Nigdy nie pracowałem w szafie

RAFAŁ PAULINA pracuje we wrocławskim oddziale firmy HP Inc. jako specjalista ds. rachunkowości i sprawozdawczości finansowej. Jest też przedstawicielem pracowników do spraw funduszu socjalnego oraz ich przedstawicielem w Europejskiej Radzie Pracowniczej HP. Ponadto od 2022 r. jest liderem tęczowej sieci pracowniczej w HP. Jak dokonał coming outu w pracy? Czy w firmach IT trudniej jest mówić o równości osób LGBT+? Jaki jest jego przepis na ponad 20-letni szczęśliwy związek z partnerem? Rozmowa Tomasza Piotrowskiego

 

Foto: Paweł Spychalski

 

HP Inc. to firma z branży IT. Jak wyglądał twój coming out w pracy? Stereotypy sugerują, że korporacja to raczej mniej przychylne środowisko.

Mniej przychylne? No co ty! Nigdy w mojej pracy nie spotkało mnie nic przykrego. Pracuję w HP od 3 stycznia 2011 r. i szczerze? Wiesz, że właściwie nie miałem nawet jako takiego „oficjalnego” coming outu w pracy? Mówię o swojej orientacji od czasów liceum i w realnym życiu, i w internecie. Zanim dołączyłem do HP, pracowała tu już moja bliska przyjaciółka, myślę więc, że nawet i ona sama już tu wszystkim wokół rozniosła, kto będzie z nimi pracował! (śmiech) A tak na serio, w pracy od samego początku mówię o tym w zwykłych rozmowach – gdy ktoś pytał o plany wakacyjne, zawsze mówiłem, że jadę gdzieś z chłopakiem i tyle. Nikt nigdy z tego powodu się nie skrzywił. Muszę jednak przyznać, że uczyłem się i pracuję w międzynarodowym środowisku. W liceum, a było to już ponad 20 lat temu, w końcu lat 90., byłem w klasie dwujęzycznej, mieliśmy mnóstwo wymian międzynarodowych i to chyba mocno otworzyło moje koleżanki i kolegów na różnorodność. W pracy z kolei jestem częścią zespołu francuskiego, moja menadżerka jest w Paryżu, ja we Wrocławiu, a część najbliższych mi współpracowników w Luksemburgu. Niemniej myślę, że większość osób w naszym polskim oddziale wie, że jestem gejem, i to nigdy negatywnie nie wpłynęło na moją karierę. Wręcz przeciwnie – dzięki temu mogę realizować się jako aktywista w miejscu pracy.

Szefem tęczowej sieci pracowniczej jesteś od zeszłego roku. Wcześniej ona nie działała?

Działała od 2017 r. i gdy patrzę dziś na inne firmy, to u nas wydarzyło się to naprawdę wcześnie. Najważniejsze wydarzenia dla naszej grupy przypadły na 2018 r., w czerwcu tamtego roku do niej dołączyłem. I nie, wcale nie chodzi mi o to, że moje włączenie się do działań było jakimś kamieniem milowym! (śmiech) CEO HP był wtedy Dion Weisler, który właśnie w czerwcu 2018 r. przyjechał do Wrocławia. Okazało się, że nasza grupa diversity ma być jedynym zespołem, z którym on się spotka i z którym zrobi sobie zdjęcie. Tylko grupa LGBT+ otrzymała takie wyróżnienie! Zdjęcie, na którym notabene wyszedłem nie najlepiej, (śmiech) zrobiło globalną furorę w HP, bo był to pierwszy raz, gdy nasz prezes tak otwarcie wsparł osoby LGBT+. I to właśnie w Polsce. Od tego momentu nasza grupa była traktowana bardziej poważnie, a ja miałem już mnóstwo pomysłów, co robić dalej. Marsz Równości we Wrocławiu odbywał się wtedy w pierwszy weekend października. Na spotkanie zaprosiliśmy menadżerkę, która opiekowała się naszą grupą, decydowała o funduszach i akceptowała nasze działania – i zapytałem ją wprost, czy HP może oficjalnie wziąć udział w Marszu Równości. W odpowiedzi zapytała, czy to jest wydarzenie stricte polityczne, bo jeśli nie, to ona nie rozumie, dlaczego do tej pory nas tam jeszcze nie było. I udało się, HP oficjalnie wzięło udział w Marszu.

