Jak to się robi w Poznaniu?

Czyli o tym, jak Grupa Stonewall w ciągu kilku miesięcy odmieniła poznańską społeczność LGBTQ+ i sprawiła, że w Marszu Równości wziął udział prezydent Jacek Jaśkowiak

 

Fot.: archiwum Grupy Stonewall

 

Tekst: Przemysław Górecki

Osoby homoseksualne powinny mieć prawo legalizowania swoich związków, tak jak dzieje się to w nowoczesnych, zachodnich państwach. Jestem zwolennikiem wprowadzenia w Polsce związków partnerskich. Zależy mi, by Poznań był miastem otwartym, tolerancyjnym. I by ten przekaz poszedł w świat – powiedział prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak tuż przed tym, jak 26 września br. wziął udział w poznańskim Marszu Równości. Była to historyczna chwila – nigdy wcześniej żaden prezydent nie uczestniczył w Marszu w rządzonym przez siebie mieście. Gest Jaśkowiaka miał też znaczenie symboliczne dla polskiego ruchu LGBTQ+. Dokładnie 10 lat wcześniej poznański Marsz został spacyfikowany przez policję. Ponad 60 osób zatrzymano; siły porządkowe nie reagowały na przeciwników skandujących „pedały do gazu”.

W ostatnich latach poznański Marsz nie miał dużej frekwencji ani medialnego rozgłosu. Rozwojowi nie sprzyjał też niefortunny termin – w połowie listopada trudniej ludzi wyciągnąć z domów. Gdy już wydawało się, że Marsz jest skazany na odejście w niebyt, zyskał on nową energię. Reaktywacja przerosła oczekiwania: w tegorocznym Marszu ulicami miasta przeszło ok. 1000 osób – więcej niż kiedykolwiek przedtem. Było wesoło, energetycznie i politycznie, bo przecież impreza ma na celu zwrócenie uwagi na nasze, wciąż niezrealizowane, postulaty.

O dwóch takich

Historia reaktywacji Marszu (i zmiany jego terminu na wrześniowy) to opowieść wbrew narzekaczom, wbrew mniemaniu, że „to nie wyjdzie”, wbrew przekonaniu sporej części tęczowego środowiska, że być działaczem to obciach. Poznański ruch LGBTQ+ potrzebował „świeżej krwi”, która pojawiła się w osobach Arkadiusza Kluka i Pawła Skrodzkiego, pary na życie i na działanie. 35-letni Skrodzki jest radcą prawnym; 24-letni Kluk, ma za sobą m.in. sześć lat harcerstwa, studia (gospodarka przestrzenna na UAM), pracę w Multikinie oraz działalność polityczną, którą zaczął jeszcze w liceum w młodzieżówce PO. W tym roku kandydował z list Zjednoczonej Lewicy.

Pawłowi i Arkowi udało się „zarazić” energią kilkadziesiąt osób, które w trzy miesiące zorganizowały Marsz Równości oraz 24 wydarzenia towarzyszące podczas Poznań Pride Week – m.in. warsztat o homofobii, kurs salsy dla par jednopłciowych, debatę o rodzicielstwie osób homoseksualnych czy sześć pokazów filmowych z dyskusją zorganizowanych we współpracy z Tongariro, dystrybutorem kina LGBTQ+. W honorowym komitecie poparcia Marszu znaleźli się m.in. prof. Małgorzata Fuszara, Robert Biedroń, prof. Monika Płatek, Ewa Wanat, prof. Jan Hartman, Piotr Najsztub.

Arek: W listopadzie zeszłego roku przyłączyłem się do nieformalnej grupy, skupiającej m.in. członków/inie rozwiązanego stowarzyszenia Dni Równości i Tolerancji, które organizowało poprzednie Marsze. To był mój debiut jako aktywisty LGBTQ+. Większe doświadczenia z działalnością w barwach tęczy miał Paweł: W czasie studiów byłem zaangażowany w tworzenie toruńskiego oddziału Kampanii Przeciw Homofobii. Po wielu latach, już w Poznaniu, poznałem Arka, zakochałem się w nim, zamieszkaliśmy razem i praktycznie od początku czuliśmy potrzebę działania, a konkretnie – stworzenia organizacji zajmującej się prawną i psychologiczną pomocą osobom dyskryminowanym, działalnością równościową na polu edukacyjnym i przejęciem organizacji Marszu.

