Robert Biedroń i Krzysztof Śmiszek o 20-leciu związku w wywiadzie dla magazynu „Replika”

Robert Biedroń i Krzysztof Śmiszek

Rober Biedroń – europoseł wraz z partnerem Krzysztofem Śmiszkiem – posłem na sejm RP, 14 lutego 2022 obchodzili 20. rocznicę związku. O tym jak się poznali, kto pierwszy wypowiedział „kocham cię”, jak zmienia się ich relacja i jaki wpływ na to ma ich działalność publiczna oraz jak wyobrażają sobie własny ślub opowiedzieli w wywiadzie live dla magazynu „Replika”

„Bycie w fajnym, rozumiejącym i tolerancyjnym związku, daje mi motywację i chęć i energię do robienia innych rzeczy. Myślę, że bardzo wiele z nas ma za sobą doświadczenia rozstania i samotności i nikt mi nie powie, że te doświadczenia pomagają się skupić i robić inne rzeczy w życiu. Naszą receptą na fajne życie i pożycie jest dużo otwartości i zrozumienia. Po 20 latach mamy swoje przyzwyczajenia, znamy się na wylot. Ta przewidywalność też jest miła.” – mówi w wywiadzie poseł Krzysztof Śmiszek

„Nasz związek się zmienia, jest jak wino. Oczywiście jest coraz ciekawszy. Ma swoje wzloty i upadki, ma swoje płomienne chwile, ale ma też takie letnie chwile, a czasami mrożące (…). Każdy ma swój sposób i każdy sobie sprawdza jak ten związek powinien wyglądać i z tym eksperymentuje i układa. Ja nie cierpię tych wszystkich schematów. Dekonstruowanie mitów o małżeństwach, o związkach mnie bardzo kusi, bo każdy związek, który znam, ma swój urok i powinniśmy to szanować i akceptować.”  – dodaje europoseł Robert Biedroń

Panowie w wywiadzie wrócili również do początków związku i opowiedzieli o tym, jak rozpoczęła się ich znajomość w 2002 roku. Kto pierwszy wykonał pierwszy krok, a kto powiedział „kocham cię”?

„Zawsze ktoś musi wykonać pierwszy krok i to chyba byłem ja, bo Robert spodobał mi się od pierwszego wejrzenia. Chociaż na początku nie było wzajemności z jego strony. Ale zrobiłem ten pierwszy krok i okazał się on sukcesem.” – mówi Śmiszek

„To chyba ja powiedziałem pierwszy „kocham cię”. Ale nie trzeba mówić „kocham cię” żeby dostawać tego dowody. Ja dostaję w każdej sekundzie naszej wspólnej drogi i to jest fascynujące, że nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie życia bez tego.” – uzupełnia Biedroń

Związek Roberta Biedronia i Krzysztofa Śmiszka od lat wystawiony jest widok publiczny. Robert Biedroń zaangażowany w polską politykę jest od ponad kilkunastu lat, był pierwszym wyoutowanym posłem w polskim parlamencie, następnie prezydentem Słupska, a obecnie jest europosłem. Później, bo w roku 2018 w działalność polityczną zaangażował się Krzysztof Śmiszek, który od 2019 jest posłem na sejm RP z ramienia Lewicy – wcześniej zawodowo realizował się jako prawnik i działacz społeczny.

„Człowiek cieszy się z małych chwil, kiedy nie jest się podglądanym. To są najpiękniejsze momenty, których niestety z Krzysztofem mamy coraz mniej, bo wybraliśmy życie jako osoby publiczne.” – twierdzi w wywiadzie Robert Biedroń.

