„Blue Hour” – Lesbijski film absolwentki Warszawskiej Szkoły Filmowej z szansą na Oscara

Lesbijski film absolwentki Warszawskiej Szkoły Filmowej z szansą na Oscara!

Krótkometrażowy film „Blue Hour”, wyprodukowany przez Stacey Rushchak, ukraińsko-amerykańską absolwentkę Warszawskiej Szkoły Filmowej, znalazł się w oficjalnej selekcji Out On Film: Georgia’s LGBTQ+ Film Festival – festiwalu kwalifikującego do Oscarów!

Film „Blue Hour” to historia lesbijskiej miłości – opowiada historię Mai, kelnerki z małej wioski. „Bohaterka jest zawieszona w prowincjonalnym mikrokosmosie. W tym zastygłym krajobrazie pojawia się jednak w końcu ożywcze zakłócenie” – czytamy na stronie Warszawskiej Szkoły Filmowej. W barze, w którym pracuje Maja, pojawia się tajemnicza kobieta. Po jej zachowaniu widać, że na kogoś czeka. Wkrótce okazuje się, że kobieta całkowicie zmieni codzienność Mai.

W główne role wcieliły się młode aktorki – Monika Szwajnos oraz Karolina Rzepa. Za zdjęcia odpowiada absolwent kierunku operatorskiego WSF, Grzegorz Adach a producentem filmu jest dwukrotnie nominowany do Oscara reżyser, scenarzysta oraz producent – Maciej Ślesicki. Out On Film organizowany jest w Atlancie i do 2008 roku był częścią Atlanta Film Festival – festiwalu, który w zeszłym roku zwyciężyła głośna „Sukienka” w reżyserii Tadeusza Łysiaka. To właśnie ta wygrana umożliwiła Warszawskiej Szkole Filmowej ubieganie się o kolejną oscarową nominację dla swojej produkcji.

Festiwal to jedenastodniowe święto historii i artystów LGBTQ+, które prezentuje filmy fabularne, dokumentalne oraz krótkometrażowe. Misją festiwalu jest wysoka jakość i różnorodność wyświetlanych widzom treści, a także zapewnienie reprezentacji wszystkim członkom społeczności LGBTQ+ 🏳️‍🌈

Oczywiście, etiuda „Blue Hour” to nie jedyna produkcja WSF, która stawia wątek LGBTQ+ na pierwszym planie. To właśnie tutaj powstała znana nam wszystkim „Kontrola” w reżyserii Nataszy Parzymies, która trafiła niedawno na prestiżową listę 50. Nazwisk najlepszych młodych twórców magazynu Variety.

Gratulujemy całej ekipie i trzymamy za Was kciuki!

Karine-Jean Pierre. Czarna lesbijka nową rzeczniczką Białego Domu

Od 13 maja Biały Dom będzie ma nową rzeczniczkę prasową. Wspaniała Jen Psaki odchodzi, a posadę przejmie jej dotychczasowa zastępczyni – Karine Jean-Pierre.

A dlaczego o tym piszemy? Bo Karine Jean-Pierre jest pierwszą czarną lesbijką na tak wysokim stanowisku w Białym Domu.

…już słyszymy te głosy niektórych, że po co to podkreślać, skoro o jakości jej pracy decydują kompetencje, a nie kolor skóry czy orientacja seksualna.

Ale zastanówmy się, skoro Karine jest pierwszą czarną lesbijką na tak wysokim stanowisku, to znaczy że wcześniej biały kolor skóry i heteroseksualna orientacja dawały bezzasadnie uprzywilejowaną pozycję w ubieganiu się o tego typu stanowiska

Aby posłużyć się jeszcze klarowniejszym przykładem: o tym, kto jest wybierany na urząd prezydenta USA, decydują wyborcy, który powinni kierować się kompetencjami danego kandydata , ale „jakoś tak” się działo, że mieliśmy na tym urzędzie jak dotąd 46 osób i dziwnym trafem wszystkie te osoby były mężczyznami. Wniosek prosty: męska płeć dawała (i daje) uprzywilejowaną pozycję. I dlatego, gdy kiedyś w przyszłości, kobieta w końcu obejmie urząd prezydentki USA, będziemy to podkreślać – bo to będzie znak, że społeczeństwo amerykańskie przybliżyło się do ideału równości płci. Podobnie jak zwycięstwo Obamy w 2008 r. było sygnałem, że społeczeństwo przybliżyło się do ideału równości kolorów skóry.