Wcześniej w jakiś sposób przemycałeś tematy LGBT+ do firmy? Nosiłeś tęczowe ubrania czy jakieś gadżety?

Nigdy tego nie ukrywałem i to wydaje mi się jednym z najważniejszych działań, które jako pracownicy firm możemy podjąć – mówić koleżankom i kolegom otwarcie o sobie. Wiem, że niektórzy mówią, że praca to praca i nie ma co tam opowiadać o życiu prywatnym, ale… serio? Przecież to normalne, że oprócz pracy rozmawiamy z ludźmi, zawieramy jakieś znajomości. Nie wierzę, że ktokolwiek jest w stanie zupełnie omijać te tematy. A tęcza? Identyfikator zawsze noszę na tęczowej smyczy. Ofi cjalnie nigdy nikt nie zwrócił mi na to uwagi czy krzywo spojrzał. Czuję się tu dobrze, a dziś ludzie sami do mnie przychodzą i pytają, czy mam jeszcze jakieś tęczowe akcesoria, bo chcieliby nie tylko dla siebie, ale też dla swoich dzieci czy przyjaciół. Gdy w zeszłym roku braliśmy udział w gali LGBT+ Diamonds Awards, wysyłaliśmy do pracowników informację z podsumowaniem i naszymi zdjęciami. To było niesamowite, jak wiele osób wysyłało do nas e-maile z gratulacjami, że super wyglądaliśmy, że super reprezentowaliśmy firmę, że są z nas dumni. Widzisz? Mi nawet teraz, jak o tym mówię, zaczynają napływać łzy do oczu. Chce mi się płakać ze szczęścia! Nigdy nie spodziewałem się aż tak dużego wsparcia od koleżanek i kolegów w pracy.

Fantastycznie. Rafał, agresji więc jako takiej nie było, a niezrozumienie? Maja Zabawska, z którą wywiad w ramach naszego cyklu przeprowadziłem („Replika” nr 100, listopad/grudzień 2022 – przyp. red.), mówiła m.in. o tym, że często spotyka się z pytaniem: „Dlaczego rozmawiamy o czyichś sprawach łóżkowych? Przecież to nie ma nic wspólnego z pracą. W HP też tak jest?

Jak wspomniałem, nasze działania podlegają bezpośrednio pod lokalny zarząd HP Inc. Nigdy nie usłyszałem od zarządu jakiejkolwiek odmowy przyznania nam środków na nasze działania. Pamiętam pierwsze rozmowy z naszą menadżerką, gdy miałem załatwić finanse na tęczowe akcesoria, żeby przyozdobić tęczowo nasze biuro z okazji zbliżającego się Pride Month (Miesiąca Równości). Jaka była jej odpowiedź? „Żaden problem, ja bym, Rafał, chciała, żeby na naszym biurowcu we Wrocławiu przez wszystkie piętra wisiała jedna ogromna tęcza! Wiem, że na ten moment nie jesteśmy w stanie tego zrobić, ale nie ma żadnego problemu – kupujcie i działajcie!”. I cokolwiek teraz robimy, czy chodzi o szkolenia dla pracowników, czy o obecność w Miasteczku Równości – nigdy nie spotkałem się z odmową. Nasza menadżerka jest megaotwartą osobą, bardzo nas wspiera i to naprawdę ogromne szczęście, że mamy tak wielką sojuszniczkę w zarządzie firmy.

A przed pracą w HP byłeś gdzieś zatrudniony? Tam też mówiłeś o sobie otwarcie?

Najdłużej w swoim życiu pracowałem właśnie w HP. Wcześniej bardzo długo pracowałem w branży odzieżowej. No i chyba dobrze wiemy, że jest to środowisko, w którym jest wiele osób LGBT+, więc byłem tak naprawdę w swoim gronie. Chociaż brzmi to dość utopijnie, to rzeczywiście trafiałem przez całe życie na ludzi, przed którymi nie musiałem niczego ukrywać. Chyba musimy dodać jakiś element dramatyczny do tej rozmowy, bo wszyscy pomyślą, że zmyślam! (śmiech)

Rzeczywiście w dużych korporacjach z branży odzieżowej pracuje wiele osób LGBT+, a mimo to nie przypominam sobie, by kiedykolwiek takie firmy brały oficjalny udział w Marszu Równości czy jakkolwiek wspierały swoich pracowników, poza tym, że czerwcu chętnie sprzedają nam ubrania z tęczowymi elementami. Mylę się?