„Jako społeczność LGBT+ jesteśmy tak wytresowani, wychowani, że wychodząc na zewnątrz czujemy wewnętrzny opór i czujemy stres mniejszościowy. Czujemy się bardziej obserwowani, nawet kiedy tak nie jest, bo społeczeństwo doprowadziło do takiego myślenia, że nam można mniej, nam nie wypada, narażamy się na ocenę, a nawet na agresję, okazując sobie uczucia. Nawet my mamy takie sytuacje w życiu, w których doświadczyliśmy agresji na ulicy. Nie ma tu się czemu dziwić nawet nam, a co dopiero dziwić się osobom niepublicznym, które w odróżnieniu od nas nie mają żadnego parasola ochronnego. Zupełnie mnie nie dziwi, że wiele osób LGBT+ nie okazuje sobie uczuć publicznie. Uważam, że trzeba to zmienić. Każdy, kto czuje się na siłach, każdy kto ma w sobie choć trochę takiego buntowniczego myślenia lub beztroski, powinien próbować, bo jeśli mówimy o tej części tożsamości, jaką jest orientacja seksualna, tożsamość płciowa, to jesteśmy widoczni. A widoczność jest w tym wszystkim najważniejsza.” – mówi Krzysztof Śmiszek.

„Nie wyobrażam sobie życia bez Krzysztofa. Tyle sobie miłych słów mówimy publicznie teraz. Wydaje mi się, że to jest potrzebne, by o tym mówić, bo w polskiej polityce i w ogóle w życiu publicznym jest mało takich par jednopłciowych i bardzo mało się mówi o nich. Jest wiele mitów i stereotypów, więc wiem, że trzeba o tym mówić i pisać, mimo że mnie osobiście czasem mierzi i uwiera fakt, że znowu trzeba o tym mówić. Ale tak trzeba” – dodaje Biedroń

„Widoczność daje nam mandat do tego, żeby w ogóle mówić, że istniejemy, a dopiero następnie upominać się o swoje prawa. Bez widoczności nie będzie następnego kroku. Jeśli społeczeństwo nie będzie nas dostrzegać, to walka o nasze prawa będzie przegrana, bo będziemy zawsze zderzać się ze ścianą i z argumentem, że przecież nas nie ma, nie upominamy się i jesteśmy jakąś małą mniejszością, z którą nie trzeba się liczyć. Jeśli jest jeszcze coś, co bym chciał dla społeczności LGBT zrobić, to jest to uczynienie nas jeszcze bardziej widocznymi.” – podsumowuje Śmiszek

Przypomnijmy, że Polska to najbardziej homo- i transfobiczny kraj UE. Osoby nieheteronormatywne nie mają równych praw m.in. również tych do zawierania związków partnerskich, czy małżeństw. W większość krajów Unii Europejskiej uznaje się związki partnerskie osób tej samej płci (21/27 państw), a w coraz większej ilości państw również małżeństwa jednopłciowe (13/27 państw). W obliczu tego wiele par decyduje się na legalizację związku za granicą, jednak nawet w takich przypadkach nie jest on w Polsce uznawany prawnie. Część społeczności LGBT+, tak jak Robert Biedroń i Krzysztof Śmiszek czeka jednak na możliwość zawarcia małżeństwa w Polsce.

Ja bym po prostu chciał, żeby była taka możliwość. I czy zrobimy to w zaciszu urzędu stanu cywilnego, czy z wielką pompą na Wawelu, to jest to drugorzędna sprawa. Najważniejsze jest to, żeby doprowadzić do przesilenia politycznego. Chciałbym, żeby każdy miał prawo do wyboru tego czy sam chce wstąpić w związek, czy uważa, że to jest ważne, czy też nie ważne. Mi się wydaje, że najważniejszy jest wybór. Prawo do wyboru. Chciałbym, żeby to państwo, dla którego razem z Robertem ciężko pracujemy w ostatnich latach, nas w końcu uznało za pełnoprawnych obywateli i dało nam prawo albo do wielkiego greckiego wesela, albo kameralnej imprezy. Chciałbym by moje państwo uważało, że jesteśmy równymi obywatelami.” – dodaje poseł Krzysztof Śmiszek

Z Robertem Biedroniem i Krzysztofem Śmiszkiem rozmawiał Tomasz Piotrowski – zastępca redaktora naczelnego magazynu „Replika”.
LINK DO WYWIADU:
https://www.instagram.com/p/CaArjLhBRjR/

W Polsce rocznie ok. 200 nastolatków_ek LGBT+ dokonuje prób samobójczych, w tym 25 traci życie

Jak podała w ostatnich dniach polska Policja, tylko w ciągu pierwszych 11 miesięcy 2021 r. 1339 nastolatków_ek w Polsce próbowało odebrać sobie życie. Tym samym ostatni rok przyniósł wzrost prób samobójczych o 64% w por. do 2020 – czyli o 525 przypadków.
 
