetlimy kilka dokumentów na temat trans, ale też krótko- i długometrażowe fabuły. Chcemy przyciągnąć rożne nienormatywne grupy z Pakistanu, rożne transowe rodziny i zawiązać miedzy nimi dialog. Będą też warsztaty o tym, jak będąc trans, znaleźć pracę. Ten festiwal to nasze wspólne marzenie, które spełni się już w grudniu.

 ***

Film „Siła strachu” („Chuppan Chupai”, 2013) był pokazywany podczas kwietniowego LGBT Film Festival w siedmiu polskich miastach (lgbtfestival.pl). Prócz historii wspominanych w wywiadzie znajdziemy w nim m.in. opowieść Neely Rany, pakistańskiej działaczki na rzecz osób trans i jej transowej rodziny.

 

Tekst z nr 49/5-6 2014.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Piąta edycja LGBT FILM FESTIVAL

Piąta edycja LGBT FILM FESTIVAL

 

 

Piąta edycja LGBT Film Festival odbędzie się w dniach 4-10 kwietnia 2014 r. w Warszawie (Kinoteka), Poznaniu (Charlie Monroe), Łodzi (ms2), Katowicach (Kosmos), Gdańsku (Klub Żaka), Wrocławiu (Nowe Horyzonty) oraz Krakowie (Kino Pod Baranami). Na program złożą się najciekawsze produkcje LGBT ostatnich sezonów, które nie były dotąd pokazywane w Polsce. Zobaczymy m.in.:

  • dokument „The Rugby Player” (reż. S. Gracheff, USA, 2013) o Marku Binghamie, geju, jednym z pasażerów samolotu, który rozbił się 11 września 2001 r. Bingham był w grupie tych, którzy szturmem wtargnęli do kokpitu, aby zapobiec wykorzystaniu samolotu przez porywaczy;
  • „Nie wiem, dlaczego” (reż. S. Sharma, Indie, 2010) – pierwszy indyjski film gejowski, który powstał zaraz po tym, gdy w 2009 r. parlament Indii zdekryminalizował homoseksualizm (w zeszłym roku wyrokiem Sądu Najwyższego homoseksualizm w Indiach na powrót stał się przestępstwem). „Nie wiem, dlaczego” wywołał ogromne poruszenie m.in. pokazanym w nim pocałunkiem dwóch mężczyzn. (po warszawskiej projekcji spotkanie z aktorami);
  • dokument „Power Erotic” (reż. L. Ferrara, USA, 2014) – wnikliwe i bardzo śmiałe rozmowy o życiu seksualnym i erotycznych fantazjach piętnastu homoseksualnych mężczyzn; „Straciłem głowę” (reż. S. Westerwelle, Niemcy, 2013), czyli perypetie hiszpańskiego turysty Luisa, którzy przybywa do Berlina na beztroski podryw i trafi a do słynnego klubu Berghain;
  • dokument „Kampania nienawiści” (reż. M. Lucas, USA, 2013). Michael Lucas, czyli król nowojorskiego porno gejowskiego, który ma na koncie dokument o sytuacji gejów w Izraelu (pokazywany na festiwalu w zeszłym roku), tym razem wybrał się do swej ojczyzny – Rosji, osławionej homofobiczną ustawą o zakazie tzw. propagandy homoseksualnej. (mat. pras)

Zapraszamy! Pełny program festiwalu znajdziecie na: lgbtfestival.pl

 

Tekst z nr 48/3-4 2014.

Digitalizacja archiwum „Repliki” dzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

13. LGBT+ Film Festival

W kinach: od 22 do 29 kwietnia, online: od 6 do 20 maja, szczegóły: lgbtfestival.pl

 

mat. pras.

 

Trzynasta już edycja LGBT+ Film Festival zawita do kin między 22 a 29 kwietnia w Warszawie, po raz pierwszy w kinie KinoGram! Festiwal zagości też w Bydgoszczy (MCK/Kino Orzeł), Koninie (Kino Kameralne/CKiS), Poznaniu (Kino Pałacowe/CKZ), Wrocławiu (Kino Nowe Horyzonty), Łodzi (Kino Bodo), Gdańsku (Kino Kameralna Cafe), Krakowie (Kino Pod Baranami), a także online na platformie MOJEeKINO.pl (od 6 do 20 maja). Poniżej publikujemy recenzje dwóch wybranych przez nas filmów – to tylko przedsmak ogromu atrakcji przygotowanych przez organizatorów. Mają na co czekać fani_ki krótkich metraży: w tym roku znajdziemy je w aż ośmiu blokach (!), m.in. gejowskich, lesbijskich (najdłuższy, dwuczęściowy zestaw), trans i niebinarnych, a także po raz pierwszy animowanych. Wśród premier pełnometrażowych również mocna jest reprezentacja fi lmów les: „Tahara”, reż. Olivia Peace, „Softie” (oryg. „Petite nature”), reż. Samuel Theis, „Love, Spells and All Th at” (oryg. „Aşk, Büyü Vs”), reż. Ümit Ünal (patrz niżej), „Ma Belle, My Beauty”, reż. Marion Hill oraz dokument „Rebel Dykes”. Festiwal otworzy brazylijski kandydat do Oscara „Private Desert” (recenzja poniżej). Poza premierami najgłośniejszych hitów ze światowych festiwali na ekrany powróci także polska „Magdalena” Filipa Gieldona (której entuzjastyczną recenzję Agnieszki Pilacińskiej znajdziecie na naszej stronie internetowej) oraz reportaż o rodzicach osób trans „Wszystko o moim dziecku” dziennikarza TVN24 Piotra Jaconia (który jako ojciec transpłciowej dziewczyny coming out zrobił na łamach „Repliki” nr 91). Wisienką na torcie będzie laureat nagrody Teddy z tegorocznego Berlinale – „Trzy smutne tygrysy” (oryg. „Tres Tigres Tristes”), reż. Gustavo Vinagre.  

 

Tekst z nr 96/3-4 2022.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.