I o następnych

Trzon Grupy Stonewall zebrał się z grona osób zaangażowanych w DRiT, ze znajomych i przyjaciół oraz z zasłużonych dla poznańskiego ruchu LGBTQ+ działaczy, takich jak Sergiusz Wróblewski czy Andrzej Nowakowski. Wśród założycieli znaleźli się też m. in. Anna Krystowczyk i Piotr Moszczeński (jeden z „okładkowych” bohaterów „Repliki” nr 52, jako kandydat w wyborach samorządowych). Oboje stanowili filary organizacji imprezy.

Piotr: Jako rodowity poznaniak wniosłem do zespołu etos mozolnej, pozytywistycznej pracy, budowania szerokiego porozumienia i aktywistycznej misji. Mieszkając wcześniej w Belgii miałem okazję przyjrzeć się rzeczywistości, w której osoby nieheteronormatywne traktowane są jako obywatele/ki pierwszej, a nie drugiej kategorii a bycie działaczem LGBTQ+ jest powodem do dumy. Do Polski wróciłem z ideą założenia ośrodka LGBTQ+ zajmującego się animacją kultury i działalnością samopomocową. Pracuję też m.in. w stowarzyszeniu Spadochron zajmującym się edukacją seksualną i profilaktyką narkotykową (partyworkingiem).

Ania: Mieszkam w Poznaniu dopiero od kilku miesięcy. Jestem białostocczanką. Zanim dołączyłam do Grupy Stonewall, byłam współzałożycielką równościowej Grupy Iris, pisałam też dla Queer.pl.

Ania należy też do grupy chrześcijan LGBTQ Wiara i Tęcza. Bo w Grupie Stonewall są i katoliczki, i antyklerykałowie, anarchiści i prawnicy, apolityczni i partyjni. I ludzie hetero też. Także w kwestii wykształcenia i profesji panuje pluralizm.

Piotr: Mamy osoby z uzdolnieniami artystycznymi, prawników, socjologów, psychologów. Wielość dziedzin bezpośrednio przekłada się na możliwości działania i podział obowiązków związanych z organizacją Pride Week.

Są w GS osoby takie, jak Jakub Mróz, właściciel Tongariro i outfilm.pl, Andrzej Nowakowski, reżyser z doświadczeniem w organizowaniu wydarzeń artystycznych, a także Mateusz Sulwiński, Zuzanna Bartel-Luchowska, Agnieszka Kocznur i wielu innych.

Ania: W obrębie GS nie zawiązały się jeszcze wprawdzie pary, ale już funkcjonujące związki radzą sobie doskonale z problemem małej ilości czasu poświęcanej dla siebie. Moja partnerka również jest aktywistką, z doświadczenia wiem, że warto znaleźć sobie przestrzeń, w której działa się we dwójkę, lub we dwoje, nikt nie musi rezygnować przez zbyt małe zaangażowanie w tworzenie związku.

O czterdziestu partnerach

Dokumenty wymagane przy rejestracji stowarzyszenia zostały złożone w czerwcu. Prezesem GS został Arek Kluk. Początkowo spotkania grupy odbywały się raz w tygodniu, później częściej, a przed samym Pride Week trzeba było nawet siedzieć po nocach. Arek: Bardzo istotny stał się podział na cztery zespoły robocze od organizacji samego marszu, finansowania, promocji oraz wydarzeń towarzyszących. A spotkania nie były przymusem, tylko przyjemnością. Staliśmy się paczką znajomych.