Z kolei, jak czytamy w wywiadzie Halszki Witkowskiej z Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego dla Zwierciadła, 53% wszystkich polskich nastolatków_ek w wieku 13-19 lat i aż 12% dzieci w wieku 6-12 lat ma myśli samobójcze. Daje to w sumie 1.1mln osób, czyli 24% polskich nastolatków_ek. Jak na tym tle wygląda sytuacja nastolatków_ek LGBT+? Trzy razy bardziej zatrważająco!
 
Aż 74% nastolatków_ek LGBT+ w Polsce myśli o odebraniu sobie życia (dane z raportu „Sytuacja społeczna osób LGBTA w Polsce 2019-2020” Kampanii Przeciw Homofobii i Lambda Warszawa). Jeśli zestawimy to z szacunkową liczebnością nastolatków LGBT+ (wg Dalia Research 2016 ludzie LGBT stanowią 4.9% polskiego społeczeństwa) oraz stosunkiem prób samobójczych wśród nastolatków_ek do wywołanych nimi zgonów (średnia dla lat 2017-2020 to 13% wg danych Policji), ujrzymy druzgocące żniwo polskiej homo- i transfobii:
 
Co roku w Polsce
  • ok. 200 nastolatków_ek LGBT+ dokonuje prób samobójczych
  • ok. 25 nastolatków_ek LGBT+ traci życie
 
Społeczeństwo nie jest jednak świadome tych tragicznych statystyk. Każdego roku jedynie pojedyncze przypadki są opisywane przez media. Ostatni dotyczył 12-letniej Kingi ze Smęgorzowa w woj. małopolskim, która 29 grudnia 2021 r. odebrała sobie życie.
 
Przypomnijmy, że województwo małopolskie było, decyzją radnych PiS, strefą wolną od LGBT od 29 kwietnia 2019. Uchylono ją po 882 dniach 27 września 2021 w wyniku ultimatum Komisji Europejskiej, która zagroziła samorządowcom wstrzymaniem funduszy. Przywołane badanie „Sytuacja społeczna…” potwierdza, że osoby mieszkające w powiatach, które ogłoszono „strefami wolnymi od LGBT” odznaczały się większym nasileniem myśli samobójczych niż mieszkający w powiatach, gdzie takie uchwały nie zostały przyjęte.
 
Mają więc radni_e – i ci w woj. małopolskiego i pozostali_łe uchwalający strefy krew na rękach. Którzy konkretnie? Podajemy za Atlasem Nienawiści: spośród wszystkich samorządowców_czyń, którzy mogli głosować w sprawie stref, za ich wprowadzeniem, a zatem za intensyfikacją samobójstw osób LGBT+ w swoich powiatach, gminach i miastach głosowało
  • 91% radnych z PiS (869 z 952)
  • 100% radnych z Kukiz’15 (15 z 15)
  • 49% radnych z PSL (139 z 284)
 
Potrzebujesz pomocy?
  • Lambda Warszawa prowadzi Telefon Zaufania dla osób LGBT i ich bliskich czynny od poniedziałku do piątku w godz. 18.00–21.00. Zadzwoń: 22 628 52 22
  • Wsparcia udzielają także inne organizacje LGBT w całej Polsce. Ich listę znajdziesz na stronie MNW 👉 https://mnw.org.pl/pomoc/

Co sądzisz o Replice? Weź udział w ankiecie!