Karine Jean-Pierre ma 45 lat, jest Amerykanką haitańskiego pochodzenia. Wraz ze swoją partnerką, dziennikarką CNN Suzanne Malveaux, wychowują córkę.

W administracji prezydenta Bidena jest wiele jawnych osób LGBT; wśród nich, na najbardziej eksponowanych stanowiskach – sekretarz ds. transportu – 40-letni Pete Buttigieg, jawny gej (zamężny i z dwojgiem dzieci) oraz podsekretarzyni ds. zdrowia – 65-letnia transpłciowa Rachel Levine.

Karine Jean-Pierre – gratulujemy awansu i życzymy powodzenia w pracy <3

Model Piotr Czaykowski za rękę z ukochanym

PIOTREM CZAYKOWSKIM, czołowym polskim modelem, rozmawia Mariusz Kurc

Foto: Urszula Dębska

A więc robisz coming out.

Nie.

Nie?

Ubranie tego wywiadu w kontekst coming outu byłoby sensacyjne. Kojarzy mi się z sytuacją, gdy ktoś ukrywa, że jest gejem, po czym to ujawnia. Ja od lat tego nie ukrywam – OK, nie mówiłem o tym wcześniej publicznie, ale jest różnica między ukrywaniem a niemówieniem. Ja czuję się wyoutowany, choć – i to jest kluczowa sprawa – kilka miesięcy temu zdałem sobie sprawę, że jednak jakiś problem z moją homoseksualnością był. Samego mnie to zaskoczyło, bo miałem się za geja, który w pełni się akceptuje, i za człowieka w ogóle otwartego. Zjeździłem kawał świata, jestem wykształcony, dobrze wychowany i tak dalej – a jednak, a jednak! Pewien mężczyzna spowodował, że tę opinię o sobie zweryfikowałem.

Ale jaki miałeś problem? Z mówieniem wprost, że jesteś gejem?

Mówić o tym umiałem, ale tamta sytuacja uświadomiła mi, że moja otwartość na poziomie słów nie ma odzwierciedlenia w czynach. W relacjach z mężczyznami, których miałem w życiu kilku, nie byłem tak otwarty, jak o sobie myślałem.

Co się stało? Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

Julia Kolberger: „Jest OK być córką geja”

Z reżyserką JULIĄ KOLBERGER o jej ojcu Krzysztofie Kolbergerze (1950-2011) rozmawia Mariusz Kurc

Foto: Piotr Grzybowski

 

Od lat konsekwentnie odmawiasz udzielania wywiadów na tematy prywatne. Dzisiaj robisz wyjątek. Dlaczego?

Dużo mnie ta rozmowa kosztuje, bo z zasady nie rozmawiam publicznie o moich prywatnych sprawach. Jestem córką dwojga znanych rodziców, ale bardzo chronię swoją prywatność. To moja pierwsza i ostatnia rozmowa na ten temat. Po nienawistnym projekcie ustawy Kai Godek, po wyznaczaniu stref wolnych od LGBT czuję, że muszę zabrać głoś. W normalnym kraju nie musiałabym takiego wywiadu udzielać. Dlaczego w XXI w. w mojej ojczyźnie ludzie LGBT nie cieszą się pełnią praw? Dlaczego prawa kobiet są ograniczane? Dlaczego nie ma edukacji obywatelskiej, seksualnej? Dlaczego w nieludzki sposób traktujemy emigrantów i uchodźców?

I w takiej właśnie Polsce 2021 r. Jarosław Jakimowicz na antenie TVP nagle opowiada Magdalenie Ogórek i milionom widzów o twoim ojcu. Najpierw mówi: „Pamiętasz, jak rozmawialiśmy, że po pielgrzymkach w Częstochowie trzeba sprzątać ulice i dezynfekować? To przecież po takim Marszu Równości, gdzie wiemy, kto idzie, jak się zachowuje, to pełna deratyzacja powinna być”. A potem tak: „w Barcelonie (gdzie Jakimowicz mieszkał – przyp. red.) naszym gościem bardzo często był znany aktor Krzysztof Kolberger. Przyjeżdżał ze swoim partnerem. (…) Kulturalni, mili, grzeczni, wychowani…”.

