Tercet (nie)egzotyczny

Poznajcie rodzeństwo Frankowskich: Agnieszka żyje ze swą partnerką, Marta – z partnerem feministą, a Marcin ma chłopaka

 

od lewej Marta, Marcin i Agnieszka Frankowscy                                                    foto: Angeline Glk

 

Oto wzorcowa rodzina genderowa. Każdy inny, wszyscy połączeni silną więzią uczuciową. Agnieszka żyje ze swoją partnerką, Marta z partnerem- feministą, Marcin ma chłopaka. Śmiejemy się, że nasi rodzice powinni dostać medal – jak rodzice żołnierzy wysyłanych na front – bo znacząco zasilili szeregi mniejszości seksualnych.

Olśniło mnie, gdy zobaczyłam k.d. lang

Agnieszka, Marta i Marcin Frankowscy pochodzą z Zaniemyśla, wielkopolskiej wsi. Ich matka jest z wykształcenia ekonomistką, ojciec budował silniki w fabryce imienia Hipolita Cegielskiego. Rodzice, zwłaszcza mama, mieli parcie, byśmy zdobyli wyższe wykształcenie – mówi Agnieszka, od 15 lat pracująca w Polskim Stowarzyszeniu na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym, także poetka, działaczka feministyczna i lesbijska. Dlatego cała nasza trojka trafiła w końcu do Poznania, gdzie teraz mieszkamy. Między rodzeństwem są spore różnice wieku. Najstarsza, Agnieszka ma lat czterdzieści jeden, Marta jest od niej o dziesięć lat młodsza, a Marcin aż o siedemnaście. Dla mnie siostry zawsze były autorytetem – deklaruje brat, student ostatniego roku zootechniki, całując obie w policzki – Uczyłem się na waszych błędach.

No tak! – wzdycha Aga – Mnie było najtrudniej, bo nie miałam żadnych wzorców, osoby, która wskazałaby mi drogę inna niż ta, którą podążali moi rodzice. Gdy dorastałam, nie było jeszcze Internetu, mediów społecznościowych, do 24 roku życia nie znałam ani jednego geja czy lesbijki. Próbowałam z chłopakami, ale coś mi nie pasowało, nie mogłam jednak zrozumieć, co. Olśniło mnie, gdy zobaczyłam… k.d. lang w telewizji. Początkowo myślałam, że to facet. Ale dlaczego on mi się tak podoba? Potem odkryłam, że to kobieta. Poczułam najpierw zdziwienie, później dumę. Dopiero w kontekście k.d. lang zaczęłam myśleć o sobie, o swojej tożsamości.

W Zaniemyślu, jak to na polskiej prowincji, najważniejsze są pozory. Co ludzie powiedzą, co powie ksiądz. Ja też przeszłam swoje – wyznaje Marta, która właśnie zaczęła pracę w Stowarzyszeniu „Na Tak”, pomagającym osobom niepełnosprawnym – Kiedyś miałam chłopaka, który był niewykształcony, ze „złej” rodziny, nie mogłam go więc przyprowadzić do domu. Czułam niechęć mojej matki wobec niego.

Historie rodzinnych coming outów są śmieszne i straszne zarazem. W Poznaniu trafiłam do feministycznego stowarzyszenia „Konsola”, w którym nabrałam świadomości i politycznej, i lesbijskiej – rozpoczyna Agnieszka. Jego założycielce, Marcie Maciejewskiej, wysłałam raz swoje wiersze. Ale o coś się poróżniłyśmy i Marta odesłała mi je z powrotem na adres rodziców w Zaniemyślu. Koperta przyszła naruszona, wypadły z niej wiersze, no i tata zaczął je czytać. Czyta, czyta i mówi do mojej siostry, że Agnieszka jest chyba „lizbijką. Zadzwonił do matki, matka się wkurwiła i zaczęła się ostra jazda.