Z mojego doświadczenia, biorąc pod uwagę lata, kiedy tam pracowałem i relacje znajomych, którzy do dzisiaj tam są, wynika, że były to firmy, które nie do końca poważnie traktują problemy osób LGBT+ i działania na ich rzecz, chociażby wewnątrz firm To są dość zamknięte środowiska, w których osoby LGBT+ mogłyby czuć się dobrze, gdyby lepiej działała komunikacja wewnątrz firmy. Choćby przykład tęczowej kolekcji, która, jak się potem okazywało, była do kupienia tylko za granicą. Na gruncie polskim mam wrażenie, że branża odzieżowa jest bardzo hermetyczna i osoby LGBT+ czują się tam dobrze, ale nic mi nie wiadomo o tym, by miały chociażby oficjalny network pracowniczy. Szkoda, bo są to branże, które mogłyby dużo w tym temacie zrobić. Dlaczego ich nie ma? Wydaje mi się, że dużym utrudnieniem może być ich wielooddziałowość. W konkretnych sklepach zatrudnienie sięga pewnie kilkunastu osób i przez to nie mają one na tyle dużej siły, możliwości zjednoczenia się, by taką grupę utworzyć. Z drugiej strony chyba nie ma też inicjatywy firmy, osoby na stanowisku kierowniczym, która by się tym zajęła i pomogła pracownikom w takich działaniach. Takie powody przychodzą mi do głowy, ale może się mylę. Może czyta nas teraz osoba zatrudniona w takiej firmie i zdecyduje się wyjść z inicjatywą? Zachęcam, warto.

Kiedy rozmawialiśmy przed wywiadem, wspomniałeś, że polski oddział HP Inc. wcale nie jest dużą firmą, że pracuje u was około sześciuset osób. Jak więc w takiej firmie wygląda sieć pracownicza? Ile macie osób członkowskich?

Dużo! Osób, które prężnie działają w naszej sieci, mamy kilkanaście – ale wielu pracowników przychodzi z nami na Marsze Równości czy pomaga w Miasteczku Równości. Na naszych webinarach zawsze mamy wielu słuchaczy i słuchaczek. To prawda, nasz polski oddział nie jest duży, a mamy oprócz tęczowej sieci też taką przeznaczoną dla kobiet. Porównując inne wrocławskie sieci pracownicze działające dla osób LGBT+, należymy chyba obecnie do ścisłej trójki najprężniej działających firm w tym obszarze. Patrząc jednak globalnie – nie zapominaj, że HP na całym świecie ma około 50 tysięcy pracowników, łącznie działa u nas ponad 130 różnych grup pracowniczych w 40 krajach.

Trzy największe sukcesy waszej sieci pracowniczej?

W zeszłym roku oficjalnie wzięliśmy udział w gali LGBT+ Diamonds Awards i byliśmy oficjalnym partnerem tego wydarzenia. To był jeden z moich celów, które udało się osiągnąć, i było o tym w naszej firmie i poza nią naprawdę głośno. Myślę też, że ważna jest widoczność naszego tęczowego symbolu w firmie. Gdybym teraz zaprosił cię na spacer po naszej siedzibie, to właściwie na każdym kroku zobaczyłbyś tęczową flagę, a że nasz budynek znajduje się zazwyczaj przy trasie wrocławskiego Marszu Równości, to już od kilku lat w oknach wiszą w czerwcu tęczowe flagi. Bardzo mnie cieszy, że udało się zorganizować serię szkoleń o niebinarności dla pracowników, przeprowadziliśmy też szkolenie dla menadżerów podkreślające ich rolę w integracji osób LGBT+ w firmie. Pytałeś o branżę IT – nie uważam, że jest w niej trudniej o coming out, ale muszę przyznać, że trudniej się w niej przebić z tematami związanymi z wartościami społecznymi. Dlatego trzeba jeszcze więcej sił, żeby cały czas bombardować ją wiadomościami o życiu osób LGBT+. Jednym z moich sukcesów jest niewątpliwie to, że zostałem wybrany do dzielenia się swoimi doświadczeniami w social mediach HP Careers – to globalny profil, który pokazuje życie pracowników firmy. W czerwcu 2021 r. ogłoszono wewnętrznie poszukiwania osób, które zgodzą się podzielić swoim zdaniem na temat obecności osób LGBT+ w HP. Wśród 50 tysięcy naszych pracowników wybrano kilkanaście osób, które odpowiedziały, co znaczy dla nich hasło przewodnie Miesiąca Dumy w 2021 r., a więc: „Power your Pride”. Były tam osoby z całego świata, w tym ja!

