Andora wprowadza równość małżeńską!

21 lipca Andora, maleńkie państewko (77 tys. mieszkańców) w Pirenejach między Hiszpanią a Francją, wprowadziła równość małżeńską!

Wcześniej, od 2014 r., legalne w Andorze były związki partnerskie dla par jednopłciowych (wraz z prawem do adopcji), więc ta przedwczorajsza zmiana nie jest może wielkim przełomem – raczej „dopełnieniem” do pełnej równości. Zawarte związki partnerskie automatycznie przekształcą się w małżeństwa. Andora jest trzydziestym trzecim krajem świata z równością małżeńską.

Andorczykom i Andorkom gratulujemy wyboru mądrych władz, które małżeństwa jednopłciowe wprowadziły ❤

Areta Szpura – moda, ekologia i LGBT+

Z ARETĄ SZPURĄ, influencerką i aktywistką klimatyczną, rozmawia Małgorzata Tarnowska

Areta Szpura – influencerka i aktywistka klimatyczna, autorka książek o klimacie „Jak uratować świat?” (2021) i „Instrukcja obsługi przyszłości” (2022). Współzałożycielka marki modowej Local Heroes, której ubrania nosiły światowej sławy gwiazdy (np. Rihanna). W 2017 r. odeszła z marki, by działać na rzecz Ziemi. Obecnie możemy ją oglądać gościnnie u boku Kasi Zillmann (wyoutowanej olimpijki, bohaterki okładkowego wywiadu „Repliki” nr 93/2021) w ostatnim, czwartym sezonie serialu „Kontrola”.

Jak trafiłaś do Kontroli? Nie wiem, na jakim świecie żyłam, (śmiech) ale nie słyszałam o „Kontroli”, zanim odezwała się do mnie Natasza Parzymies (twórczyni serialu – przyp. red.). Napisała do mnie koło października na Instagramie, że robi polską wersję „Th e L Word” i że podobała jej się tamtejsza idea guest appearances. A że jestem niespełnioną aktorką (śmiech) – jako mała dziewczynka chodziłam na castingi do seriali – stwierdziłam, że nie dość, że to superprojekt, to jeszcze spełnienie marzeń, oczywiście się zgodziłam.

Jak wspominasz pracę na planie?

Scenę ze mną kręcono nocą koło mojego domu, więc jechałam na plan na rowerze, słuchając Hannah Montany, i czułam się przewspaniale. Wszyscy w ekipie byli młodzi i kumaci. Z automatu było mleko owsiane przy kawie, a departament kostiumów chodził po lumpach. Dużo rzeczy, o które na większości planów się walczy, tam było oczywistych. Czuć było w powietrzu, że tworzy się coś, co zmieni historię.

Jak ci się pracowało z Kasią Zillmann i pozostałą ekipą aktorską?

Poznałyśmy się z Kasią na planie i od razu się skumałyśmy. Do tej pory się śmiejemy, że nasze role to „koleżanka nr 1” i „koleżanka nr 2” (Kasia i Areta pojawiają się w jednym z odcinków jako znajome Majki, jednej z głównych bohaterek – przyp. red.). Byłam zajarana i bawiło mnie, że mogę mówić, że jestem aktorką. Potem często na siebie z Kasią wpadałyśmy, ostatnio nocowała u mnie z dziewczyną, czekając na pociąg. Okazało się też, że Ewelina Pankowska (odtwórczyni roli Majki – przyp. red.) mieszka blok obok mnie!

Jak występ w Kontroli wpisuje się w twoją działalność influencerską?

Dwa lata temu – nawet ciężko powiedzieć, czy zrobiłam coming out, bo nie czuję się w ten sposób, ale zaczęłam brać udział w różnych akcjach LGBT+, np. „Głosuję na miłość” organizowaną w 2019 r. przez Kampanię Przeciw Homofobii. W 2020 r. pojawiłyśmy się z moją dziewczyną Agą na okładce „Women’s Health” jako pierwsza homoseksualna para – dwa lata przed „Vouge’iem” (który w czerwcu br. wyszedł z dwiema okładkami – przedstawiającymi pocałunek pary dziewczyn oraz pary chłopaków – przyp. red.)! Nie jestem wielką czytelniczką „Women’s Health”, ale mega się jarałam, że taki magazyn miał odwagę to zrobić. Że będziemy w kioskach, na stacjach benzynowych. Była radość, ale też strach, czy nie będą robili akcji palenia magazynu.

Obawy były słuszne?

Nie było akcji sprejowania okładek jak w przypadku „Vogue’a”. Ale też my na naszej się nie całowałyśmy, nie było plakatów z okładką. Po prostu byłyśmy ze sobą i byłyśmy podpisane jako para. Cieszyłam się, że przełamujemy stereotypy – po prostu dwie dziewczyny w sukienkach, jak w parku.

Skąd się wziął ten pomysł?

Poczułam, że jest potrzeba, by jak najwięcej osób było widocznych. Wcześniej nie ukrywałam swojej relacji na IG, ale też nie chciałam, żeby ludzie obserwowali mnie tylko dlatego. To nie był mój główny nurt aktywistyczny: robiłam różne własne rzeczy, a to, że jestem w nieheteronormatywnym związku, to był dodatek. Cieszę się, że to się rozwinęło w takiej kolejności – bo mam nadzieję, że pokazało tę złożoność wielu obserwującym mnie osobom.

Teraz zajmujesz się działaniem na rzecz klimatu, wcześniej byłaś silnie związana z modą.

