KALENDARZ 2020 – MAKING OF

Takiego kalendarza jeszcze w Polsce nie było! Piętnastu gejów i jeden facet bi NAGO

Foto: Paweł Spychalski

 

Megafon w dłoni nagiego Arka Kluka, czołowego polskiego aktywisty LGBTI, symbolizuje coraz lepiej słyszalny głos ludzi LGBTI.

 

O kalendarzu z pięknymi zdjęciami nagich mężczyzn myśleliśmy już kilka lat temu, ale nawet nie wyobrażaliśmy sobie, że mógłby się on urzeczywistnić. Kto miałby pozować? Kto miałby zrobić zdjęcia? Skąd wziąć pieniądze? Projekt pozostawał w sferze marzeń aż do sierpnia 2018 r.

Łukasz Sabat – muza i inspiracja

To właśnie wtedy – w sierpniu 2018 – tytuł Mister Gay Poland zdobył Łukasz Sabat, który zgodził się na wywiad do „Repliki” (nr 75, wrzesień/październik 2018) pod warunkiem, że będzie mógł opowiedzieć o PrEPie. Sam jestem na PrEPie i mogę być żywą reklamą. Zależy mi, by to rozpropagować w Polsce. Dzięki PrEPowi szansa na to, że HIV przejdzie do historii już niebawem, jest dużo większa – mówił. Łukasz rozumie dobrze, że aby skutecznie walczyć z HIV/AIDS, należy z ciała i seksualności zdjąć tabu i bagaż uprzedzeń – i nie waha się o tym mówić wprost. W naszym wywiadzie nie krył również, że… pozowanie nago do zdjęć sprawia mu przyjemność. Wtedy zaświtało nam w głowach: a może Łukasz zgodziłby się, byśmy wykorzystali jego zdjęcia w pierwszym kalendarzu „Repliki”? Już kilka dni później siedzieliśmy razem i wybieraliśmy fotki. Niektóre zrobili Łukaszowi profesjonalni fotografowie, inne pochodziły z jego prywatnych zbiorów (autorem jest partner Łukasza – Kendrick Owen Franzen). Wszystkie otrzymaliśmy od Łukasza (za zgodą fotografów) gratis. Dzięki temu produkcja kalendarza stała się dla nas finansowo osiągalna.

Promocję z kalendarzem rozpoczęliśmy 27 listopada 2018 r. W ten sposób przystojny nagi mężczyzna zwiększał zasięg „Repliki”, pomagając rozprzestrzeniać równościową misję naszego magazynu. Sukces kalendarza przeszedł wszelkie oczekiwania. Musieliśmy robić dodruk! Wolontariusze nie nadążali z wysyłaniem kolejnych egzemplarzy. Liczba naszych prenumeratorów/ek wzrosła w ciągu 2 miesięcy promocji aż o jedną trzecią.

Co sprawiło, że w dobie powszechnie dostępnego Internetu (a więc i powszechnie dostępnych zdjęć nagich mężczyzn) kalendarz cieszył się aż taką popularnością? Naszym zdaniem wpłynęły na to trzy czynniki. Po pierwsze, Łukasz jest bardzo przystojnym facetem. Po drugie, na zdjęciach jest całkiem nagi – nie zasłania się, nie ma zaciemnień czy innych bajerów w „strategicznych” miejscach. Po trzecie, i według nas najważniejsze, Łukasz nie jest anonimowym modelem, jakich pełno można znaleźć w sieci – jest facetem, którego Czytelnicy i Czytelniczki „Repliki” mieli okazję poznać, czytając wywiad, nie jest tylko pięknym ciałem i nie jest „gdzieś tam”, na Zachodzie, gdzie „wszystko wolno” – jest stąd, z Krakowa. Jest nasz.

W trakcie promocji zadawaliśmy sobie też pytanie, czy możliwy byłby „analogiczny” kalendarz przeznaczony dla dziewczyn les i bi, a więc kalendarz z atrakcyjną nagą lesbijką. Rozmawialiśmy z kilkoma fotografkami, które były zaskakująco zgodne. Mówiły: Taki kalendarz za bardzo kojarzyłby się z tzw. kalendarzem z gołymi babami, nad którym ślinią się obleśni faceci. Kobiety nieheteronormatywne by tego nie chciały. Jednak gdybyśmy spotkali fotografkę chętną do zrobienia zdjęć oraz modelkę, a jeszcze lepiej modelki chętne do pozowania, bylibyśmy gotowi stworzyć podobny kalendarz – zarówno wtedy, jak i teraz, gdy minął rok i wydajemy drugi męski kalendarz. Dziewczyny chętne do współpracy zapraszamy do kontaktu.

Dzięki sukcesowi kalendarza z Łukaszem Sabatem zdobyliśmy środki, by zwiększyć nakład „Repliki”. Nasz magazyn zwiększył też objętość z 48 do 64 stron, możemy zmieścić więcej tekstów bez podnoszenia ceny prenumeraty.

W tej sytuacji oczywistym stało się, że należy poważnie zastanowić się nad kalendarzem na kolejny rok.