Uderzająca jest hipokryzja prowadzącego program w TVP, który najpierw zaproponował „deratyzację” po Marszu Równości, po czym próbował przykryć swoją homofobię ciepłym wspomnieniem o moim ojcu. Mój ojciec był wyjątkowym człowiekiem. Miał atencję i szacunek dla każdego człowieka, nad każdym się pochylał, każdemu poświęcał czas i uwagę. Byłam z nim bardzo blisko. Był introwertykiem, bardzo chronił swoją prywatność. Był pięknym i dobrym człowiekiem, łączył ludzi będących na co dzień po różnych stronach barykady w tak podzielonym kraju jak nasz. Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

Maria Peszek o nowej płycie

O jej nowym albumie „Ave Maria”, najbardziej queerowym albumie w historii polskiej muzyki rozrywkowej, a także o TVP, o pocałunku z Martą Malikowską oraz o tym, czy zmiana na lepsze w Polsce już się zaczęła, z MARIĄ PESZEK rozmawia Mateusz Witczak

Foto: Zuza Krajewska

Jesteśmy „gorylami we mgle”?

Użyłam tej metafory w „Virundze” i podpisuję się pod nią. Jest mocna, ale uzasadniona.

Nie za mocna? W piosence porównujesz naszą społeczność do zastraszonych zwierząt, umierających w kongijskim rezerwacie.

Do zwierząt zmuszanych do ucieczki, ukrywania się, ale nie „zastraszonych”. Społeczność LGBT+ w Polsce jest dumna i nie poddaje się, co budzi mój niesamowity podziw. Na pewno jednak jej prawa są zagrożone, o czym będę mówić, kiedy tylko będę mogła.

A kto tym prawom zagraża? Na myśl przychodzi mi raper, którego słowa wplatasz w tekst, a który też nawijał o mgle (choć raczej o jej „ostrym cieniu”).

Rozmawiamy, gdy w Sejmie głosowana jest kuriozalna, ale – przede wszystkim – bardzo niebezpieczna inicjatywa Kai Godek, która chce zakazać społeczności LGBT+ nie tylko zgromadzeń, ale nawet okazywania sobie czułości! To osoba groteskowa, a jednak znalazła dla siebie przestrzeń w sejmie – wydawałoby się – demokratycznego państwa.

Strasznym jest, że są w Polsce politycy, którzy sprzyjają tego typu postawom. Również niektórzy hierarchowie Kościoła mają na sumieniu grzech mówienia o osobach LGBT+ w sposób prowadzący do agresji, a już na pewno pogardy wobec tej społeczności… Ale winni jesteśmy w jakimś sensie wszyscy, my, Polacy. Za wiele w nas przyzwolenia na wykluczenie, krzywdę. Powinniśmy przeciwstawiać się łamaniu praw człowieka bardziej zdecydowanie. Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

Robert Samborski – gej, który nie został księdzem

ROBERTEM SAMBORSKIM, autorem książki „Sakrament obłudy”, gejem, który spędził 6 lat w seminarium duchownym, rozmawia Bartosz Żurawiecki

Foto: Jakub Szafrański

Mówią, że zdecydowana większość kleru to homoseksualiści.

Nieprawda. Widziałem w seminarium, kto się za kim ogląda. Większość zdawała się heteroseksualna. Ci zaś najpewniej homoseksualni święcie wierzyli w to, że homoseksualni nie są. Przodowali też w homofobii, w nienawiści do osób LGBT.

Opisałeś w „Sakramencie obłudy” 6 lat, które spędziłeś w seminarium duchownym. Co cię skłoniło do tych zwierzeń?

Zaczęło się od książki Artura Nowaka „Duchowni o duchownych”, która wyszła w roku 2019. Są w niej historie byłych księży, zakonników, diakonów, w tym także moja. Potem sam usiadłem i zacząłem pisać. Czułem potrzebę zamknięcia tego etapu mojego życia, który kosztował mnie tyle czasu i zdrowia. Pan Artur pokazał to, co napisałem, znajomym z Krytyki Politycznej i oto jest moja książka. Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