Moje zajawki często stawały się moją drogą zawodową. Początkowo była to moda, w której przeszłam przez wszystkie możliwe etapy – od bycia asystentką stylistki, przez pracę w magazynach, po założenie własnej marki Local Heroes i bycie szefową – i była to superprzygoda. Ale w pewnym momencie zaczęłam czuć zgrzyt. Akurat byłam w Kalifornii. W księgarni na dziale moda zobaczyłam książkę Elizabeth C. Cline Overdressed: Th e Shockingly High Cost of Cheap Fashion [Prze- -brani. Szokująco wysokie koszty taniej mody]. Do dzisiaj pamiętam okładkę. Zaczęłam ją czytać i pomyślałam: „O, fuck. Nigdy nie zadawałam sobie tych pytań”.

Jakich?

Kto produkuje rzeczy, które są w sieciówkach, i dlaczego są takie tanie. Jaki to ma wpływ na środowisko. Byłam coraz bardziej wstrząśnięta. Kupiłam książkę, poszłam na plażę ją przeczytać, i zaczęłam temat googlować, oglądać dokumenty. Wróciłam do kraju przerażona, że jest cała strona uwielbianej przeze mnie mody, z której nie zdawałam sobie sprawy i która nie jest taka fajna. Było mi coraz gorzej prowadzić firmę. Czułam, że poświęcam czas i energię na projektowanie rzeczy, których nikt nie potrzebuje. Pamiętam moment, w którym miałam przed sobą białe kartki i musiałam wymyślić pięć bluzek i pięć bluz, i zrobić na siłę… Proces odchodzenia z mody i z firmy trwał w sumie dwa lata. Miałam też wspólniczkę. Jak się rozstać, kto przejmuje markę, kto z nią będzie? Teraz marka nadal żyje i ma się dobrze. Każda z nas poszła w swoim kierunku.

Kiedy odkryłaś, że podobają ci się dziewczyny?

W tym sensie również otworzył mi oczy pobyt w Stanach, ale wiadomo, że patrząc z perspektywy, sugestii, że mogą mi się podobać dziewczyny, było dużo więcej. W Warszawie miałam imprezowe przygody, ale kiedy zaczynało być bardziej poważnie – miałam jedną taką historię – totalnie się wystraszyłam, no bo jak ja powiem mamie?

Zdradzisz więcej?

To była koleżanka z podstawówki, która była zupełnie wkręcona w dziewczyny. Miałyśmy romans i to było dla mnie super, ale w pewnym momencie ona bardzo szła do przodu, a ja się przeraziłam. Mam mieć dziewczynę? Totalnie ją zghostowałam i do dzisiaj mam wyrzuty sumienia. Dzisiaj nawet czasami nasze drogi się przetną. Milion razy ją za to przepraszałam, ale to pokazuje moją ówczesną niedorosłość i totalne zagubienie. W ogóle nie wiedziałam, z kim o tym pogadać, jak się do tego zabrać… Spanikowałam.

Coś się zmieniło w Stanach?

Nikt tam mnie nie znał, jest tam większe przyzwolenie dla osób LGBT+. Wyszukiwałam na Tinderze chłopaków i dziewczyny i zaczęłam się spotykać z ludźmi nawet nie w celach randkowych, ale po prostu, by poznać nowe osoby w dużym mieście. Okazywało się, że z dziewczynami łatwiej mi się gada i dogaduje. Wtedy miałam przebłysk, że może to się jakoś da połączyć – zaczęłam poznawać dziewczyny, które dłużej spotykały się z dziewczynami, i przymierzać się do tego, że tak to może wyglądać. Wcześniej bycie z dziewczyną kojarzyło mi się ze stereotypowymi lesbijkami, z którymi kompletnie się nie utożsamiałam.

Masz na myśli np. nasze dziwne fryzury? (śmiech)

Na przykład. (śmiech) Dopiero w USA zobaczyłam szerszy wachlarz możliwości. Że nie muszę się ubierać tak albo siak, tylko mogę być sobą i być z dziewczynami.

Co było później, po powrocie do Polski?

Zostawiłam sobie te same ustawienia na Tinderze. (śmiech) A miałam ustawione już tylko dziewczyny. Przeglądałam sobie tego Tindera, byłam na jednej czy dwóch randkach. Aż wreszcie spotkałam na Tinderze Agę, z którą wcześniej się kojarzyłyśmy przez jej siostrę bliźniaczkę. Napisałam do niej dla beki, czy idziemy na randkę, bo nas zmatchowało…

i od tego czasu jesteście razem.

Osiem lat później nadal to chodzi. Na początku miałyśmy odwagę kontaktować się ze sobą tylko podczas imprez, ale w końcu odważyłyśmy się pójść na trzeźwą randkę i spojrzeć sobie w oczy. Nie mogłyśmy przestać się spotykać, było raz lepiej, raz gorzej, i tak ciągnie się do dzisiaj.

Jak wspominasz swój coming out przed rodzicami?

Coming out zrobiłam przed rodzicami dopiero po roku, odkąd się poznałyśmy z Agą. Postanowiłam przestać mówić, że znowu jadę nocą do koleżanki, bo czułam, że ta wymówka przestaje być przekonująca. (śmiech) Moi znajomi wiedzieli od początku, przyjaciółki dopingowały mnie i malowały przed randkami. Ale rodzicom długo bałam się powiedzieć, nie dlatego, że jestem z dziewczyną – bo czułam, że to przyjmą raczej OK – tylko dlatego, że nigdy nie gadałam z nimi o uczuciach i związkach. Zresztą nie było wcześniej nikogo na tyle poważnego, żebym chciała go im przedstawić. A tutaj czułam, że chciałabym móc wziąć Agę do domu i nie nazywać jej koleżanką, tylko dziewczyną. Pamiętam, że napisałam listę tego, co im chcę powiedzieć, żeby ze stresu nie zapomnieć słów. (śmiech) Poczułam ogromną ulgę, kiedy to zrobiłam. I spotkałam się z superprzyjęciem. Okazało się, że najbardziej problematyczne było to w mojej głowie.