Gejowskie porno? Zwaliłem na Agę

Tobie, Marcinie, byłłatwiej po doświadczeniach Agnieszki? – pytam, ale siostry nie dopuszczają go do głosu. Także miałeś dziewczyny! – śmieje się Marta. Szczególnie w przedszkolu – dorzuca Aga. Przepraszam! W liceum też miałem – protestuje nieśmiało brat. Agnieszka opowiada ze śmiechem, że, gdy Marcin skończył cztery lata, to już podejrzewała, że będzie transem. Bardzo lubił się przebierać, chodził w mamy chustach, rajstopkach, w butach na korkach. A mama go goniła z laczkiem, on biedny uciekał, nie wiedział, o co chodzi. Nawet z polecenia matki poszłam z nim do psychologa, który orzekł, że to tylko taka faza. Marta wtrąca: Z drugiej strony, jak matka szykowała go do kościoła, to robiła mu włosy na lokówkę, żeby był śliczny jak dziewczynka. I kontynuuje „wrabianie” brata: Mieliśmy w Zaniemyślu wspólny komputer. Kiedyś, z dziesięć lat temu, szukam czegoś w „historii”, patrzę, a tu jakieś strony porno. Wchodzę i widzę, że to porno gejowskie. To sobie myślę: albo ojciec, albo młody, bo wątpię, żeby matka. Zapytałam Marcina wprost, ale się wyparł.

Zwaliłem wszystko na Agę – Marcin wreszcie dochodzi do głosu – że to pewnie ona jako lesbijka oglądała gejowskie porno. Jakoś trzeba się było bronić. Ostatecznie, przed siostrami wyoutowała brata koleżanka, która widziała go w dyskotece gejowskiej i „doniosła” Marcie. Bardziej dramatycznie przebiegła konfrontacja z rodzicami. Miałem 19 lat i byłem z dużo starszym ode mnie facetem, żonatym, z dwójką dzieci. Akurat się rozwodził, a żona z teściową przyjechały do moich rodziców i powiedziały, że rozbijam szczęśliwą rodzinę. Ta teściowa zaczęła płakać i klękać przed moją mamą, prosiła, żeby coś z tym zrobiła. Matka nie była jeszcze wtedy świadoma orientacji syna, wpadła w depresję, spędziła dwa tygodnie w łóżku, groziła samobójstwem. Kazała Marcinowi natychmiast wracać do domu, on jednak nie uległ szantażowi emocjonalnemu, więc przez miesiąc nie miał z rodzicami kontaktu.

Siostry przyznają, że gdy wyszła na jaw orientacja brata, to bardzo się o niego bały. Bo „delikatny”, „kochany”, w dodatku lubił się wówczas ubierać w nieco „przegięty” sposób, a mieszkali na Łazarzu, czyli w cieszącej się niezbyt dobrą sławą dzielnicy Poznania. Raz miałem groźną sytuację – wspomina Marcin – ale nie w Poznaniu, tylko w Warszawie po Paradzie. Jechaliśmy z kolegą razem windą, jakieś karki musiały nas wyśledzić. Weszli i przyłożyli mojemu koledze nóź do gardła. Masakra. Pytali, czy jesteśmy gejami. Ja ze strachu zaprzeczyłem, znajomy nie. Dostał z główki. Na tym się, na szczęście, skończyło, ale mocno to przeżyłem.

Wszyscy wieszali się na mnie

Uff! Pytam Martę, czy jako jedyna w tym gronie osoba hetero nie czuje się czasami wykluczona. Pewnie, że się czuję – przytakuje energicznie – Nikt nie myśli o tym, ile ja muszę włożyć roboty, żeby i Aga była szczęśliwa, i rodzice byli zadowoleni, bo wszyscy zawsze do mnie przychodzili. Wszyscy wieszali się na mnie. Tata, jak chciał porozmawiać o Agnieszce, to przychodził do mnie, mama do mnie, Aga do mnie, Marcin mniej, bo już tego nie potrzebował, a ja musiałam jakoś w tym lawirować. I dodaje: A co do tej heteroseksualności… Nie lubię ani innym, ani sobie przyklejać etykietek. Miałam doświadczenia z dziewczynami, zwłaszcza że siostra zabierała mnie na marsze, na spotkania, na imprezy. Jak byłam młodsza, to wydawało mi się to wręcz egzotyczne, oryginalne, że mam siostrę lesbijkę. Ale myślę, że nie mogłabym stworzyć związku z dziewczyną. Agnieszka się śmieje: U mnie jest odwrotnie. Marcie nigdy nie zależało na tradycyjnych relacjach, więziach, a ja miałam silne parcie na to. Żeby przyjechać z partnerką do domu rodzinnego, być akceptowaną. Zjeść obiad, iść na spacer. Rodzice proponowali takie rzeczy Marcie i jej partnerowi, a ona całkowicie to olewała. Więc ja byłam zazdrosna, ale też rozumiem, jakim obciążeniem dla Marty musiała być ta presja rodzinna, patriarchalna. Marta do dzisiaj nie może znieść „tradycyjnych” pytań typu: „a kiedy ślub?”, „a kiedy wnuki?”. Nigdy, nigdy, nigdy… – odpowiada.