Paweł Spychalski wchodzi do gry

Łukasz zapoznał nas z fotografem Pawłem Spychalskim, którego talent i pasja fotografowania piękna męskiego ciała są niezaprzeczalne, wystarczy zerknąć na jego profil na Instagramie: @gay_art_photography. Paweł robi zdjęcia na zamówienie, ale przede wszystkim – dla przyjemności. Publikował w wielu europejskich magazynach LGBTI. Co ważne, ma nie tylko wrażliwość artystyczną, ale również aktywistyczną – gdy w maju umówiliśmy się z nim na pierwsze spotkanie, by wysondować, co jest możliwe, zapowiedział od razu, że gotów byłby zrobić wszystkie zdjęcia za darmo. Taka deklaracja czyniła kalendarz na 2020 r. o wiele bardziej realnym.

Paweł dotrzymał słowa, by, jak podkreśla, dać coś od siebie dla naszej społeczności. Od czerwca do października odbyliśmy w sumie 14 sesji fotograficznych, były to dziesiątki godzin pracy.

Pamiętając o trzech czynnikach, które wpłynęły na sukces pierwszego kalendarza, ale także wiedząc, że nowy kalendarz nie może być jego prostym powieleniem, przedstawiliśmy Pawłowi naszą koncepcję: w kalendarzu 2020 powinien znaleźć się nie jeden, a dwunastu przystojnych nieheteroseksualnych mężczyzn, powinna być pełna nagość, a modele nie powinni być anonimowi – chcieliśmy, by występowali pod swymi imionami i nazwiskami. Do tego powinni być związani z naszym krajem, a najlepiej również z samą „Repliką”. Pierwsza reakcja Pawła? Świetny pomysł, ale nie do zrealizowania w Polsce w 2019 r. Nie znajdziemy dwunastu Polaków niehetero, którzy zgodzą się pozować nago. Ale zgodziliśmy się, że spróbujemy. Ustaliliśmy, że będzie OK, jeśli znajdziemy choćby tylko trzech chętnych – zrobilibyśmy w takim wypadku po cztery zdjęcia każdemu z nich. Łukasz Sabat zgodził się wystąpić w nowym kalendarzu, a więc jednego modela już mieliśmy. Dobry początek! Zaczęliśmy szukać dwóch kolejnych.

Sesja Łukasza odbyła się 7 czerwca br. Łukasz kocha aparat, a aparat kocha jego. Powstało całe mnóstwo pięknych zdjęć. Można by z powodzeniem skompilować z nich cały kalendarz! Póki co tkwią na twardych dyskach, do kalendarza weszło jedno. Tamtego dnia był 30-stopniowy upał – niemniej Paweł, wśród wielu innych koncepcji, wymyślił stylizację z przezroczystym płaszczem przeciwdeszczowym, parasolem i kaloszami. Łukasz wbił się w ten niczego niezasłaniający strój i dzielnie pozował w ukropie. Gdy przejrzeliśmy zdjęcia po 3-godzinnej sesji, właśnie ten pomysł okazał się najlepszy. Zdjęcie jest superseksowne, bezpruderyjne, a jednocześnie dowcipne. Idealny facet na deszczowy listopad.

Pióra w tyłku Gąsia

Kilka dni później udział w kalendarzu zaproponowaliśmy Gąsiowi, czyli Maciejowi Gośniowskiemu, tancerzowi, queerowemu performerowi, aktorowi, który udzielił wywiadu „Replice” ponad 2 lata temu (nr 67, maj/czerwiec 2017). Wiedząc, że Gąsiu jest nieustraszony i lubi śmiałe projekty, podsunęliśmy mu koncepcję, która jest koszmarem homofoba: pozowanie nago z piórami w tyłku. Serdecznie dosyć mamy tej obiegowej opinii, którą powtarza jak papugi wielu homofobów, w tym również autohomofobów w naszej społeczności, mianowicie: Nie chodzę na Parady, bo nie lubię półgołych przebierańców z piórami w dupie. Jakoś nigdy na żadnej Paradzie piór w tyłku nie widzieliśmy… Skoro jednak oni te pióra w swej wyobraźni widzą, to może by im je w końcu pokazać? Gąsiu miał zostać naszym modelem na czerwiec, Pride Month. Wysłuchał spokojnie i swym charakterystycznym niskim głosem powiedział tylko: Świetny pomysł, trzeba tylko pomyśleć, jak te pióra włożyć. Pomyśleliśmy, popróbowaliśmy, włożyliśmy – Gąsiu był anielsko cierpliwy podczas sesji. Dodajmy jeszcze, że na fotce nie jest „półgoły”, tylko właściwie całkiem goły – ma na sobie jedynie makijaż oraz szpilki i tęczowe skarpetki. Patrzy prosto w obiektyw i jest wściekle atrakcyjny – koszmar homofoba w pełnej krasie! Pióra i szpilki dla Gąsia mieliśmy dzięki scenografowi Maciejowi Chojnackiemu, który zaoferował nam pomoc przy dalszych sesjach. Niestety, zmarł nagle kilka tygodni później. Jeśli widzi nasz kalendarz, na pewno uśmiecha się na widok piór Gąsia.