Byłłzy?

Z mojej strony na pewno. Rodzice powiedzieli, że czuli to wcześniej. Ale to ludzie, którzy raczej nie będą pytać, tylko zaczekają, aż sama powiem.

Jak zareagowała dalsza rodzina?

Największy stres był z babciami. Z coming outem przed nimi czekałam dłużej. Obie mieszkają w mniejszych miastach, więc mała była szansa, by się poznały z Agą. Dopiero kilka lat później, pod wpływem kolejnych pytań, czy mam chłopaka, chciałam im móc opowiedzieć, że jestem na wakacjach z dziewczyną, a nie ze współlokatorką. Nie spotkałam się z hejtem, ale z niezrozumieniem. Nie wiedziały, jak się do tego ustosunkować. Kilka lat temu, kiedy była brutalna nagonka na osoby LGBT+, bały się, żeby nikt nie zrobił mi krzywdy. Teraz traktują Agę jako jedną ze swoich wnuczek.

Miałaś jakiś coming out w szkole?

Nie myślałam o tym w kontekście siebie, ale pamiętam, że jarałam się lesbijką z YouTube’a, która robiła filmiki ze swoimi dziewczynami i opowiadała o swoim życiu. To były początki tej platformy i było tam bardzo mało kontentu, a filmy tej dziewczyny miały ze sto wyświetleń. Nigdy nie jarałam się też chłopakami jako nastolatka – nie miałam plakatów Backstreet Boys czy Aarona Cartera. Zawsze to były bliźniaczki Olsen, Hilary Duff i Lindsay Lohan. (śmiech) Poza tym pamiętam serial „Skins” i lesbijską parę w jednym z sezonów – mój ulubiony wątek, który oglądałam z wypiekami na twarzy. Wtedy już miałam crusha na Naomi, ale nikomu o tym nie mówiłam. W branży modowej też miałam w otoczeniu bardziej dziewczyny niż kolegów. Nie za dużo randkowałam, byłam skupiona na pracy, a jeśli coś się wydarzało, to przy okazji. Inaczej niż większość moich koleżanek, które miały jednego chłopaka za drugim.

W szkole wyoutowanie się wiązałoby się z odrzuceniem?

Myślę, żę nie – chodzi bardziej o to, że nie było otwartości i ciężko było znaleźć kogoś, kto byłby po tej samej stronie mocy.

Z tej szkoły uciekłaś do świata mody, a ze świata mody do aktywizmu klimatycznego. Zawsze szukasz własnego miejsca?

Totalnie tak jest. Teraz znowu jestem na kolejnym etapie i szukam głębiej. Miałam tak przez całe życie – począwszy od tego, że mam nietypowe imię. (śmiech) Nigdy nie mogłam znaleźć kubka ze swoim imieniem… Musiałam go sobie zrobić. (śmiech) Nie mogłam się dopasować do żadnej grupy. To były małe rzeczy, ale kształtują w dziecku poczucie nie-do-końca- przynależności. Miałam nietypowe dzieciństwo i nietypowy dom – mówiąc ogólnie, moi rodzice nie mieli „normalnych” zawodów i dużo podróżowaliśmy po świecie. Zawsze wracałam z jakimiś warkoczykami na głowie, byłam turbokolorowo ubrana. Odstawałam od grupy, ale nie dopasowywałam się na siłę, tylko szłam za tym, co czuję. Jestem za to wdzięczna wszechświatowi, bo to daje megamoc. Najtrudniejszą decyzją było odejście od mojej firmy i jakkolwiek to było ciężkie, dało mi poczucie, że cokolwiek wymyślę, to zrobię.

Jak widzisz relację między trzema sferami, które są dla ciebie ważne: modą, ekologią i LGBT+?

Na pewno problemem jest pinkwashing, który ma wiele wspólnego z greenwashingiem – marki nagle robią coś z tęczą lub zielonym znaczkiem i oczekują owacji na stojąco. Nie wiem, co o tym myśleć – jeśli do wyboru mają robić to lub nie, to oczywiście lepiej, by robiły. Ale byłabym ostrożna i tak samo jak w przypadku środowiska, zapytałabym, co tak naprawdę dana marka zrobiła na rzecz równości, również wewnątrz firmy. I nie chodzi tu o „tęczowy dzień”, kiedy wszyscy pracownicy muszą przyjść do pracy ubrani na kolorowo, nawet gdy nie mają na to ochoty.

Jak uniknąć pułapek pinkwashingu?

Trzeba sprawdzać firmy z z tęczowym logo – co za tym idzie: czy tylko fajne rzeczy, zniżka lub tęczowy produkt, z którego dochód częściowo zostanie przekazany na coś? W drugim przypadku dana firma po prostu mogłaby przekazać zysk na fundację, a nie zrzucać odpowiedzialności na konsumenta – że jeżeli kupi produkt, którego nie potrzebuje, to zysk pójdzie na fundację. Z drugiej strony jeśli tęczowe rzeczy są w czerwcu na wystawach, to pojawia się pytanie: czy będą tam nadal w lipcu? Jak zrobić, żeby tęcza trwała 12 miesięcy? Cieszę się, że jest Parada, ale chciałabym, żeby nie był to jedyny dzień w roku, kiedy możemy przejść ulicami w takich ubraniach, w jakich czujemy się dobrze, i nie bać się wpierdolu.  