Katarzyna Zillmann – Wyoutowana wioślarka ze srebrnym medalem z Tokio

Z wioślarką KATARZYNĄ ZILLMANN, zdobywczynią srebrnego medalu na tegorocznych igrzyskach w Tokio, o życiu w szafie i o coming oucie na antenie TVP, o pierwszej nastoletniej miłości i o jej obecnej dziewczynie Julii Walczak, a także o piłce nożnej i o religii, rozmawia Mariusz Kurc 

foto Emilia Oksentowicz

Kasia miała dla nas kilka godzin. Najpierw sesja foto. Z fotografką Emilią Oksentowicz i makijażystką Aleksandrą Tomczyk zaprzyjaźniła się po 2 minutach. Pozowała jak urodzona modelka, tryskając energią. Szkoda, że nie mamy miejsca w „Replice”, by pokazać wszystkie miny Kasi! Potem poszliśmy do pobliskiej knajpy na wywiad, który zamiast planowanej niecałej godziny, trwał dwie. Była pierwsza połowa września, ciepło, siedzieliśmy w ogródku, dwa razy przechodnie rozpoznali Kasię – podeszli, gratulowali. A rozmawiało się z Kasią, jak ze starą, dobrą znajomą. Zero ważenia słów, zero kokieterii – błyskawiczne reakcje, szczerość, bezpośredniość i uśmiech. Mimo że wcale nie rozmawialiśmy tylko o wesołych sprawach.

Do nas w redakcji dwie wiadomości przyszły niemal równocześnie – ta o srebrnym medalu dla waszej drużyny, pierwszym dla Polski w Tokio, i ta druga o tym, że w telewizji na żywo pozdrowiłaś swoją dziewczynę, co równało się z coming outem. Był szał.

To były niesamowite dni. Chodziłam na jakimś potrójnym haju. Liczba wiadomości, które zaraz potem zaczęłam dostawać… Siedziałam tam w Tokio i nie spałam w nocy z wrażenia. Nagle pojawiły się artykuły o tym, że prezydent mi jeszcze nie pogratulował – kosmos. Przez ostatnie 5 lat ciężko pracowałam na ten srebrny medal. Na taki rozgłos zwyczajnie nie byłam przygotowana. Gwoli ścisłości o mojej dziewczynie powiedziałam publicznie już kilka dni wcześniej w innym reportażu, ale rozumiem, dlaczego te pozdrowienia miały większą siłę rażenia i poniosły się po całej Polsce – medal to sprawił. Ludzie pisali, że żyją od 40 lat w szafie i że dziękują mi, bo dodałam im otuchy. Z jednej strony dało mi to silnego kopa do działania, a z drugiej przytłoczyło.

Wiem z twoich wywiadów, że masz za sobą, podobnie zresztą jak właściwie wszyscy z nas, ludzi LGBT+, doświadczenie siedzenia w szafie.

Oj, mam.

Opowieść o tym może bardzo pomóc dzisiejszym nastolatkom LGBT+.

Nie miałam żadnych wątpliwości odnośnie do mojej orientacji – to były od zawsze dziewczyny. Jako dziecko oczywiście nie rozkminiałam tego, ale jak tylko zaczęłam dojrzewać, gdzieś w gimnazjum, to stało się jasne.

Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

Nick Sinckler – Wokalista, czarny gej i emigrant w Polsce

O współpracy z Kayah i o domówce z RuPaulem, o coming oucie przed rodzicami, o tym, jak w saunie poznał przyszłego męża Michała Kubasiewicza, o rasizmie i o homofobii oraz o tym, jakie pytanie najczęściej zadają mu Polacy, opowiada NICK SINCKLER, amerykański wokalista, od 14 lat mieszkający w Polsce. Rozmowa Mariusza Kurca

fot. Joanna Czarnota

„Kochaj różnym być” – zaśpiewałeś z Kayah na tegoroczny Miesiąc Dumy. Trudno o kogoś bardziej wiarygodnego do dawania takich rad – jesteś gejem, jesteś czarny i jesteś emigrantem mieszkającym w Polsce od 14 lat, więc chyba musisz „kochać różnym być”.

(śmiech) Najczęstsze pytanie zadawane mi przez Polaków to oczywiście: „Ale dlaczego przeniosłeś się z Nowego Jorku do Polski?! Dlaczego? Dlaczego?”.

Też o to zapytam, ale najpierw: jak powstała ta piosenka?

W  zeszłym roku, gdy Kayax wydał na Miesiąc Dumy album „Music 4 Queers & Queens”, pomyślałem: „Ach, jak wspaniale!”; i zaraz potem: „Ale chwileczkę – dlaczego mnie na tej płycie nie ma?”. (śmiech) Stwierdziłem, że następnym razem muszę coś zrobić i  zaprosić Kayah, którą przecież znam od lat, do zaśpiewania ze mną.

Śpiewałeś chórki na jej płycie „Skała” z 2009 r., ale teraz to pełnoprawny duet.