Cała trojka potwierdza, że lepiej niż matka na „rewelacje” dzieci reagował ojciec. W czasie stanu wojennego działał w Solidarności, więc np. Agnieszka, jako działaczka, znalazła z nim płaszczyznę porozumienia pod hasłem: „trzeba walczyć o swoje”. Zwłaszcza, gdy została zatrzymana przez policję po słynnym, zakazanym przez władzę Marszu Równości w 2005 r. (Jak głupia ubrałam białe spodnie, bo myślałam, że kogoś może poderwę – przypomina sobie – a potem w suce ktoś mi rzucił na kolana transparent wymalowany czerwoną farbą i było po spodniach). Do Marty, która na Marsz nie poszła, zadzwoniła wtedy matka. Gdy się dowiedziała, że starsza córka jest na demonstracji, krzyknęła do słuchawki: A czy wy nie możecie, jak normalni ludzie, spędzić weekendu przed telewizorem?!

Niepotrzebnie tak się szarpałam 

Kilka lat temu doszło w Zaniemyślu do kryzysowej wigilii. Atmosfera była napięta, wreszcie wieczorem ojciec zaczął wyzywać swoje dzieci od „lesb” i „pedałów”. Agnieszka, Marta i Marcin solidarnie wyjechali z domu. Usłyszeliśmy wiele przykrych słów, ale to nas też scaliło jako rodzeństwo. Potem, przez dwa lata święta w rodzinie Frankowskich odbywały się w okrojonym składzie.

W ubiegłym roku, wiosną, doszło do nieszczęścia. Mama trafiła do szpitala w stanie krytycznym. Była reanimowana, prawie umarła. Przez dziesięć dni leżała na Oddziale Intensywnej Terapii, znajdowała się w stanie śpiączki. I to wszystko w niej zmieniło – opowiada Agnieszka. To, czego nie mogła sama przeskoczyć, co miała w głowie, te narzucone normy, zniknęły. Po przebudzeniu mama stała się zupełnie inną osobą. Bliską, czułą, szczerą. Wyluzowała się.

Także ojciec, który kompletnie nie mógł sobie z chorobą żony poradzić, groził, że po jej śmierci strzeli sobie w głowę, przeszedł metamorfozę. Nie było już w nim złości – mówi Marta. Chciał rozmawiać. Zbliżyliśmy się do siebie. Tato zaczął nas doceniać jako swoje dzieci, bo i sam był wtedy bezradny jak dziecko.

Na ostatnią wigilię Agnieszka przyjechała wreszcie ze swoją partnerką, Magdą. To była bardzo fajna kolacja – wspomina Marta. Opadły maski. Mama roześmiana, tato, gdy dziękował nam przy stole za pomoc w trudnych chwilach, rozpłakał się. Marcin prostuje: Poryczał się. To był ryk. O Boże, ja też się zaraz poryczę! – szklą mu się oczy.

Dodaje jednak natychmiast, że nie zabiega o błogosławieństwo rodziców. Nie chcę z nimi gadać o swoim związku, widziałem, jak to wyglądało u Agnieszki, przez co ona musiała przechodzić. Jestem szczęśliwy, liczy się to, że siostry mnie akceptują.

Bo należysz już do innego pokolenia – Agnieszka spogląda na niego z melancholijnym uśmiechem – Masz co najmniej dekadę do przodu. Ja czułam się gorsza, pokrzywdzona, wykluczona. Niedawno doszłam do wniosku, że nie musiałam tak walczyć o akceptację ze strony rodziców, bo dopiero jak sobie odpuściłam, to zaczęło się dobrze dziać. Niepotrzebnie tak się szarpałam.

 

Tekst z nr 47/1-2 2014.

Digitalizacja archiwum „Repliki” dzięki wsparciu finansowemu Procter & Gamble.