W tak zwanym międzyczasie zdobyliśmy zgody czterech innych modeli, którzy mieli już na koncie współpracę z Pawłem Spychalskim. Wojtek Gierszewski, kulturysta i fryzjer (wywiad w „R” nr 80, lipiec/sierpień 2019) na naszym zdjęciu nago wychodzi z szafy. Adrian Sapała, na co dzień pracujący w banku, pozuje na łące i… ze slingiem – to pomysł Pawła, a zarazem nasz akcent fetyszowy, ukłon w stronę środowisk, które borykają się ze stereotypami nawet wewnątrz społeczności LGBTI. Damian Antczak i jego mąż Leon Reinier van Nispen (pierwszy jest lekarzem, drugi – menadżerem jego gabinetu; mieszkają w Gdyni, obaj gościli na łamach numeru 80 „R”) fantastycznie pozowali nago na plaży. Powstały bardzo atrakcyjne zdjęcia, ale potem chłopaki wpadli na pomysł, że mogliby zagrać z motywem często eksploatowanym na zdjęciach dla mężczyzn hetero, na których piękne rozebrane dziewczyny myją samochody należące do facetów. Damian i Leon umyli więc nago własny samochód pod czujnym okiem obiektywu Pawła.

Jacek Poniedziałek i Michał Piróg mówią „tak”

Zachęceni tym, że mamy już sześciu modeli, postanowiliśmy zwrócić się do dwóch bardzo przystojnych i bardzo znanych gejów, których przedstawiać nie trzeba: Jacka Poniedziałka Michała Piróga. Na 99% odmówią, myśleliśmy, ale przecież nie zaszkodzi zapytać, prawda? Jacek udzielił wywiadu „Replice” tuż po swym coming oucie w 2005 r. (nr 1, styczeń/luty 2006). Wysłaliśmy do Jacka długi e-mail. Wyjaśniliśmy ideę kalendarza: że nie chodzi nam tylko o atrakcyjne ciała, ale też, a może przede wszystkim, o to, byśmy nie dali się zaszczuć, byśmy w czasie zmasowanej kampanii nienawiści ze strony polityków i fundamentalistów Kościoła katolickiego pokazali, że nie wstydzimy się tego, kim jesteśmy – stąd zresztą tytuł kalendarza: „Nie wstydź się”. Tym kalendarzem chcemy pokazać wszystkim, że tęczowa flaga to nie jest flaga biała. Nie poddamy się!

Jacek powiedział „OK”, proponując spotkanie w celu omówienia szczegółów.

Michał Piróg, z którym wywiad opublikowaliśmy po jego coming oucie („R” nr 12, marzec/ kwiecień 2008), odpisał na naszą wiadomość krótko: Tylko pytanie, kiedy? Gdy okazało się, że możemy zgrać się z napiętym grafikiem Michała, odparł znów krótko: OK, wchodzę w to. Zarówno sesja Jacka, jak i Michała trwały mniej niż godzinę. Profesjonalizm, dowcip, bezproblemowość – praca z nimi była czystą przyjemnością.

Jeśli chodzi o Jacka, to pierwotny pomysł zakładał, że będzie miał na sobie skarpety i rozpiętą białą koszulę. W trakcie sesji Jacek koszulę jednak zdjął – z bardzo dobrym efektem. Zaś co do Michała, to Paweł od początku miał koncepcję, by ubrać go w tutu (tiulową spódniczkę noszoną przez baletnice), które strategicznie „samo” się wywinie. Michał przystał na to nie tylko bez zastrzeżeń, ale nawet z uśmiechem. Poczucie humoru to nieodzowna cecha seksownego mężczyzny.

Radek Pestka hejterom się nie kłania

Zgody Jacka i Michała dodały nam skrzydeł – złożyliśmy propozycje kilku potencjalnym modelom i… niemal wszyscy powiedzieli „tak”. Gdy podliczyliśmy, okazało się, że mamy… aż czternaście zaplanowanych sesji. W ten sposób nasz projekt stał się wyjątkowy nie tylko dlatego, że wcześniej nie było w Polsce kalendarza z nieanonimowymi nagimi mężczyznami, ale również dlatego, że mamy nie 12, a 14 zdjęć (lipiec i sierpień mają po dwie karty – tęczowe wakacje są „dłuższe”!).

Radek Pestka Romek Gelo, para profesjonalnych modeli, którzy udzielili nam wywiadu w zeszłym roku („R” nr 76, listopad/ grudzień 2018), poprosili o kilka tygodni do namysłu. Nago nie pozowali nigdy wcześniej i szczerze mówili, że może być to dla nich wyzwaniem. Szczególnie dla Radka, zwycięzcy z programu „Top Model”, którego kilka lat temu spotkała fala hejtu po tym, jak do sieci wyciekła jego prywatna naga fotka. Gdy chłopaki powiedzieli „tak”, szybko zorganizowaliśmy sesję. Zdjęcia były gotowe w pół godziny! Radek i Romek to najmłodsi mężczyźni w naszym kalendarzu. Tym razem naga fotka Radka idzie w świat za jego zgodą, na jego własnych warunkach – zdjęcie jest dowodem na to, że przed hejtem się nie ugiął.