Walczą o tolerancję… w klapkach – marka Kubota po raz kolejny wspiera Pride Month!

Kuboto, zawiodłem się na Tobie. Toleruje dobro, zło – precz! Nie kupię nigdy nic Kuboty. Fajna ta ideologia taka nie za mądra. To tylko kilka komentarzy, które pojawiły się pod postem Kuboty na Facebooku o starcie akcji “Jesteś tolerancyjny? Tak, ale… nie ma ale!”. To kolejna odsłona wsparcia marki dla społeczeństwa LGBTQ+ z okazji Pride Month.

Na pierwszy rzut oka Kubota może w ogóle nie kojarzyć się z tęczową sprawą – marka powstała w samym środku lat 90. XX wieku i jest w 100% polska. Po latach memów z “Januszami” w roli głównej wydawać by się mogło, że to brand przeciwny środowisku LGBTQ+. Nic bardziej mylnego — Kubota to nie klapki, lecz styl życia. Styl życia zakładający równe traktowanie każdego, niezależnie od płci, orientacji seksualnej czy pochodzenia.

Wsparcie środowiska LGBTQ+ oraz walka o równość dla każdego jest obecnie w DNA Kuboty od reaktywacji brandu w 2018 roku. To wtedy czwórka przyjaciół postanowiła zaryzykować wszystko, by zrealizować wielkie marzenie o stworzeniu czegoś niesamowitego. Od samego początku projektu wiedzieli, że chcą zrobić coś więcej niż tylko zbudować dobrze prosperującą firmę.

Kubota jest zatem biznesem w pełni odpowiedzialnym społecznie. Oznacza to, że w przeciwieństwie do wielu innych, często większych marek, klapkowa legenda wspiera ważne według zespołu i zarządu sprawy nie tylko zmianą logo w mediach społecznościowych, ale przede wszystkim pieniężnie.

Jesteś tolerancyjny? Tak, ale… nie ma ale!

Chyba każda osoba utożsamiająca się ze środowiskiem LGBTQ+ usłyszała od kogoś “jestem tolerancyjny, ale…”, po którym następowała próba usprawiedliwienia swojego braku tolerancji. Ta jakże często występująca, życiowa sytuacja zainspirowała przedstawicieli marki do stworzenia hasła przewodniego dla sloganu tegorocznej edycji wspierania przez markę Miesiąca Dumy.

Marka w poście na Facebooku, w którym informuje o akcji, przywołuje kilka statystyk dotyczących sytuacji osób LGBTQ+ w naszym kraju:

  • 70% młodzieży LGBTQ+ spotyka się z przemocą ze względu na swoją orientację seksualną lub tożsamość płciową.
  • Ponad 20% osób LGBT+ straciło w swoim życiu kogoś bliskiego ze względu na swoją nieheteronormatywność.
  • 50% osób LGBT+ mierzy się z depresją.
  • 70% młodzieży LGBTQ+ ma myśli samobójcze.
  • 12% społeczeństwa LGBT+ planuje wyjazd z kraju w najbliższym czasie, z czego decydującym czynnikiem jest nagminne doświadczanie dyskryminacji w Polsce.

Powiedzieć, że osoby LGBT+ mają w Polsce ciężko, to nic nie powiedzieć. Potwierdza to wynik uzyskany w raporcie ILGA-Europe, który co roku bada prawodawstwo oraz praktykę stosowania prawa wobec osób LGBT. 13 punktów na 100 możliwych to najgorszy wynik w całej Unii Europejskiej.

W ramach tegorocznej akcji, której partnerem jest Kampania Przeciw Homofobii oraz Replika, Kubota wywiesiła plakaty w ponad 40 restauracjach w Łodzi i Warszawie, by dać impuls do wychodzenia nie tylko z szafy, ale także z domu, na ulice, by głośno walczyć o swoje prawa. Bo prawa osób LGBTQ+ to prawa  .

Oprócz tego Kubota, jak co roku, wspiera organizacje walczące o równość osób LGBTQ+ także finansowo — część dochodów ze sprzedaży klapków przekazywana jest Kampanii Przeciwko Homofobii oraz Fabryce Równości.

Wsparcie — nie pierwszy i nie ostatni raz

Działalność charytatywna Kuboty trwa od lat — marka ma na koncie współprace z PCK, WOŚPem, PAH, Fundacją JiM, Fundacją Kolorowy Świat, Fundacją Załoga Bulldoga, Monarem, Fundacją po DRUGIE, Fundacją Kapitan Światełko i innymi podmiotami, które na pierwszym miejscu stawiają równość i dobro innych osób.

Od 2019 roku marka ma w swojej ofercie tęczowe produkty — część zysków z ich sprzedaży przekazywane jest fundacjom walczącym o równouprawnienie osób LGBTQ+. Dwa lata po wprowadzeniu pierwszej tęczowej pary klapków, marka zorganizowała kampanię #silateczy, która okazała się ogromnym sukcesem. Udział w niej wzięły inne firmy, m.in. Bolt, Yope, Myszojeleń, Gandalf, Your KAYA, Plantwear i Many Mornings. Marki połączyły swoje zasięgi i możliwości, by jak najszerzej oraz możliwie najbardziej skutecznie walczyć z dyskryminacją i nietolerancją.