❤️ Magazyn „Replika” nie mógłby funkcjonować bez Was – naszych Czytelniczek i Czytelników.
🧡 Chcemy tworzyć magazyn dostosowany do Waszych potrzeb i zainteresowań.
💛 Dlatego przygotowaliśmy_łyśmy ankietę.
💚 Wypełniając ją, dacie nam sygnał, co w nas lubicie, co Wam przeszkadza, czego Wam brakuje, a czego jest za dużo.
💙 Będziemy wdzięczni_ne za każdy głos!
💜 Kliknij link poniżej i wypełnij ankietę

👉👉👉 https://replika.webankieta.pl/

Świąteczne życzenia od tęczowych rodzin na plakatach w 27 miastach. Trwa kampania “Jesteśmy rodziną”

 

W 27 miastach w Polsce zawisły plakaty i billboardy, na których polskie tęczowe rodziny składają świąteczne życzenia. To kolejna odsłona kampanii Jesteśmy rodziną stowarzyszenia Miłość Nie Wyklucza. Alicja i Patrycja, mamy Zoi; Karolina i Ola, mamy Olka; Kasia i Ewelina, mamy Amelii oraz
Milena i Ola, mamy Tadzika i Edzia pokazują nam, że już dziś w Polsce żyją dzieci, które mają dwie mamy.

Czytelnicy i Czytelniczki Repliki mogą znać Kasię i Ewelinę Domańskie z łamów Repliki. Wywiady z nimi i innymi parami jednopłciowymi wychowującymi dzieci udostępniamy za darmo w ramach współpracy z Onet.pl

  • Kasia i Ewelina Domańskie, mamy Amelii
  • Anna Kubicka i Karolina Sibilska, mamy Blanki
  • Jacek i Andrzej Kacprzak-Kubińscy, ojcowie Adama i Brandona
  • Aleksandra Knapik i Kasia Gauza, mamy Stasia

Skąd potrzeba pokazywania rodzin jednopłciowych? “Badania pokazują, że dla połowy naszego społeczeństwa odkrycie samego istnienia tęczowych rodzin może być ważne. To działanie edukacyjne, ale również głos sprzeciwu wobec nagonki prowadzonej przez władze przeciw nam i naszym rodzinom”, wyjaśnia Ola Kaczorek, osoba współprzewodnicząca Miłość Nie Wyklucza.

“Wiele osób w Polsce zabiera głos na temat osób LGBT+ i ich rodzin nie mając o tym zielonego pojęcia. Chcemy to zmienić” dodaje Hubert Sobecki, współprzewodniczący Miłość Nie Wyklucza. Nawet osoby, które widzą zdjęcia rodzin w naszych mediach społecznościowych piszą “piękna szczęśliwa rodzina. Szkoda, że to nie Polsce”. To pokazuje jak niska jest nasza świadomość jak wiele jest do zrobienia.

W ubiegłym tygodniu Miłość Nie Wyklucza opublikowała raport „Jesteśmy rodziną. Co myślą Polacy i Polki o rodzinach osób LGBT+?”, w którym przedstawia wyniki ogólnopolskich badań ilościowych na temat tęczowego rodzicielstwa. Wynika z nich między innymi, że:

  • 56% Polek i Polaków uważa, że osoby tej samej płci powinny móc wziąć ślub, aby zapewnić bezpieczeństwo swoim dzieciom. Za jest 75% wyborców Koalicji Obywatelskiej i 37% wyborców Zjednoczonej Prawicy.
  • Ponad 28% Polaków i Polek nie wie, czy tęczowe rodziny żyją w Polsce, prawie 1/5 (18%) uważa, że ich nie ma.
  • 71% zgadza się ze stwierdzeniem, że „płeć i orientacja seksualna rodzica są mniej ważne od miłości, bezpieczeństwa i wsparcia ze strony rodzica”.
  • 77% społeczeństwa jest przekonana, że dzieci wychowywane w tęczowych rodzinach są narażone na drwiny ze strony rówieśników i otoczenia.
  • 76% uważa, że społeczeństwo powinno chronić dzieci wychowywane przez pary jednopłciowe przed prześladowaniami ze strony otoczenia.

Polska pozostaje jednym z 6 ostatnich krajów Unii Europejskiej, które nie pozwalają parom tej samej płci na formalizację związku w jakikolwiek sposób ani poprzez pełną równość małżeńską, ani częściowo, poprzez związki partnerskie. W przypadku tęczowych rodzin, czyli par osób tej samej płci wychowujących dzieci, skutkuje to zarówno codziennymi trudnościami w kontaktach z urzędami i instytucjami, jak i najbardziej tragicznymi sytuacjami, gdy dziecko zostaje uznane za sierotę w momencie śmierci rodzica biologicznego.