Jako zakochana para, Radek i Romek patronują lutemu – miesiącowi Walentynek.

Nago na bulwarach nad Wisłą

Tymon Radwański udzielił nam wywiadu cztery lata temu w 2015 r. („R” 56, lipiec/sierpień 2015). Był wtedy i pozostaje do dziś jednym z niewielu mężczyzn w Polsce, którzy o swej biseksualności opowiedzieli publicznie. Już na spotkaniu, na którym omawialiśmy koncepcję zdjęcia, zobaczyliśmy u Tymona charakterystyczny błysk w oczach – temu facetowi można było zaproponować śmiałą sesję. Tymon bez problemu zgodził się na zdjęcie w plenerze. Wybraliśmy bulwary nad Wisłą, ale o 6 rano, by uniknąć przechodniów, spacerowiczów, joggerów i rowerzystów. Na miejscu okazało się jednak, że nawet o 6 rano na bulwarach nie jest zupełnie pusto. Myśleliśmy, że z sesji nici – tymczasem Tymon bez wahania rozebrał się i pozował tak, jakby robił to całe życie.

Kaleem Uddin to emigrant z Indii, gej i muzułmanin, który od trzech lat mieszka w Polsce. Jest w związku z Polakiem. Pracuje w gejowskiej saunie Heaven w Warszawie (wywiad z Kaleemem – w numerze 79 „R”, maj/ czerwiec 2019). Kaleem chętnie zgodził się na sesję, ale gdy zjawił się w studio, przyznał, że trochę się stresuje. Paweł, który pracował z dziesiątkami nagich modeli, stworzył taką atmosferę, że gdy sesja dobiegła końca, Kaleem żałował, że była tak krótka!

Podobnie Mateusz Wika, który w naszym wywiadzie („R” nr 81, wrzesień/październik 2019) opowiedział, jak to jest być głuchym wśród gejów i gejem wśród głuchych. Mati co prawda był pewny, że chce wziąć udział w naszym kalendarzu, ale na sesję przyszedł z miną dość niepewną. Po jakiejś godzinie, gdy mieliśmy wiele pięknych zdjęć, Paweł zauważył, że nasz model czuje się już zupełnie komfortowo – wtedy zaproponował odważny „numer z mlekiem”, na który Mati przystał z ochotą. Efekt przeszedł wszelkie nasze oczekiwania. Wyszło cudowne, zadziornie erotyczne zdjęcie. Musicie je zobaczyć!

Pocałunek ukochanego czyni cuda

Arek Kluk reprezentuje świat aktywizmu LGBTI – to były prezes Grupy Stonewall (2015-2019), dzięki której Poznań uzyskał ksywkę „tęczowej stolicy Polski”, a obecnie menadżer gejowskiego baru Lokum (wywiad z Arkiem w „R” nr 79, maj/czerwiec 2019). Zadzwoniliśmy do Arka: Mamy do ciebie nietypową prośbę, a on od razu: Co, przesłać wam moje nagie fotki ha ha ha? Po chwili Arek śmiał się jeszcze bardziej, gdy okazało się, że trafi ł z żartem w sedno. Poprosił o kilka dni do namysłu. Gdy zadzwoniliśmy ponownie, usłyszeliśmy: Oczywiście, że się zgadzam. Tak tylko was przetrzymałem kilka dni! Oto cały Arek – non-stop żartujący, non-stop uśmiechnięty, z zaraźliwą energią i nieodpartym seksapilem. Na sesję przyjechał ze swoim partnerem Jackiem (dziś świeżo upieczonym lekarzem). Z nagością nie mam problemu, przeszedłem „trening” na plażach naturystycznych – oznajmił, a za chwilę to udowodnił. Przystawał z chęcią na wszelkie pomysły póz wymyślanych przez Pawła. Natomiast triumfalny uśmiech, który widzicie na wybranym przez nas zdjęciu, to uśmiech tuż po tym, jak Arek dostał soczystego buziaka od Jacka. Megafon, który Arek trzyma w ręce, to jego własny pomysł: Nie możemy dać się uciszyć. Musimy głośno manifestować, kim jesteśmy i czego chcemy. Ten megafon to symbol naszego donośnego głosu. Pomysł na nagi kalendarz podobał mi się również dlatego, że nie możemy dać się złamać w tych gorszych czasach. Nagonka na LGBT weszła na nowy, nieznany wcześniej poziom, ale my dalej będziemy cieszyć się życiem i będziemy cieszyć się naszą seksualnością – tak samo jak dotychczas, a może nawet bardziej!