Kubotę wyróżnia dodatkowo fakt, że jest pracodawcą przyjaznym środowisku LGBT+. Nie jest to wyłącznie niepisana zasada — wręcz przeciwnie! W Kulturze organizacyjnej marki znajduje się zapis o tolerancji i akceptacji, które są głównymi filarami firmy. Marka propaguje równość nie tylko na zewnątrz, ale także w strukturach wewnętrznych. Te wszystkie działania są doceniane, o czym świadczy fakt podwójnej nominacji do nagrody Pracodawcy roku wspierającego osoby LGBT+.

 

 

 

Love Out Loud! Pride Week w Music Box

Już od 20 do 26 czerwca odbędzie się kolejna edycja Pride Week w Music Box Polska, w tym roku pod hasłem „Love Out Loud”

Wyraź głośno swoją miłość i bądź z nami przez cały tydzień – wyjątkowo pozytywna atmosfera, specjalne playlisty i programy, które obejrzysz tylko w Music Box. 

Spędź tydzień w towarzystwie gwiazd wspierających społeczność LGBTQ+, takich jak Madonna, Lady Gaga, Elton John, Ricky Martin, Years&Years, David Bowie, Queen, Arek Kłusowski, Reni Jusis, Ralph Kamiński i wielu innych. Obiecujemy, że na antenie nie zabraknie radości i frajdy!

Specjalnie z okazji Pride Week przygotowaliśmy:

50 BEST PRIDE SONGS (czwartek o 19:00, niedziela o 13:00) – zestaw 50 najlepszych teledysków o tematyce LGBTQ+.

DRIVE ‘N DRAG SHOW (piątek o 21:45, sobota o 10:00, niedziela o 21:00) – spektakularny koncert wielobarwnych i czasami prowokujących wykonawców drag queen, znanych z występów w kultowym amerykańskim reality show RuPaul’s Drag Race. Nie przegap unikalnej okazji, by zobaczyć to na swoim ekranie!

No i oczywiście, aby okazać nasze wsparcie dla całej społeczności LGBTQ+, nasze logo już drugi rok z kolei zmieni kolor i rozbłyśnie w tęczowych barwach. Ponadto, nasi widzowie będą dosłownie zarzucani dodatkowymi atrakcjami w trakcie całego tygodnia! 

Śledź naszą stronę internetową i social media, żeby być na bieżąco!

Pride Week w Music Box powstaje przy współpracy: Stowarzyszenia Lambda Warszawa, Grupy Stonewall, Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, Wild Grass – producenta napoju Rainbow, sklepu LGBT Unipride.pl, sieci klubów HAH, magazynu LGBTQIA Replika oraz portalu LGBT+ Queer.pl.

Gdzie oglądać?

· CANAL+: #209

· UPC (Horizon): #723

· UPC (Mediabox): #798

· Orange: #687 

· VECTRA: #619

· Multimedia: #204

· INEA: #726

· TOYA: #741 

· TVK Chopin: #622

Znajdziesz nas także u wielu innych operatorów, na WP Pilot oraz na satelicie Eutelsat (HotBird): 13°E,10.834 GHz, polaryzacja: V-pionowa, SR: 27.5 Ms, FEC: ¾

 

 

 

 

Kontakt:
Kamil Bernacki,
PR ManagerTel.: +48 22 60 2233 5
Email: k.bernacki@musicboxtv.net

 

Helena Urbańska – aktorka Teatru Współczesnego w Szczecinie

Z HELENĄ URBAŃSKĄ, aktorką Teatru Współczesnego w Szczecinie, współtwórczynią podcastu „Lesbijski SOR”, rozmawia Mariusz Kurc

fot. Paweł Spychalski

Ja właściwie nie robiłam publicznego coming outu, to znaczy nie miałam takiego jednego momentu, że gdzieś powiedziałam czy napisałam, że jestem lesbijką lub że mam dziewczynę. Z prostej przyczyny: odkąd jakkolwiek działam publicznie, to jestem już wyoutowana.

Pierwszą twoją działalnością jako wyoutowanej lesbijki był chyba podcast „Lesbijski SOR”, który wystartował w grudniu 2020 r., prowadzony przez ciebie razem z Jagodą Jobdą. Byłaś wtedy na czwartym roku warszawskiej szkoły teatralnej i o ile mi wiadomo, żadna aktorka przed tobą nie wyoutowała się publicznie.

Teraz niedawno, już po coming outach Grety i Marcjanny, rozmawiałam z kilkoma koleżankami aktorkami niehetero, które nie miały wcześniej gotowości na coming out. Odniosłam wrażenie, że coś się budzi. Może niedługo będą kolejne coming outy aktorek – oby!

Skoro nie miałaś wzorców poza aktorkami zagranicznymi, to skąd wzięłaś odwagę, by się wyoutować, i to jeszcze będąc w szkole?

To nawet nie była jakaś wielka decyzja, nie zastanawiałam się długo. Po prostu nie znoszę się ukrywać. Bardzo mi to przeszkadza. Szczególnie gdy jestem w związku. Do tego stopnia, że wchodząc w związek, mówiłam dziewczynie, że zależy mi na jawnym życiu. Za żadne skarby wchodzić w zawód aktorski nie chciałam z tym ciężkim zapleczem tajemnicy. Oczywiście, wiem dobrze, o jakich zagrożeniach myślą aktorki, które nie decydują się na coming out. Stereotypowo lesbijki postrzega się jako kobiety za mało „kobiece”, a znowu panuje przekonanie, że aktorka z założenia musi być kobietą bardzo „kobiecą”. Sama dostawałam takie uwagi. Czy jakaś rola mi przez to przepadła? Może i tak, ale o tym nie wiem. Żadnej roli w TVP pewnie nie dostanę, ale też niespecjalnie mi na tym zależy.