Z jakimi reakcjami pracowników spotykają się wasze działania?

Ostatnio podeszła do mnie jedna z menadżerek i podziękowała mi za wszystko, co robimy. To było naprawdę szczere podziękowanie, którego czasem brakuje. Ja sam widzę, że po tych wielu latach pracy nawet moi koledzy geje trochę bardziej się otwierają, mniej się kryją.

Na twoim Instagramie znaleźć można sporo zdjęć np. z nagim torsem. Gdybym był pruderyjny, zapytałbym, czy to wypada księgowemu, ale nie jestem, więc nie zapytam.

Przez wiele lat miałem ogromne kompleksy i mam je w jakiś sposób do dziś. Ważyłem wtedy 20 kilogramów mniej niż teraz, byłem bardzo, bardzo chudy. Gdy zacząłem dbać o siebie, zaczęły spływać do mnie propozycje sesji zdjęciowych. Odważyłem się wziąć w jednej z nich udział i dopiero ona chyba w jakiś sposób wyzwoliła mnie z kompleksów. A czy wypada? A czemu miałoby nie wypadać? Gdy ktoś wrzuca swoje zdjęcie z plaży w stroju kąpielowym, to właściwie robi to samo co ja. Jeśli więc chodzi o pracę – mój profil jest jak najbardziej publiczny, więc każdy może je zobaczyć i wrzucając te zdjęcia, rzeczywiście miałem w głowie jakieś wątpliwości. Jednak przecież nie ma w tych zdjęciach nic złego. Nikt nigdy nie zwrócił mi na nie uwagi i mam nadzieję, że po publikacji tego wywiadu tak pozostanie. (śmiech) A tak na serio – nasze ciała i nagość to dziś, w 2023 r., wciąż temat bardzo poważnego tabu, które ma ogromny wpływ na nasze życie. Tylko po co? Czemu z tym nie zerwiemy?

Kiedy zrozumiałeś, że jesteś gejem?

To był koniec szkoły podstawowej, więc w wieku ok. 15 lat. Zaczęli mi się podobać chłopcy i wypożyczyłem wtedy, w latach 90., z biblioteki książkę o dojrzewaniu, która była niesamowicie progresywna jak na tamte czasy. Ukrywałem się z nią w toalecie i czytałem! Było w niej jedno zdanie, które pamiętam do dziś: „Jeżeli ktoś nie jest w stanie zaakceptować twojej orientacji, to nie jest on twoim kolegą i może nie warto się z tą osobą zadawać”. Ta książka uświadomiła mi, kim jestem. Jeśli chodzi o rodziców, to miałem jakieś 19–20 lat, gdy mama sama z siebie zapytała mnie wprost, czy jestem gejem. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że ubierałem się nieco inaczej niż moi rówieśnicy, miałem trochę tzw. gejowskiej maniery, a w bibliotece domowej miałem już wtedy kilka książek o tematyce LGBT+. I tu mimo wszystko był we mnie jakiś strach, bo odpowiedziałem mamie wymijająco. To tylko potwierdza, że coming out przed rodzicami jest chyba najtrudniejszy. Jednak już wtedy poczułem, że powinienem o swoje prawa się bardziej postarać. Gdy przeczytałem, że senatorka Maria Szyszkowska przygotowuje projekt ustawy o związkach partnerskich, zapisałem się jako wolontariusz do zbierania podpisów, m.in. w klubie gejowskim Scena we Wrocławiu. A wtedy to nie było takie proste, bo większość osób siedziała jednak głęboko w szafie, nie chciała podać imienia i nazwiska, żeby nie być identyfikowalna, a co dopiero udostępniać takie dane jak adres i PESEL, które też musiały znaleźć się przy podpisie.