25-letni Matt Freeman na sesję przyleciał do Warszawy specjalnie z Londynu, gdzie od kilku lat mieszka. W naszym wywiadzie opublikowanym w tym roku („R” nr 80, lipiec/ sierpień 2019) Matt opowiedział m.in. o tym, że od 2 lat żyje z HIV i że po początkowym załamaniu stanął na nogi, a dziś dzięki HIV czuje się nawet silniejszy i dojrzalszy. Pomysł na Matta był zupełnie inny niż finalne zdjęcie, które widzicie w kalendarzu. Paweł wymarzył sobie szalonego „Candy Boya” – w kolorowych butach, z kolorową czapeczką i kolorowymi gwiazdkami naklejonymi na ciało. I takie zdjęcia powstały i są fantastyczne. Tyle, że na sam koniec sesji, gdy Matt odkleił już gwiazdki, zdjął buty, czapeczkę i miał zamiar się ubrać, Paweł wpadł na pomysł z wielką niebieską płachtą materiału, którą znaleźliśmy wśród zasobów wynajętego studia. Gdy następnego dnia przeglądaliśmy zdjęcia, zgodnie uznaliśmy, że właśnie te „bonusowe” z płachtą są najlepsze! „Candy Boy” będzie więc musiał poczekać na publikację.

Ostatnim „zwerbowanym” przez nas modelem był Michał Bulik, menadżer warszawskiej sauny gejowskiej The Fire. Umówiliśmy się z Michałem na omawianie wernisażu promującego kalendarz w jego saunie, Michał zażartował, że też mógłby zapozować. I tak od słowa do słowa… Sesja odbyła się oczywiście w jego saunie, z udziałem dwóch przyjaciół „statystujących” (również nago) na drugim planie.

Spójrzcie im prosto w oczy

Dziś pisze się nam o tych wszystkich czternastu sesjach łatwo, każda z nich była zresztą świetną przygodą, ale pamiętamy również, ile pracy trzeba było w nie włożyć – od omówienia koncepcji z modelem, poprzez kwestie organizacyjne i same zdjęcia, aż po wybór najlepszego już po sesji. Stąd nasze ogromne podziękowania dla Pawła Spychalskiego. Bez jego talentu, zaangażowania i pasji tego kalendarza by po prostu nie było.

Paweł podkreśla, że z artystycznego punktu widzenia kalendarz nie jest jego autorskim dziełem, tylko wypadkową między jego wizją a naszą. Nieraz te wizje się ścierały, bywały drobne scysje, bywały awantury i bywały ciche dni. Nie jeden, ale całe mnóstwo diabłów tkwi w szczegółach. Czy modela X będziemy namawiać do tego, by pokazał się z przodu czy z tyłu? (Staraliśmy się zachować w tej kwestii balans) Czy modela Y będziemy zachęcać do zdjęć w plenerze czy w studio? Czy Michał Piróg lepiej wygląda w butach czy bez? Czy Arek ma być całkiem nago, czy może mieć skarpetki? Adrian – na łące w słońcu czy w cieniu? Damian i Leon – lepiej, gdy uśmiechają się do siebie, czy gdy się całują? Czy Gąsiu powinien mieć czarne szpilki czy różowe i ile róż powinno być wokół niego? Romek – spojrzenie romantyczne czy „zimny drań”? Matt z lizakiem w ustach? W czapeczce z napisem „Bitch” czy może to już za dużo? Kaleem – na czerwonym materiale czy na niebieskim? Takie i inne dyskusje potrafiły trwać godzinami.

Chcielibyśmy podkreślić, że wszyscy, absolutni wszyscy modele byli cudowni, a sesje z nimi były jedną wielką przyjemnością. Kochani, bardzo, bardzo wam dziękujemy! Do tego, last but not least, wszyscy modele pozowali za darmo.

Pisaliśmy o naszej wizji i wizji Pawła – a przecież do tego dochodziła jeszcze wizja modela. Wynajęty profesjonalny model jest niejako „tworzywem” w obiektywie fotografa – w przypadku naszego kalendarza było inaczej. Modele nie byli „wynajęci” i poza nielicznymi wyjątkami nie byli profesjonalistami (choć wszyscy zachowywali się super profesjonalnie!), ale za to reprezentują sobą dużo więcej niż tylko atrakcyjne ciała. Mają różne zawody, różne ścieżki życia, różne osobowości, pochodzą z różnych środowisk, są w różnym wieku. Zawsze braliśmy sugestie modeli pod uwagę – ten kalendarz to również ich dzieło. Łączy ich zaś nie tylko to, że są mężczyznami, którzy zakochują się w mężczyznach, ale także to, co dla nas w „Replice” jest szczególnie istotne: że się tego nie wstydzą i że się nie obawiają mówić o tym publicznie, walcząc o nasze wspólne prawo do równości. Nie bylibyśmy zainteresowani publikowaniem kalendarza, który przedstawiałby tylko atrakcyjne ciała, choćby nie wiadomo, jak piękne one miały być. Zależało nam na kalendarzu, którego bohaterowie będą inspirować całą naszą społeczność do tego, by być sobą, walczyć o swoje i nie dać się zaszczuć homofobom.

Spójrzcie tym nagim mężczyznom prosto w oczy – nie zobaczycie w nich ani strachu, ani wstydu. Mamy nadzieję, że przez cały 2020 rok będą was inspirować do tego, by się nie bać i nie wstydzić. A jeśli oprócz tego patrzenie na nich sprawi wam przyjemność, to tym lepiej. (Redakcja)

 

Tekst z nr 82/11-12 2019.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.