Pełen raport oraz filmy prezentujące 5 tęczowych rodzin żyjących w Polsce można znaleźć na stronie kampanii www.jestesmyrodzina.pl

Jacek Braciak ma transpłciowego syna

Jeden z czołowych polskich aktorów Jacek Braciak wyznał na łamach grudniowego magazynu Zwierciadło, że ma transpłciowego syna!

W rozmowie aktor mówi m.in. o obecnej sytuacji politycznej, czy dyskryminacji kobiet i ich wolności. Na pytanie dziennikarki Karoliny Morelowskiej-Siluk, czy jego trzy córki są wolnymi kobietami, odpowiada:

„Jestem ojcem dwóch córek i syna. Dlatego że moja córka okazała się mężczyzną w swojej istocie, w swoim wnętrzu, myśleniu, więc w tej chwili mam syna. Miałem kiedyś córkę Jadwigę, a teraz mam syna Konrada. I tak, myślę, że moje dzieci to ludzie wolni.”

„Po Piotrze Jaconiu, który w czerwcu br. w wywiadzie na łamach „Repliki” wyznał, że ma transpłciową córkę, Jacek Braciak jest drugim w tym roku tak znanym rodzicem, który robi swoisty coming out – jako rodzic osoby transpłciowej. Takich deklaracji bardzo potrzeba polskiej społeczności LGBT+, a w tym zwłaszcza – społeczności osób transpłciowych” – mówi Mariusz Kurc, redaktor naczelny Magazynu „Replika”

“Niestety akceptacja ze strony rodzica osoby LGBT+ wciąż nie jest w Polsce codziennością, ale rzadkością. Badania wskazują, że tylko 25% matek i 12% ojców w pełni akceptuje swoje dzieci LGBT. Właśnie dlatego za każdy taki rodzicielski coming out – i znanego aktora w czasopiśmie, i „zwykłego człowieka” wobec przyjaciół czy sąsiadów jest kluczowy na drodze walki z dyskryminacją i niezrozumieniem, które tak często spotyka ludzi LGBT. Oby takich rodzicielskich coming outow, jak również coming outów samych osób LGBT – było jak najwięcej”
– dodaje Kurc.

Masakra i literalizm

Tekst: Bartosz Żurawiecki

Pisanie stało się zajęciem niebezpiecznym. Zagrażającym nie tylko zdrowiu (zwłaszcza psychicznemu), ale i życiu. Przekonuję się o tym na własnej skórze, gdy fragmenty któregoś z moich felietonów (właśnie – fragmenty, a nie całość; któż by się trudził czytaniem całości) trafiają do sieci i wzbudzają reakcje tak gwałtowne, że nie powstydziliby się ich faszyści z armii Międlara. Nie mogę wyjść ze zdumienia, że to, co w założeniu miało być swobodną dywagacją na tematy rozmaite, zderza się z tajfunem ekstremalnych często emocji. Chyba powinienem być dumny, że prowokuję aż taki wkurw, ale prawdę mówiąc bardziej mnie ta eskalacja złej energii przeraża, niż podnieca.

Olga Tokarczuk napisała, że chorobą dzisiejszych czasów stał się literalizm, którego objawami są: „brak zdolności do rozumienia metafory” (dorzuciłbym jeszcze – i konwencji), „pauperyzacja poczucia humoru”, „skłonność do wydawania ostrych, pochopnych sądów”, potępienie niejednoznaczności i ironii. Koniec końców literalizm prowadzi do „powrotu dogmatyzmu i fundamentalizmu”.

Zawsze staram się w tę skromną i krótką formę literacką, jaką jest felieton, wnieść elementy ironii i niejednoznaczności. Od tego m.in. są felietony. Kto czyta uważnie, ten na pewno zauważył, że poprzedni mój tekst, o anglicyzmach w języku polskim, napisany został jako polemika z samym sobą. Narrator sam siebie przyłapuje na niekonsekwencji, poddaje pod rozwagę różne za i przeciw, stawia pytania i nie podsuwa gotowych odpowiedzi.