W kilku naszych wywiadach aktorzy geje mówili, jak w szkołach pilnowali się, by nie wyjść na za mało męskich.

A jaka jest w ogóle definicja męskości i kobiecości? I dlaczego ludzie hetero mają monopol na decydowanie, co jest męskie, a co kobiece? Nieraz czułam się wykluczona, nieraz musiałam wysłuchiwać homofobicznych komentarzy profesorów, którzy mówili coś, nie zdając sobie sprawy, że słucha ich również lesbijka. Bo ja tego nie mówię przecież od razu. Ale też widzę podczas prób teatralnych, że to wychodzi zwykle szybko – na pierwszej czy drugiej.

Jakiego typu to były komentarze?

Dokonaj zakupu prenumeraty, mecenatu lub pojedynczego numeru, aby przeczytać cały artykuł.

Wszystkie odcinki podcastu „Lesbijski SOR” Heleny Urbańskiej i Jagody Jobdy można odsłuchać na Spotify.

Kijów i Warszawa – Razem na wspólnej paradzie

Parada RównościKyivPride połączą siły i pomaszerują z dumą, w imię wolnej miłości, równych praw i wolnej Ukrainy.

Już za kilka tygodni – 25 czerwca ulicami Warszawy przejdzie kolejna #ParadaRówności. Tegoroczny przemarsz, będzie szczególnie wyjątkowy i ważny, bo dołączą do niego nasi przyjaciele_ółki z Ukrainy, która obecnie walczy z brutalną agresją Rosji. Właśnie z tego powodu 10. jubileuszowy Marsz Równości w Kijowie nie może się odbyć w tradycyjnej formie.

Do zobaczenia na największym polsko-ukraińskim święcie równości! #SlavaUkraini 🏳‍🌈🏳‍⚧🇺🇦🇵🇱

Transpłciowy coming out 16-letniego rapera 27. Fuckdemons

Jako osoba transpłciowa wyoutował się 16-letni raper 27. Fuckdemons!
W swoim urodzinowym utworze „Pod kapturem” młody artysta rapuje m.in.
„Mówią mi Maks, a urodziłem się dziewczyną
I nie zrozumiesz jak nie byłeś w mojej skórze
Swą delikatność znów ukrywam pod kapturem”,
Dalej jest również o próbie samobójczej.
“Urodzinowy numer ‘Pod kapturem’ opowiada o mojej codzienności, o realiach, o tym, kim jestem, i z czym się zmagam. Przedstawia rzeczy, z którymi musiałem się pogodzić, lub takie, do których dojrzałem na tyle, by je dostrzec, choć jestem tylko nastolatkiem, który chciałby żyć bez większych problemów. Mimo że piosenka jest bardzo osobista, kieruję ją do osób, które boją się być sobą, osób, które boją się postawić ‘na swoje’, w strachu, że ktoś to zburzy” – wyjaśnia 27. Fuckdemons swoim kanale na YouTube.
27. Fuckdemons w kwietniu wydał swój debiutancki album „Nic się nie stało”, który wylądował na trzecim miejscu listy sprzedaży płyt OLIS.
Podkreślmy: raper ma 16 lat – a więc jest to chyba najwcześniej zrobiony coming out w polskim show biznesie.
27. Fuckdemons – gratulujemy odwagi bycia sobą i trzymamy kciuki na dalszej Twojej drodze ❤

Dziennikarka Robin Roberts niemal odmówiła wywiadu z prezydentem Obamą ze strachu, że zostanie wyoutowana

Dziennikarka Robin Roberts wyjawiła w poniedziałkowym programie Ellen DeGeneres, że gdy 10 lat temu otrzymała z Białego Domu propozycję zrobienia wywiadu z prezydentem Obamą na temat równości małżeńskiej, prawie odmówiła.

Robin Roberts Fot. Heidi Gutman / ABC News

O co chodziło? Urzędnicy zasugerowali, że prezydent może w wywiadzie zmienić zdanie i oficjalnie poprzeć równość małżeńską. Dla dziennikarza/rki taki news to nie lada gratka, tylko że… Robin Roberts siedziała wtedy w szafie – i wystraszyła się, że taki wywiad może ją samą wyoutować. O mały włos, ale na szczęście strach jej nie zjadł, propozycję przyjęła.

9 maja 2012 r. w jej wywiadzie Barack Obama po raz pierwszy publicznie powiedział, że popiera równość małżeńską. Moment ten był zapewne starannie wybrany, społeczność LGBT od lat czekała na takie słowa Obamy – w tamtym czasie poparcie dla równości małżeńskiej wśród Amerykanów/Amerykanek powoli dochodziło do 50%. Wywiad Robin Roberts, jak się wydaje, odniósł taki skutek, jakiego prawdopodobnie chciał prezydent: sprawił, że poparcie przekroczyło 50% i… nigdy już poniżej 50% nie spadło.

Większościowe poparcie z kolei utorowało drogę wyrokowi Sądu Najwyższego USA z czerwca 2015 r. legalizującemu równość małżeńską na terenie wszystkich stanów USA. Tego pamiętnego dnia Biały Dom został podświetlony na tęczowo.

Natomiast Robin Roberts wyoutowała się kilkanaście miesięcy po swoim wywiadzie z prezydentem i dziś przyznaje, że również dzięki doświadczeniu tamtego wywiadu przyrzekła sobie, by przezwyciężać strach i być sobą.