Być nago jest bosko

KUBA DARLING (Jakub Gajewski) – inżynier z Radomia, który buduje mosty w Londynie. Instagramer z 85 tysiącami followersów. Bohater naszego nagiego kalendarza „Afiszujemy się” (wersja różowa – z mężczyznami). Rozmowa Mariusza Kurca

 

Foto: FotoMan/Łukasz Jurewicz

 

Do naszego kalendarza pozowałeś zupełnie nago pod przęsłami jednego z mostów w Warszawie. Jakie masz wrażenia z tamtej sesji?

Bardzo mi się podobało. (uśmiech) Odkąd pamiętam, uwielbiam pozować – szczególnie w plenerze, również nago. W czasach licealnych paru znajomych interesowało się fotografią, ale dano mi do zrozumienia, że byłem nudny jako potencjalny model. (śmiech)

Pierwszą profesjonalną sesję miałeś…

…po pierwszym roku studiów, czyli 9 lat temu. Autorem był znajomy – student fotografii. Kilka lat później wszystko nabrało tempa, głównie dzięki Instagramowi (Kuba ma prawie 85 tys. followersów). Pojawiły się też nagie sesje.

To było jakieś przekroczenie dla ciebie?

Nie. Przed kamerą nie czuję żadnego skrępowania. Lubię nagość – czy u siebie w domu, czy np. na plaży. Niektórym się wydaje, że ludzie chodzą na plaże naturystyczne, by „podglądać” innych. Co do mnie, i myślę, że też wielu innych amatorów nudyzmu, chodzi o poczucie swobody i wolności. Moje opory wiążą się tylko z tym, co zostanie opublikowane, co zobaczy moja rodzina czy znajomi z pracy. Na szczęście, podejście do nagości i innych tematów tabu szybko się zmienia – i sam staram się do tej zmiany przyczynić. Np. raz wrzuciłem zdjęcie w harnessie i musiałem mamie wytłumaczyć, co to jest, bo zapytała. (uśmiech)

Na początku zapowiedziałeś, że do naszego kalendarza nie będzie full frontalu, nie naciskaliśmy. Ostatecznie jednak zapozowałeś full frontal.

(uśmiech) Wiedziałem, że to tylko kwestia czasu. Kalendarz był dobrą okazją, żeby się przełamać.

To twój pierwszy full frontal?

Który gdzieś się ukazuje? Tak.

Masz pięknie wyrzeźbione ciało. Jak je utrzymujesz w takiej formie?

Na siłownię chodzę 5-6 razy w tygodniu. Nigdy nie trzymałem się żadnej diety, ale mam zdrowe nawyki – sam gotuję, nie jadam fast foodów. Fish & chips – brytyjski fast food – zjadłem chyba dwa razy w życiu.

Wiesz, że zależy nam, by w kalendarzu pokazać nie tylko piękne ciała, ale też osoby, które „za” tymi ciałami się kryją.

Dla mnie to też bardzo ważne. Ciało nawet piękne jest mniej fascynujące, gdy jest anonimowe. Na moim koncie na Instagramie nie tylko wrzucam fotki i cieszę się lajkami. Angażuję się w dyskusje, rozmawiam z ludźmi, czasami wstawiam nagrania ze swoimi obserwacjami i poglądami. Dlatego też bardzo mi miło, że jestem w kalendarzu w takim świetnym towarzystwie.

Ale pozowanie do zdjęć to tylko twoje hobby. Zawodowo zajmujesz się czymś zupełnie innym. Most na twoim zdjęciu jest nieprzypadkowy. Jesteś inżynierem, budujesz w Londynie mosty.

Tak jest. W szkole lubiłem matematykę i po maturze wybór dla mnie był: inżynieria czy szkoła biznesu? Wybrałem to pierwsze, wysłałem aplikacje na kilka uczelni. Wylądowałem na inżynierii strukturalnej z architekturą na uniwersytecie w Edynburgu. Podobało mi się, że na moim kierunku potrzebny jest nie tylko kalkulator do liczenia, ale też trochę kreatywności, znajomości historii.

Studia w Edynburgu? Mówisz tak, jakby bardzo łatwo się było tam dostać.

Dla chcącego nic trudnego. (uśmiech) Ale nie jestem pewny, czy dobrze wybrałem kierunek. Ja lubię kontakt z ludźmi, a jak projektuję, to siedzę godzinami przy biurku sam. Czasem tylko trzeba pojechać na miejsce budowy. Zobaczymy, najwyżej się przekwalifikuję. Po studiach cztery lata pracowałem w biurze projektowym w Edynburgu, a teraz, od ponad roku, jestem w Londynie, choć firma ta sama, duża korporacja.

Trudno było ci się odnaleźć w nowym kraju?

Przed przyjazdem na studia nigdy nie byłem w Wielkiej Brytanii, nikogo tu nie znalem, na początku szkocki akcent był trudny do zrozumienia. Ale szybko się przystosowałem. Nowi ludzie, nowe miejsca nie stanowią dla mnie problemu.

Coming outy?