Natomiast komentarze na profilu „Repliki” pod kilkoma zdaniami wyjętymi z tego felietonu można z grubsza podzielić na trzy grupy. Pierwsza – standardowe. Żebym się walnął w głupi łeb, że popierdoliło mnie do reszty i generalnie mam spierdalać. Druga – lekceważące. Jestem boomerem i polonistką, zasługuję więc co najwyżej na politowanie (bardzo to „inkluzywne”, nieprawdaż?). Te trzecie zaś bombardują mnie jedynie słusznymi argumentami, niekiedy nawet merytorycznymi, tyle że podanymi z agresją, zacietrzewieniem i pogardą. Bombardowanie to ma na celu zdyskredytowanie mnie osobiście i nonsensów, które wypisuję.

Czytając komentarze, zaiste bez problemu dostrzegam obłęd w oczach moich interlokutorów i interlokutorek. Dla nich rozmówca, czyli ja – ale też ktokolwiek inny, nie roszczę sobie prawa do wyjątkowości – jest przeciwnikiem, którego należy z uporem godnym lepszej sprawy wdeptać w ziemię. Masakra! W komentarzach tych próżno szukać słów typu: „sądzę”, „moim zdaniem”, „myślę, że”, „przypuszczam” czy, nie daj Boże!, „zgadzam się”. Nie, jest odrzucająca jakiekolwiek wątpliwości pewność własnych racji. Swobodna i partnerska dyskusja pozbawiona obelg i osobistych wycieczek wydaje się więc niedosięgłym, a w tym kontekście wręcz śmiesznym ideałem.

Najsmutniejsze, że tego typu postawy prezentują nie prawicowe trolle, ale osoby identyfikujące się z LGBT+. Niestety, coraz częściej dostrzegam w środowisku przejawy ponurego doktrynerstwa, które w pierwszej kolejności stawia sobie za cel napiętnowanie i wyrugowanie wszelkich odchyleń od doktryny. Szkopuł jednak w tym, że nie bardzo wiadomo, jaka to jest doktryna, bo de facto każdy ma własną. Wszystko więc sprowadza się do usilnych prób zawstydzenia (o, shaming!) i wyeliminowania domniemanego wroga.

To wymaga z kolei okopania się na swoich pozycjach i obrony ich za wszelką cenę. Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale wydaje mi się, że teoria queer zakładała płynność wszelkich tożsamości i orientacji. Podlegały one dekonstrukcji, co miało prowadzić do, jak widać utopijnej, sytuacji, w której nikt już nie będzie się musiał jednoznacznie określać i definiować w wąskich ramach.

Tymczasem tożsamości mnożą się dzisiaj w niesłychanym tempie. Już nie tylko gej, les, bi etc., ale aromantyczny, panseksualny, aegoseksualny, demiseksualny itd., itp. Żeby było jasne, każdy ma prawo nazywać siebie tak, jak ma ochotę. Tyle że towarzyszy temu nazywaniu syndrom oblężonej twierdzy, choć to nawet nie jest twierdza, a ciasna cela.

Do kompletu mamy jeszcze ciągłą pretensję – na przykład pod adresem „Repliki” – że nie zauważamy istnienia rozmaitych kategorii, jak również, że posługujemy się rzekomo „fobicznym” wobec nich językiem. To my jesteśmy nieprzyjacielem, do którego strzelać najłatwiej. Tu powinienem napisać, że owszem, zauważamy i nie deprecjonujemy, ale to przecież tylko żałosne tłumaczenie się, bo i tak nie udowodnimy własnej niewinności.

Rozdrobnienie siłą rzeczy prowadzi do osłabienia wspólnoty. Zamiast jednoczyć się w walce z opresyjną rzeczywistością, tęczowi zajmują się tropieniem wrogów we własnych szeregach. Bezkompromisowo i ze śmiertelną powagą prowadzącą do fanatyzmu; zawsze takie są skutki, gdy człowiekowi brakuje dystansu do samego siebie.