Śpiewałem z  Kayah mnóstwo razy na różnych koncertach – „Na językach”, „Fleciki”, „Śpij kochanie, śpij”. Poznałem Kayah w 2008 r. w programie „Fabryka gwiazd”, którego była jurorką.

Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

Marta Warchoł – Dziennikarka TVN24

Jej urodzinowe zdjęcie z Instagrama, na którym całuje się ze swoją partnerką, rozniosło się lotem błyskawicy po wszystkich mediach. Z MARTĄ WARCHOŁ, dziennikarką TVN24, rozmawia Małgorzata Tarnowska

foto Emilia Oksentowicz

30 czerwca wrzuciłaś na swój Instagram zdjęcie, na którym całujesz się ze swoją partnerką Iwoną Widomską, producentką w TVN. Dodałaś do niego hasztag „#MiesiącDumy”. Fotka błyskawicznie rozeszła się po sieci. Uznano ją za twój coming out. Zaskoczyło cię to?

„Zaskoczyło mnie” to mało powiedziane. Do tej pory nie rozwikłałyśmy zagadki – dlaczego zdjęcie zyskało taką popularność. Nie planowałyśmy tego. Nie ukrywam, że byłyśmy w szoku, tym bardziej że do tej pory naszym życiem nikt się nie interesował.

Jeśli uważnie prześledzi się twój Instagram, to widać, że jest na nim więcej zdjęć świadczących o tym, że stanowicie z Iwoną parę. 14 lutego, na walentynki, napisałaś: „A na walentynki Iwona zabrała mnie do Kielc #LoveIsLove” i dodałaś zdjęcie, na którym się obejmujecie. Jak myślisz, dlaczego właśnie zdjęcie z pocałunkiem stało się viralem?

Może zadziałała magia Miesiąca Dumy, może za rzadko para dziewczyn dzieli się swoją miłością w  mediach społecznościowych. Zakładam, że historia po prostu się klikała. Mam wrażenie, że każdy znany mi portal napisał artykuł o naszym zdjęciu. Wszystkie teksty były życzliwe, choć ich liczba w pewnym momencie nas przerosła. Zdradzę, że nawet chwilami nas to stresowało.

Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

Wróżbita Maciej mówi dość

„Coming out jest wręcz obowiązkiem osoby publicznej. Należy uświadamiać ludzi, że my, homoseksualiści, żyjemy wśród nich, że płacimy podatki, że pracujemy z nimi, że po prostu jesteśmy” – mówi MACIEJ SKRZĄTEK, znany w Polsce jako WRÓŻBITA MACIEJ. Rozmowa Jakuba Wojtaszczyka

foto Adam Weles

Minęły dwa miesiące od pana coming outu. Emocje opadły?

Pojawiły się spokój i radość. Ukrywanie się w szafie przez tyle lat powodowało u mnie duży stres, ponieważ wiele kobiet pisało do mnie e-maile z  wyznaniem miłości. Firmy telemarketingowe, wykorzystując ich naiwność, podszywały się pode mnie i  flirtowały z  nimi przez SMS-y. Później na moją skrzynkę spływały e-maile typu: „Kocham Macieja”, „Niech Maciej przyjedzie do mnie”, „W tej chwili chcę rozmawiać z moim misiem”. Było to po prostu męczące i nie fair w stosunku do Tomka, mojego partnera i jednocześnie asystenta, który te wszystkie wyznania miłości od kobiet w moim imieniu odbierał. Jednocześnie dochodziło też do jakiegoś absurdu, bo jestem gejem, więc jak mógłbym flirtować z kobietami?

Czy to był jedyny powód coming outu?

Tak naprawdę mój coming out nie był dla mnie szczególnym przeżyciem, ponieważ jestem w  związku z  Tomkiem od blisko 20 lat. Nasi przyjaciele, rodzina, osoby, z którymi współpracujemy, wiedzieli o nas. Nigdy się nie ukrywaliśmy. Gdziekolwiek się pojawiałem, mój partner mi towarzyszył, więc ludzie musieliby być głupi, by pomyśleć, że jesteśmy kolegami.

Jednak publiczny coming out to trochę inna sprawa, bo wpływa na zwiększenie reprezentacji i widoczności osób nieheteroseksualnych w społeczeństwie.

Ależ oczywiście! Sytuacja polityczna w naszym kraju spowodowała, że dłużej już nie mogłem siedzieć cicho. Polski rząd robi z nas Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.