Z Polski wyjechałem, jak wspomniałem, w wieku 19 lat – zanim powiedziałem komukolwiek, że jestem gejem.

Ale w wieku 19 lat wiedziałeś, że jesteś gejem, prawda?

(Kuba przecząco kiwa głową)

Nie no, żartujesz.

Jak wielu gejów, wmawiałem sobie, że jestem biseksualny. Czułem pociąg do mężczyzn już chyba w wieku 12 lat. Pamiętam, ze zbierałem wkładki reklamowe z męską bielizną. (śmiech) W liceum zakochałem się w dziewczynie – kiedy później zaakceptowałem, że jestem gejem i się przed nią wyoutowalem, powiedziała: „Patrz, a mogliśmy przez trzy lata razem obczajać chłopaków!”.

W Edynburgu zacząłem jakby nowe życie i jestem dowodem na to, jak Pride jest ważny – jak ważna jest reprezentacja, widoczność ludzi LGBT. Gdybym, dorastając w tym moim Radomiu, zobaczył, tak jak zobaczyłem w Edynburgu, że inni ludzie LGBT po prostu są wokół nas, wszędzie, to z pewnością zaakceptowałbym siebie wcześniej. Kiwasz głową, też to wiesz – i w ogóle wszyscy to wiemy, jak już przez to przejdziemy – ale wciąż trzeba to tłumaczyć młodym, którzy przeżywają katusze, gdy odkrywają swą nieheteroseksualność. Jeśli moje zdjęcie z kalendarza komuś się spodoba, to super, ale młodym ludziom LGBT patrzącym na nie, a pochodzącym z takich miast jak Radom, chciałbym powiedzieć też coś więcej – wiem, co czujecie, byłem na waszym miejscu, a teraz chcę dodać wam odwagi, żebyście mogli być sobą. Ja mojej rodzinie wciąż muszę tłumaczyć, że Pride to nie tylko faceci w skórach na Paradzie w Berlinie. Więcej, pamiętam, że sam kiedyś powtarzałem – po moim tacie, byłym ministrancie – te głupoty w stylu: „Po co te Parady?”, „Po co się obnosić?”. Nie wstydzę się, że tak myślałem, taka była moja droga – to pokazuje, jak jesteśmy indoktrynowani.

Cały proces samoakceptacji po przylocie do Edynburga zajął mi mniej więcej rok.

Ekspresowe tempo, biorąc pod uwagę, że wcześniej byłeś w totalnej szafie.

Znalazłem portal randkowy match.com i ustawiłem się na pierwszą randkę – z chłopakiem z Paryża.

Paryż? Masz rozmach.

Jak się później dowiedziałem, match.com jest raczej dla ludzi hetero, więc perspektywy miałem tam dość ograniczone. (śmiech) Spotkałem się z nim pod katedrą Notre-Dame i po 2 minutach rozmowy wiedziałem, że to nie to. Look, it’s not gonna work – powiedziałem, rozeszliśmy się – i spędziłem cudowny tydzień, zwiedzając Paryż. Kilka dni po powrocie pojechałem na tydzień do Londynu i tam już sobie ustawiłem kilka randek. Jedna z nich wypaliła – to był mój pierwszy raz. Potem wszystko poszło jeszcze szybciej. Przez jakiś czas jeździłem na wiele Parad w jednym roku. Poczułem, jakie to jest niesamowite uczucie, pójść na Paradę i wykrzyczeć całemu światu: „Here I am! This is me!”. Mam wrażenie, że ludzie hetero nie zrozumieją, co to dla nas znaczy.

Trzy lata po pierwszej randce byłem już zamężny.

 O, cholera.

Na trzecim roku studiów pojechałem na dwa semestry do Singapuru. Niemal zaraz po przylocie umówiłem się z jednym chłopakiem – i to był Paul, w którym się zakochałem.

Singapurczyk?

Singapurczyk.

Singapur to bardzo bogaty i bardzo konserwatywny kraj, prawda? Seks gejowski jest nielegalny.

Zgadza się. Nikt realnie nie siedzi w więzieniu za seks gejowski, to w sumie martwy przepis. Co nie zmienia faktu, że w XXI wieku nie powinno być miejsca na takie przepisy. Co do konserwatyzmu, masz rację. Zadziwiające, że w Singapurze pokojowo współistnieją ludzie różnego pochodzenia etnicznego i różnych religii (buddyści, muzułmanie i chrześcijanie – ci ostatni są najgłośniejsi), ale obyczajowo, dominuje „tradycjonalizm”.

Skoro mówisz „zamężny”, zgaduję, że ściągnąłeś Paula do Wielkiej Brytanii. Tak. Jeśli pierwsze randki miałeś w wieku 20 lat, ślub brałeś 3 lata później, czyli w wieku 23 lat, a teraz masz 29 – to ten ślub był w 2014. Czyli to nie było jeszcze małżeństwo, tylko związek partnerski. Bo związki są w Wielkiej Brytanii od 2004, a małżeństwa jednopłciowe – od stycznia 2015.