Wspominałeś, że już w czasach liceum byłeś po coming oucie. Dziś wiele się mówi o homofobii w szkole. Ciebie to ominęło?

Doświadczyłem jej ze strony chłopaków, chociaż nie z mojej klasy. Wyzywanie od pedałów, wyśmiewanie, groźby. Ale nikt mnie nie pobił. Wrocław, mimo że mówi się dziś, że jest „miastem spotkań” czy różnorodności, miał wtedy gorszy czas. To tutaj właśnie usilnie działały i chyba wciąż działają nacjonalistyczne organizacje jak chociażby Narodowe Odrodzenie Polski. Były takie lata, kiedy Marsze Równości we Wrocławiu były naprawdę brutalnie atakowane, a ja chodzę na nie od wielu lat. Na jednym z nich dostałem jajkiem, co o dziwo też jednak boli. Na początku w Marszach brało udział kilkadziesiąt osób, przeciwników było więcej niż zwolenników, a przechodnie na ulicach patrzyli na ciebie jak na zboczeńca. Te kilkanaście lat temu to była naprawdę odwaga pójść w Marszu. I nie chcę dopisywać sobie zbyt wiele, ale w jakiś sposób czuję, że to też nasza zasługa – edukujemy pracowników, oswajamy. Wierzę, że oni potem dzielą się tym z przyjaciółmi, być może przeżywają coming outy swoich dzieci i dzięki temu, czego się już dowiedzieli – mogą być ludźmi, którzy nie krzywdzą osób LGBT+. Moją orientację najlepiej przyjęła moja babcia, która dziś ma 86 lat i jest dla mnie wielkim wsparciem. Przez całe życie pracowała w szpitalu, była pielęgniarką. Podczas jednej z rozmów powiedziała mi: „Rafał, ja od zawsze znałam takie osoby. Znałam mnóstwo lekarzy gejów, więc dlaczego miałabym ciebie traktować jakoś inaczej niż ich?”. W zeszłym roku przyszła do mnie do tęczowego miasteczka podczas Marszu Równości. Robiła sobie zdjęcia z uczestnikami i uczestniczkami, z drag queenkami. Przez moment chyba była jedną z większych atrakcji tego miasteczka! O, znowu się wzruszam. Koniec tego tematu! Babcia więc bardzo dziś wspiera i uwielbia mojego… (Rafał milknie, zastanawia się) chłopaka Pawła.

Nie byłeś pewny, czy możesz go nazwać już chłopakiem?

(śmiech) My jesteśmy już ze sobą 20 lat, więc bardziej myślałem o tym, czy to dalej chłopak, czy już mąż.

Gratulacje. Ale przecież stereotypy mówią, że geje są „rozwiąźli” i cały czas zmieniają chłopaków jak rękawiczki. (śmiech)

A widzisz? Ja je wszystkie łamię.

Wiem, że masz 39 lat – więc to chyba twój pierwszy i jedyny chłopak?

(śmiech) No jakby tak spojrzeć, to chyba tak. Jako nastolatek spotykałem się z innymi chłopakami, ale tak oficjalnie to mam jednego chłopaka przez całe życie.

Chodzisz z nim za rękę?

Nie, nigdy nie byłem fanem chodzenia za rękę i nawet jak jesteśmy gdzieś za granicą, to i tak tego nie robię. I jak tak myślę – być może jest to jakaś wryta homofobia. Gdzieś mam może w głowie taki odruch, że jednak gdy to zrobię, to spotka mnie coś złego.

To jaka jest recepta na taki długi związek?

Wiedziałem, że o to zapytasz! Myślałem już nawet wcześniej nad odpowiedzią, ale dalej nie wiem. (śmiech) Wydaje mi się, że trzeba mieć dużo zrozumienia i tolerancji dla drugiej osoby, a od czasu do czasu odpocząć od siebie, ale w tym sensie, że np. wyskoczyć gdzieś z przyjaciółmi. Ja często jadę np. z moimi koleżankami, które też chcą odpocząć od swoich mężów, partnerów, na tygodniowe wakacje czy weekend w górach. Bo… no, czasem idzie ze sobą oszaleć, nie oszukujmy się! (śmiech) Więc dialog, tolerancja, zrozumienie i czasem chwila wytchnienia od siebie.   

 

Tekst z nr 101/1-2 2023.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.