5 FILMÓW NA LGBT+ FILM FESTIVAL, POLECANYCH PRZEZ NASZĄ REDAKCJĘ


 

PRIVATE DESERT

Reżyser nie operuje dosłownościami, prawie wszystkie emocje są tu przemilczane, niedopowie-dziane. I choć wydaje się momentami, że żar opowieści przygasa, to cierpliwi widzowie na pewno docenią lekkie ciepło z niej bijące.

Daniel Oklesiński | Magazyn Replika

 

LOVE, SPELLS AND ALL THAT

W duchu magicznego realizmu, teoretycznie prawdziwa magia nie jest traktowana w filmie jako coś zadziwiającego. „Love, Spells and All That” to w zasadzie półtora godzinna randka. Decyzja o próbie odwrócenia czaru staje się tylko pretekstem do wspólnych spacerów i długich rozmów. Świetne, kameralne kino.

Daniel Oklesiński | Magazyn Replika

 

MAGDALENA

Film o potrzebie i pięknie miłości, w którym reżyser całkowicie normalizuje homoseksualizm względem heteronormatywności. W tym ujęciu to obraz najdojrzalszy na tle polskich produkcji ostatniego czasu, mierzących się z tematyką queerową.

Agnieszka Pilacińska | Magazyn Replika

 

NO STRAIGHT LINES: THE RINSE OF QUEER COMICS

Potężna dawka historii o początkach queerowego komiksu. Od pierwszego komiksu napisanego przez wyoutowaną lesbijkę poprzez czarnego geja superbohatera aż po megasukces na deskach Broadwayu. Jednymi z bohaterów_ek znane czytelnikom „Repliki” Alison Bechdel i Maia Kobabe.

Daniel Oklesiński | Magazyn Replika

 

HELLO WORLD (HEI VERDEN)

Poruszający obraz o wychowaniu i odnajdywaniu siebie, niekoniecznie poprzez odcięcie się od znajomych, domu rodzinnego i rzucenie w objęcia nowych, podniecających doznań, lecz poprzez drogę, która powoli, acz metodycznie przybliża bohaterów do upragnionego, szczęśliwego i samodzielnego życia.

Bartosz Szarek | Magazyn Replika


***

LGBT+ Film Festival to ważne wydarzenie na kulturalnej mapie Polski. Jest największym świętem kina LGBT+ w Europie Środkowo-Wschodniej. 13. edycja festiwalu pokaże w sumie 68 filmów w sekcji fabularnej, dokumentalnej oraz blokach krótkich metraży. Organizatorzy zapraszają też na wydarzenia towarzyszące: koncert, konferencję oraz liczne spotkania twórców i ekspertów z publicznością.

13. LGBT+ Film Festival odbędzie się w dniach 22-29 kwietnia, w 8 polskich miastach: Warszawie, Krakowie (9-15 maja), Gdańsku, Wrocławiu, Łodzi, Poznaniu, Bydgoszczy i Koninie, a następnie online na platformie MOJEeKINO.PL.

Więcje informacji i repertuar: https://lgbtfestival.pl/ 

Robert Biedroń i Krzysztof Śmiszek o 20-leciu związku w wywiadzie dla magazynu „Replika”

Robert Biedroń i Krzysztof Śmiszek

Rober Biedroń – europoseł wraz z partnerem Krzysztofem Śmiszkiem – posłem na sejm RP, 14 lutego 2022 obchodzili 20. rocznicę związku. O tym jak się poznali, kto pierwszy wypowiedział „kocham cię”, jak zmienia się ich relacja i jaki wpływ na to ma ich działalność publiczna oraz jak wyobrażają sobie własny ślub opowiedzieli w wywiadzie live dla magazynu „Replika”

„Bycie w fajnym, rozumiejącym i tolerancyjnym związku, daje mi motywację i chęć i energię do robienia innych rzeczy. Myślę, że bardzo wiele z nas ma za sobą doświadczenia rozstania i samotności i nikt mi nie powie, że te doświadczenia pomagają się skupić i robić inne rzeczy w życiu. Naszą receptą na fajne życie i pożycie jest dużo otwartości i zrozumienia. Po 20 latach mamy swoje przyzwyczajenia, znamy się na wylot. Ta przewidywalność też jest miła.” – mówi w wywiadzie poseł Krzysztof Śmiszek

„Nasz związek się zmienia, jest jak wino. Oczywiście jest coraz ciekawszy. Ma swoje wzloty i upadki, ma swoje płomienne chwile, ale ma też takie letnie chwile, a czasami mrożące (…). Każdy ma swój sposób i każdy sobie sprawdza jak ten związek powinien wyglądać i z tym eksperymentuje i układa. Ja nie cierpię tych wszystkich schematów. Dekonstruowanie mitów o małżeństwach, o związkach mnie bardzo kusi, bo każdy związek, który znam, ma swój urok i powinniśmy to szanować i akceptować.”  – dodaje europoseł Robert Biedroń

Panowie w wywiadzie wrócili również do początków związku i opowiedzieli o tym, jak rozpoczęła się ich znajomość w 2002 roku. Kto pierwszy wykonał pierwszy krok, a kto powiedział „kocham cię”?