Proszę, jak ty dobrze liczysz. Tak, zawarliśmy związek partnerski 23 grudnia 2014 – dzień przed Wigilią. Byliśmy obaj bardzo zakochani – ja po raz pierwszy w życiu.

Od jakiegoś czasu ujawniasz też żyłkę aktywistyczną.

Nie może być inaczej. Świat byłby lepszy, gdyby pewne tematy nie były tabu i ja chcę dokładać swoją cegiełkę do tego, by te tabu obalać. Nie chodzi mi tylko o homoseksualność czy o nagość. Również o sprawy związane ze zdrowiem psychicznym, o fetysze seksualne albo chociażby poronienia i wiele innych spraw kobiecych.

W sferach tabu zaczynamy bezwiednie operować eufemizmami. Przykład? Na gejowskich aplikacjach randkowych w Wielkiej Brytanii pojawia się w rozmowach pytanie: „R U clean?” – chodzi o to, czy nie masz żadnych chorób przenoszonych drogą płciową. Tylko że to jest bardzo stygmatyzujące, bo oznacza, że ci, którzy mają jakieś choroby, nie są „clean”, są „brudni”, a dalsze konotacje wiodą do grzechu, nieczystości – czyli moralnego zła. I wiele osób zadaje takie pytanie bezwiednie, nie zdając sobie sprawy ze stereotypów i naznaczeń, które to słowo za sobą pociąga. Sam takie pytanie zadawałem dopóki mi ktoś nie wytłumaczył, co za tym stoi.

Podobnych przykładów jest mnóstwo. U nas wciąż często mówi się i pisze o „skłonnościach” homoseksualnych, zamiast o orientacji. Słyszał ktoś o „skłonnościach heteroseksualnych”?

I nie tylko Polska ma problem z używaniem tego sformułowania. Staram się robić więcej nie tylko jako tak zwany armchair activist w mediach społecznościowych. W Wielkiej Brytanii popularne jest zbieranie funduszy na organizacje charytatywne przez dokonanie jakiegoś, że tak powiem, „wyczynu”. Ja na przykład przeszedłem 120 km przez Patagonię w Argentynie i Chile – uzbierałem kilkaset funtów na organizację Stonewall UK. Promowałem też projekt znajomego w Niemczech, który stworzył „Europejską flagę równości”. Dochód ze sprzedaży tych flag poszedł na walkę o prawa LGBT w Europie Wschodniej. Na przykład na Marsz Równości w Poznaniu.

Jesteś w ogóle zapalonym podróżnikiem, co też widać na twoim Instagramie.

Na podróże idą praktycznie całe moje oszczędności. (śmiech) Zwiedziłem ponad 40 krajów.

Trzy najbliższe cele?

Mongolia, Boliwia i… Grecja, w której o dziwo nigdy nie byłem.

Kuba, a jak wyoutowałeś się rodzicom?

Mama już coś podejrzewała. Przyjechałem w odwiedziny i powiedziałem, że zaprosiłem znajomych z Singapuru i że razem wybieramy się na narty do Zakopanego. „Znajomych? Ile osób?”. „Jedną”. „Chłopak czy dziewczyna?”, „Chłopak”. „Ten Paul?” (o którym już dużo opowiadałem). „Tak”. W tym momencie mama zaczęła pochlipywać i w sumie na tym rozmowa się skończyła. Kilka tygodni później siedziałem z Paulem u mojej siostry w Krakowie, było tuż przed świętami i mama zadzwoniła zapytać, czy przyjadę na święta. „Jestem tu z Paulem” – powiedziałem. W ten sposób mama zrozumiała, że musi zaprosić też Paula, bo sam nie przyjadę. I zaprosiła. Ale nie było idealnie – poszliśmy na kolację, ale tata specjalnie wtedy wyszedł z domu – i do tej pory Paula nie poznał. Przez jakiś czas nie odzywałem się do taty, teraz trochę zaczynam, coś tłumaczę, ale idzie opornie.

A jeszcze dodam, że mam brata, który też jest gejem.

O! Starszy czy młodszy?

Trzy lata starszy.

Jak się wyoutowaliście przed sobą?

(chwila ciszy) Właściwie to nie pamiętam dokładnie.

Co?

Zaraz… O moim bracie chodziły plotki już w liceum. O mnie zresztą też. Więc nasze wyoutowanie przed sobą nie było jakimś wielkim wydarzeniem. Nie przypomnę sobie szczegółów, to już było dobrych kilka lat temu.

Czyli to musiało nie mieć wielkiego znaczenia dla ciebie. Założę się, że wasza mama oba coming outy pamięta.

Pewnie pamięta, jakby to było wczoraj.

To na koniec jeszcze zapytam, skąd twój nick w mediach społecznościowych – Kuba Darling?

Jako student pracowałem w kawiarni, gdzie dwie kucharki zawsze zwracały się do mnie „Kuba, darling…”, tak po matczynemu. „Kuba, darling, can you chop some onions?”, „Kuba, darling, can you pass the pan?”, „Kuba, darling…”, „Kuba, darling…”. I tak zostało.  

 

Tekst z nr 88/11-12 2020.

Digitalizacja archiwum Replikidzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.