Piotr: Jedną z istotniejszych kwestii było pozyskanie partnerów, które przybrało formę ulotki-mapki miejsc gay-friendly. Chętnych było więcej, niż przypuszczaliśmy. I to nie kwestia nadzwyczajnych starań – czasem wystarczy głośno i zdecydowanie powiedzieć swoje postulaty. Ania: Udało zebrać się około czterdzieści miejsc partnerskich. Chodziliśmy od lokalu do lokalu, takie bezpośrednie spotkania przynoszą najlepsze efekty. Paweł: Jak ktoś nie chciał, to odmawiał, reakcji homofobicznych nie było. Wielu właścicieli zdawało sobie sprawę, że mają klientów wśród LGBTQ+ i zwyczajnie… wstydzili się nie być na mapce. To dobry znak. Piotr: Niektórzy mówili wprost, że obecność na mapce to ich przemyślana deklaracja polityczna.

Prezydent Jaśkowiak, zapytany na początku sierpnia, czy weźmie udział w Marszu, odpowiedział: Muszę odpowiedzieć sobie na pytanie, czy w Polsce tej równości nie ma i kto jest z tego równego traktowania wykluczany. Jeżeli dojdę do wniosku, że to słuszny protest, to spojrzę w kalendarz, porozmawiam z żoną i podejmę decyzję o ewentualnym udziale. Reakcją na te słowa była odpowiedź Pawła zamieszczona na łamach poznańskiej „Gazety Wyborczej”, w której czytamy m.in.: Ta nasza walka o równość to nie moda, kaprys czy walka o afirmację określonego stylu życia – to codzienne problemy około dwóch milionów ludzi, należących do społeczności LGBT żyjących w tym kraju. W naszym kręgu kulturowym i cywilizacyjnym, w świetle zasad konstytucyjnych i traktatowych zobowiązań Polski, w państwie członkowskim Unii Europejskiej, mamy prawo oczekiwać od władz, że realizację naszych praw będą urzeczywistniać poprzez przyjmowanie konkretnych rozwiązań ustawowych. To nie jest kwestia światopoglądu czy moralności przedstawicieli władzy publicznej.

Dziś Paweł wspomina: W zasadzie już podczas pikiety solidarności z migrantami w lipcu, gdy wyrażaliśmy swoją otwartość obok prezydenta, wyczułem z jego strony przychylność. Ale tydzień przed Pride Week, gdy mieliśmy konferencję prasową, jeszcze nie było wiadomo, czy prezydent przyjdzie na Marsz. Dopiero SMSowe zaproszenie, jakie na dzień przed imprezą wysłał do Macieja Nowaka, nowego dyrektora ds. artystycznych Teatru Polskiego (i wyoutowanego geja), było jasnym komunikatem.

Organizacji samego Marszu nie można zostawiać na ostatnią chwilę – w końcu to konkretne zadania: przygotowanie wniosku, spotkania w organie gminy i z policją. Ktoś musi wziąć odpowiedzialność i zostać Przewodniczącym Zgromadzenia. Został nim Paweł. (Z policją współpraca była wzorowa). Do tego dochodzi masa szczegółów. Paweł: Pojawiła się choćby konieczność wystąpienia o zgodę do Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej na skierowanie świateł prosto w niebo podczas koncertu Michała Kwiatkowskiego. Na wspomnianym koncercie wystąpili również Wiktor Korszla oraz drag queens Charlotte i Aldona Relax.

Tego nikt mi nie odbierze

Jak patrzą na Poznań Pride Week z dystansu prawie dwóch miesięcy?

Piotr: Widok pełnej sali podczas pierwszego spotkania – pokazu filmu „W jego oczach”, obecność gości z całej Polski, pozdrowienia nagrane przez Conchitę Wurst, uśmiechnięty prezydent Jaśkowiak idący w pierwszym rzędzie – tych wrażeń już mi nikt nie odbierze.

Grupa Stonewall rozpoczęła regularną, codzienną działalność. Oczywiście planuje już Poznań Pride Week i Marsz Równości 2016.

Arek: Mamy już nie cztery, tylko czternaście grup roboczych. Chętnych do działania zapraszamy!

 

Tekst z nr 58/11-12 2015.

Digitalizacja archiwum „Repliki” dzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.