„Zawsze ktoś musi wykonać pierwszy krok i to chyba byłem ja, bo Robert spodobał mi się od pierwszego wejrzenia. Chociaż na początku nie było wzajemności z jego strony. Ale zrobiłem ten pierwszy krok i okazał się on sukcesem.” – mówi Śmiszek

„To chyba ja powiedziałem pierwszy „kocham cię”. Ale nie trzeba mówić „kocham cię” żeby dostawać tego dowody. Ja dostaję w każdej sekundzie naszej wspólnej drogi i to jest fascynujące, że nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie życia bez tego.” – uzupełnia Biedroń

Związek Roberta Biedronia i Krzysztofa Śmiszka od lat wystawiony jest widok publiczny. Robert Biedroń zaangażowany w polską politykę jest od ponad kilkunastu lat, był pierwszym wyoutowanym posłem w polskim parlamencie, następnie prezydentem Słupska, a obecnie jest europosłem. Później, bo w roku 2018 w działalność polityczną zaangażował się Krzysztof Śmiszek, który od 2019 jest posłem na sejm RP z ramienia Lewicy – wcześniej zawodowo realizował się jako prawnik i działacz społeczny.

„Człowiek cieszy się z małych chwil, kiedy nie jest się podglądanym. To są najpiękniejsze momenty, których niestety z Krzysztofem mamy coraz mniej, bo wybraliśmy życie jako osoby publiczne.” – twierdzi w wywiadzie Robert Biedroń.

„Jako społeczność LGBT+ jesteśmy tak wytresowani, wychowani, że wychodząc na zewnątrz czujemy wewnętrzny opór i czujemy stres mniejszościowy. Czujemy się bardziej obserwowani, nawet kiedy tak nie jest, bo społeczeństwo doprowadziło do takiego myślenia, że nam można mniej, nam nie wypada, narażamy się na ocenę, a nawet na agresję, okazując sobie uczucia. Nawet my mamy takie sytuacje w życiu, w których doświadczyliśmy agresji na ulicy. Nie ma tu się czemu dziwić nawet nam, a co dopiero dziwić się osobom niepublicznym, które w odróżnieniu od nas nie mają żadnego parasola ochronnego. Zupełnie mnie nie dziwi, że wiele osób LGBT+ nie okazuje sobie uczuć publicznie. Uważam, że trzeba to zmienić. Każdy, kto czuje się na siłach, każdy kto ma w sobie choć trochę takiego buntowniczego myślenia lub beztroski, powinien próbować, bo jeśli mówimy o tej części tożsamości, jaką jest orientacja seksualna, tożsamość płciowa, to jesteśmy widoczni. A widoczność jest w tym wszystkim najważniejsza.” – mówi Krzysztof Śmiszek.

„Nie wyobrażam sobie życia bez Krzysztofa. Tyle sobie miłych słów mówimy publicznie teraz. Wydaje mi się, że to jest potrzebne, by o tym mówić, bo w polskiej polityce i w ogóle w życiu publicznym jest mało takich par jednopłciowych i bardzo mało się mówi o nich. Jest wiele mitów i stereotypów, więc wiem, że trzeba o tym mówić i pisać, mimo że mnie osobiście czasem mierzi i uwiera fakt, że znowu trzeba o tym mówić. Ale tak trzeba” – dodaje Biedroń

„Widoczność daje nam mandat do tego, żeby w ogóle mówić, że istniejemy, a dopiero następnie upominać się o swoje prawa. Bez widoczności nie będzie następnego kroku. Jeśli społeczeństwo nie będzie nas dostrzegać, to walka o nasze prawa będzie przegrana, bo będziemy zawsze zderzać się ze ścianą i z argumentem, że przecież nas nie ma, nie upominamy się i jesteśmy jakąś małą mniejszością, z którą nie trzeba się liczyć. Jeśli jest jeszcze coś, co bym chciał dla społeczności LGBT zrobić, to jest to uczynienie nas jeszcze bardziej widocznymi.” – podsumowuje Śmiszek

Przypomnijmy, że Polska to najbardziej homo- i transfobiczny kraj UE. Osoby nieheteronormatywne nie mają równych praw m.in. również tych do zawierania związków partnerskich, czy małżeństw. W większość krajów Unii Europejskiej uznaje się związki partnerskie osób tej samej płci (21/27 państw), a w coraz większej ilości państw również małżeństwa jednopłciowe (13/27 państw). W obliczu tego wiele par decyduje się na legalizację związku za granicą, jednak nawet w takich przypadkach nie jest on w Polsce uznawany prawnie. Część społeczności LGBT+, tak jak Robert Biedroń i Krzysztof Śmiszek czeka jednak na możliwość zawarcia małżeństwa w Polsce.

Ja bym po prostu chciał, żeby była taka możliwość. I czy zrobimy to w zaciszu urzędu stanu cywilnego, czy z wielką pompą na Wawelu, to jest to drugorzędna sprawa. Najważniejsze jest to, żeby doprowadzić do przesilenia politycznego. Chciałbym, żeby każdy miał prawo do wyboru tego czy sam chce wstąpić w związek, czy uważa, że to jest ważne, czy też nie ważne. Mi się wydaje, że najważniejszy jest wybór. Prawo do wyboru. Chciałbym, żeby to państwo, dla którego razem z Robertem ciężko pracujemy w ostatnich latach, nas w końcu uznało za pełnoprawnych obywateli i dało nam prawo albo do wielkiego greckiego wesela, albo kameralnej imprezy. Chciałbym by moje państwo uważało, że jesteśmy równymi obywatelami.” – dodaje poseł Krzysztof Śmiszek

Z Robertem Biedroniem i Krzysztofem Śmiszkiem rozmawiał Tomasz Piotrowski – zastępca redaktora naczelnego magazynu „Replika”.
LINK DO WYWIADU:
https://www.instagram.com/p/CaArjLhBRjR/