Tokarczuk ma rację. Literalizm nas zabije. To znaczy, zabijemy się sami. Niebinarni ukatrupią cis, aromantyczni wykończą sapioseksualnych. A PiS znowu wygra wybory

Karolina Brzuszczyńska i Agnieszka Skrzeczkowska – para z „Top Model”

KAROLINĄ BRZUSZCZYŃSKĄAGNIESZKĄ SKRZECZKOWSKĄ, parą instagramerek i youtuberek, o tym, jak się poznały, jak później przebiegły oświadczyny oraz ile dzieci planują, a także o coming outach, o udziale Agnieszki w „Top Model” i o tym, jak reagują na podryw heteryków, rozmawia Tomasz Piotrowski

Obserwuję dziewczyny w mediach społecznościowych od ponad pół roku. Zdaję sobie sprawę, że wywiad z nimi może być jak wybuch wulkanu. Zaczynamy. Towarzyszy nam Dzidzia – kot rasy Sfinks.

Siemanko!

Karolina: Siemanko!

Polubiłem to przywitanie z waszych relacji na Intagramie. Słyszy je codziennie ponad 100 tysięcy waszych fanek i fanów, a teraz, po waszym udziale w „Top Model”, pewnie będzie ich dużo więcej. Przyszłyście na casting razem, dzięki czemu temat związków jednopłciowych ponownie dotarł do szerokiej opinii publicznej. Co prawda, tobie, Karolino, nie udało się przejść dalej, ale Agnieszka jest już w fi nałowej 15! Z napięciem oglądałem wszystkie odcinki i mocno trzymam kciuki.

Agnieszka: Dzięki! Program trwa, więc niemogę niestety niczego zdradzać, ale oglądajcie koniecznie kolejne odcinki!
Będziemy na pewno! Jaki był początek waszego związku?

K: Wszystko zaczęło się na Instagramie. W lipcu 2017 r. zaczęłyśmy wzajemnie komentować swoje relacje.
A: Za którymś razem Karolina do mnie napisała. Myślałam, że to fejkowy profil i bałam się odpisywać, ale ostatecznie te amerykańsko wyglądające fotki okazały się prawdziwe. (śmiech) Od słowa do słowa – umówiłyśmy się na piwo na bulwarach nad Wisłą.

Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

Relacja dziennikarza „Repliki” z zatrzymania 7 sierpnia

Dziennikarz-wolontariusz „Repliki” był jedną z 48 osób zatrzymanych 7 sierpnia na 24 godziny w szokującej policyjnej łapance. Oto jego relacja

Mam 24 lata. Od prawie trzech lat jestem dziennikarzem-wolontariuszem „Repliki”. Odpowiadam przede wszystkim za teksty okołofilmowe. Z komfortu własnego mieszkania szukam filmów o tematyce LGBT, które mogą edukować, inspirować czy dodawać otuchy. Poza Marszami Równości raczej nie chodzę na demonstracje, ale w piątek, 7 sierpnia, gdy kończąc pracę koło godziny 18, przeczytałem, że Margot ma właśnie zostać aresztowana pod siedzibą Kampanii Przeciw Homofobii, czyli kilka ulic dalej, 15 minut drogi pieszo ode mnie – od razu postanowiłem, że tam idę. Być może uda się zrobić dobre zdjęcie dla „Repliki”, być może zobaczę coś wartościowego, o czym inny portal nie napisze, być może to będzie ważny dzień w polskiej historii tęczowego aktywizmu. Nie przeszło mi przez myśl, że wbrew własnej woli, ze świadka i dziennikarza stanę
się jedną z ofiar tamtego wieczoru.

Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

ginekolog Maciej Socha – gej odbiera dzieci

Z ordynatorem oddziału położniczo-ginekologicznego szpitala św. Wojciecha w Gdańsku doktorem MACIEJEM SOCHĄ
rozmawia Mariusz Kurc

Ilu znasz ginekologów, jawnych gejów?
Oprócz siebie? Żadnego. Chodzą tylko żarciki, że powinno być wieeelu ginekologów gejów – bo zero ryzyka, że będą napastować pacjentki. Super bezpieczny lekarz, całkowite zaufanie.

Musisz więc funkcjonować jako rodzynek.
Bycie gejem oznacza, niestety, bycie postrzeganym przez pryzmat swojej seksualności, natomiast ginekologia jakoś tam wiąże się z seksem dla wielu osób, bądź co bądź ściągamy majtki w gabinecie, więc na tym styku jest całe mnóstwo stereotypów, różnych dziwnych zaskoczeń czy uprzedzeń. Gdy wybierałem specjalizację na studiach, wielu znajomych pytało: „Serio? Dasz radę zajmować się pochwami? Nie będziesz się brzydził? To cię naprawdę interesuje? Co ty w ogóle wiesz o pochwach?”.
Bo pochwy muszą mnie erotycznie podniecać, bym coś o nich wiedział… prawda? Ciekawe, czy heteroseksualny urolog jest pytany, czy da radę zajmować się penisami.
Właśnie. Bo heteryk to po prostu człowiek, którego jedną z wtórnych cech jest jego heteroseksualna orientacja, natomiast gej to człowiek, dla którego orientacja jest główną, pierwszorzędną cechą.
Gdy dwa lata temu zostałem najmłodszym szefem oddziału ginekologicznego w Polsce, nasłuchałem się trochę pseudokomplementów. „Świetny ginekolog – a gej”. Albo zdziwienie, że ja dobrze operuję. Nieskromnie powiem, że jestem świetnym chirurgiem operującym schorzenia z zakresu ginekologii, onkoginekologii i uroginekologii. Gdzieś tam czai się ten dodatek: „jak na geja”. Zabawne, że kobiety w kontekście ich płci spotykają się z podobnymi uprzedzeniami. Albo na innym poziomie – przychodziłem do pracy np. w różowych spodniach czy polówce. I w tych różowych spodniach podejmowałem ważne decyzje odnośnie zdrowia
pacjentek. Osłupiałym spojrzeniom nie było końca. Albo sugestiom, że chyba nie jestem do końca poważny. Może też niezbyt kompetentny? Więc z przekory te różowe spodnie zakładałem. A gdy potem pacjentki wychodziły wyleczone, to też zdziwienie, że wszystko dobrze zrobiłem – „pomimo” tego, że jestem gejem w różowych spodniach.
Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

Margot i przyjaciółki mówią: „Grzeczne już byłyśmy”

O zatrzymywaniu pogromobusów. O wieszaniu flag na pomnikach. O potańcówce przed Pałacem Prezydenckim. O tym, co zrobiła Platforma Obywatelska. O Magdzie Gessler, o księdzu Bonieckim, o Almodovarze, Rafale Trzaskowskim i o Chrystusie – i o tym, jaką wizję na pedałów w Polsce mają liberałowie oraz o tym, że pewne metody działania ruchu LGBT chyba właśnie się wyczerpały. Mówią MARGOT SZUTOWICZ i ŁANIA MADEJ ze STOP BZDUROM oraz zaproszone przez nie aktywistki: RÓŻA MAJEWSKA, FILIP KANIA HELENA DE CLEYRE.

Rozmowa Mariusza Kurca

MAMY TYLKO SIEBIE NAWZAJEM

„Powinniście działać powolutku, edukować, nie zrażać do siebie „zwykłych” ludzi. Nie możecie być radykalni” – słyszę te głosy naszych „sojusznikow” ciągle, odkąd sam jestem aktywistą LGBT. Jakoś żaden z tych sojuszników nie zauważa, że ruch LGBT w Polsce istnieje od ponad 30 lat, a nasze postulaty są wciąż niezrealizowane. Metoda na grzecznych edukatorów chyba nie działa.

Margot: A i tak te głosy padają na podatny grunt w naszej społeczności – wśród ludzi LGBT też jest wielu takich, którzy radzą czekać i nie zrażać. Jednego standardu działania nie ma, jesteśmy niedogadane co do metod i nigdy nie będziemy dogadane.

Ale tym razem te ostrzejsze metody wyszły na powierzchnię. Co po tym wszystkim będzie ze Stop Bzdurom?

Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.